[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.-O mój Boże, panie McTern z McTernów, czy ty się czerwienisz?-Nie - powiedział, odwracając się tyłem, gdy się podniósł.- Będziesz mi musiała pokazać, jak.jak zrobić to, w czym mam ci pomóc.-Pokażę - powiedziała, ukrywając uśmieszek.Wyjęła z szafy ubrania, które nosiła dzień wcześniej,i położyła je na łóżku, obserwując przy tym Angusa.Pomyślała, że może chciałby się przejrzeć w lusterku.Musiało minąć sporo czasu, kiedy ostatni raz widział się bez brody, ale z tego, co widziała, Angus nie przejawiał najmniejszej oznaki zaciekawienia swoim wyglądem.Obserwowała, jak schylił się, by podnieść Jamesa, a potem przeciągnął go na łóżko.Przez chwilę stał i patrzył na szczęśliwego mężczyznę pogrążonego we śnie.-Nie podoba mi się to - powiedział Angus.- Nie powinniśmy w ten sposób pozbawiać mężczyzny ubrania.Edilean przewróciła oczami, podeszła do Jamesa i rozluźniła mu apaszkę.-No to ja go rozbiorę.-O nie - zaprotestował Angus, przerażony takim pomysłem.- Już ja to zrobię, a ty idź i zrób, co trzeba.Edilean wyjrzała przez okno.Niebo robiło się różowe od wschodzącego słońca.-Gdy tylko się ubierzemy, musimy zejść na dół, do pokoju jego żony.James na pewno kazał się komuś obu-dzić, żeby dotrzeć na statek na czas.On lubi nocne życie, za to nie cierpi rannego wstawania.- Dobry pomysł - odparł Angus.Siedziała po drugiej stronie łóżka i nie widziała, co robił, bo zasłaniały go zasłony.Słyszała jednak szelest materiału, gdy zdejmował z siebie ubrania i zakładał należące do Jamesa.Poczuła coś dziwnego, nieznanego.Zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od niej stał mężczyzna w samej bieliźnie.I to wcale nie zwyczajny mężczyzna, ale taki, który był dla niej miły.No, może nie zawsze, ale przecież się nią opiekował.Gdyby nie on, pewnie teraz spałaby sobie w gospodzie, a James i jego żona odpłynęliby wkrótce z jej posagiem.-Potrzebuję twojej pomocy przy wiązaniu - powiedziała miękko.Założyła gorset na koszulę nocną, ale wiązanie było na plecach.- Mam do ciebie podejść?Angus zrobił kilka kroków w stronę łóżka.Edilean nie mogła oderwać od niego oczu.Miał na sobie obcisłe bryczesy Jamesa, bufiastą koszulę i nic więcej.Życie spędzone wśród wzgórz na jeździe konnej i wspinaczce ukształtowało jego umięśnione uda.Angus uśmiechnął się do niej.Odgadła, że wie, co o nim myśli.Nie zamierzała mu mówić, że jego wygląd zapiera dech w piersiach.Odwróciła się do niego tyłem, podając mu tasiemki do zawiązania.-Gdy dotrzemy na statek, lepiej się nie odzywaj - powiedziała.-Ani słowem? - spytał, ściągając tasiemki i zawiązując gorset.-Wyda cię akcent i sposób, w jaki mówisz.Lepiej, jeśli ja będę mówić.Angus pociągnął za tasiemki tak mocno, że omal nie połamał jej żeber.-Czy ty chcesz mnie przeciąć na pół?-Myślałem, że chcesz mieć tak samo wąską talię jak inne kobiety.Najmocniej przepraszam.Poluzuję nieco tasiemki.Edilean zacisnęła zęby.-Możesz je ścisnąć jeszcze mocniej.-O, czyli chcesz mieć średnią talię.-Ja.- zaczęła, ale wiedziała, że to jej błąd.Trzymała za kolumnę łóżka, a on ciągnął.- Już dobrze! Świetnie wyglądasz.I będziesz mogła powiedzieć, co chcesz.A czym ja się martwię? Możesz nawet odtańczyć taniec z szablami.Gdy ściągnął już wszystkie tasiemki, spojrzała na niego i zobaczyła w jego oczach znane jej już dobrze radosne ogniki.-Jesteś okropny, wiesz o tym?Poszedł na drugi koniec łóżka i wziął żakiet, podczas gdy Edilean wkładała sukienkę.Wczoraj zrobiła wszystko, by wyczyścić ją z trocin, ale nadal nie wyglądała dobrze.Miała nadzieję, że na statku znajdzie dla siebie jakieś ubrania.Wiedziała, że będzie je musiała zwęzić, przynajmniej w biuście, ale potrafiła to zrobić.Gdy włożyła już sukienkę i uczesała włosy, wyszła do Angusa.Stał z zamkniętymi oczami, oparty o kolumnę łóżka.Guziki przy kamizelce były koślawo zapięte.-No dalej, obudź się - powiedziała, poprawiając mu guziki.-Śniłaś mi się - powiedział miękko, patrząc na nią w świetle palącej się świecy i różowego poranka.-Czy to był dobry sen? - spytała, pomagając mu założyć płaszczJamesa.-Najlepszy.Byliśmy razem na jakimś polu.Wszystko doskonale widziałem.To była Szkocja, ale nigdy wcześniej nie byłem w tym miejscu.-Może to była Ameryka.-Może - powiedział grzecznie i wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej włosów.Stali tak przez chwilę wpatrzeni w siebie, a ona przechyliła się w jego stronę.-Gdy dotrzemy do Ameryki, dam ci część mojego złota, a wtedy będziesz mógł.- przerwała, gdy zobaczyła jego spojrzenie.-Nigdy nie mów takich rzeczy, panienko, albo więcej się nie zobaczymy.Widziała po gniewie w jego oczach, że mówił całkiem poważnie.Zaczęła go przepraszać, ale do pokoju wpadł pierwszy promień słońcaiokazja do przeprosin zniknęła.-Musimy iść - powiedział Angus [ Pobierz całość w formacie PDF ]