[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A jeśli kobieta nie może mieszkać pod jednym dachem z mężczyzną bez ślubu?- Aaa, mąż.- Pilot uśmiechnął się jeszcze szerzej.- Mąż poszedł tam - wskazał w kierunku jeziora i wykonał zachęcający gest ręką.- Proszę się nie bać, iść.Powinien być na lewym brzegu.- A co to za.jezioro?- Logipi.Miejscowi nazywają je Namakat.Tylko czasem z niego nie pij! - przestrzegł.- Jest alkaliczne i bardzo słone.Wodę mamy ze źródła w górach.Dostaniesz przydział.- Przydział? Czego?Zanim Lutka zdążyła wyjaśnić niezrozumiałą dla niej kwestię, Festus przesłonił ręką oczy i ucieszony zawołał:- O! Chyba twój mąż właśnie wraca.Mężowi wypadało wybiec naprzeciw, co Lutka uczyniła.Nie widziała go ponad rok! W połowie drogi zatrzymała się jednak raptownie.Bieganie na obcasach po kamieniach przypominających chrzęszczący pumeks niezbyt jej wychodziło.Poza tym widoczny w oddali facet wcale nie przypominał Roberta.Wcale, ale to wcale!Olbrzymowi coś się pomyliło.Robert był szczupłym blondynem, który idąc, kiwał się zabawnie na boki.A ten.Brunet.Jego czarne włosy wyraźnie zaznaczały się na tle niebieskawo- żółtego krajobrazu.Szedł swobodnie, jakby spacerował po deptaku.Jedną rękę trzymał nonszalancko w kieszeni, drugą swobodnie wybijał rytm kroków.I chyba miał lekko krzywe nogi.Jak kowboj.Nie, to nie Robert - chudzina i źdźbło.Chwila! Im bliżej znajdował się nieznajomy, tym większe rosło w Lutce napięcie.Ona znała tego faceta, na pewno go już widziała.Ale gdzie?Jest w Afryce, tu nie.Pan do towarzystwa, kumpel Aguni, no przecież!Tylko czemu tutaj???- No, cześć, piękna.Wyspałaś się w końcu? - usłyszała, kiedy stanął tuż przy niej i bacznie obrzucił ją spojrzeniem.- Możesz mi wyjaśnić, gdzie ja jestem? I czemu ty tu jesteś?- Hmm.Cieszę się, że się cieszysz na mój widok.Dzień dobry, odpowiadam na twoje wdzięczne powitanie.- Uśmiechnął się olśniewająco.- Prawda, że cudne mamy widoki?W jednej chwili Lutka przypomniała sobie kolejne szczegóły poprzedzające wylot.Może nie była to zwarta historia ułożona w łańcuch przyczynowo-skutkowy, ale.Upiła się.Jak już wiadomo (o zgrozo!), wycięła krzak przed oknem.W mieszkaniu zastała tego tu, potem.- Dzień dobry - wydukała niechętnie.- O widzisz, zaczynasz mówić jak człowiek.Dzień dobry, kochanie.- Nie jestem twoim kochaniem.- No pewnie, że nie jesteś.Mówię tak do każdej kobietki.Kochanie.Imion nie pamiętam - wyjaśnił z dumą.- Poza tym to niezły patent, bo mi się żadna nie myli.- Domyślam się - mruknęła, obserwując jego profil.Bardzo męski profil, niestety.- Źle się domyślasz.Mam zwyczajną dysleksję.Kłopot z zapamiętywaniem słów, kłopot z ortografią.- Przepraszam cię bardzo.Interesujące to wszystko, ale.Gdzie ja jestem?- Wyjaśnienie ci się należy, fakt - westchnął jakby zakłopotany, ale Lutka widziała w jego oczach rozbawienie i zaczynało ją to doprowadzać do szału.- W Nairobi odwołali lot do Mombasy, a ja nie mogłem czekać ani zostawić cię na lotnisku, bo byłaś zbyt nachlana czy raczej nieprzytomna.Poleciałaś ze mną.Jesteśmy w północnej Kenii.Jezioro Logipi.Podać ci współrzędne geograficzne? Kochanie? - dołożył na zakończenie z wyczuwalną przekorą i zaczął głośno przeżuwać gumę.Północna Kenia?!- Ale ja muszę do Mombasy! - wykrzyczała z rozpaczą.- Muszę.Nie lepiej powiedzieć: chcę? I poprosić?- Słuchaj! Wiesz, gdzie ja mam twoje pseudolingwistyczne wywody?- No, słucham.Gdzie? Szczypta pikanterii by się przydała.Bezczelny! Chyba świetnie się bawił.Czy ona spotkała kogoś bardziej irytującego? Nie spotkała.Tak bardzo działał jej na nerwy, że nie zdążyła pomyśleć o kulturze, o tym, że drugiego człowieka należy traktować z szacunkiem, że.Po łomotaniu w głowie nie było już śladu.Przy nim cała jej nieśmiałość się ulatniała.Nie istniała.Przepadała po prostu! Lutka najchętniej by go ze złości ugryzła.- Nie, ko-cha-nie - ostatnie słowo wymówiła bardzo dobitnie.- Nie dam ci tej satysfakcji.Chcesz mnie pouczać, chcesz mnie wyprowadzić z równowagi.- Już jesteś wyprowadzona.-.ale to ci się nie uda.Ja sobie poradzę.Sama! - powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie.Ten miły Festus jej pomoże, jest przecież pilotem.Zaraz! Pilotem? Czy to oznacza, że znowu będzie musiała.Wsiąść do samolotu?!Przystanęła.Brunet po chwili znalazł się obok.Zadowolony aż miło.- Co tam? - łaskawie zapytał, bynajmniej nieprzejęty jej zdenerwowani em.- Czy stąd odjeżdża jakiś pociąg?- Cha, cha! - zarechotał.- Dziecinko, pojmij, że północna Kenia to koniec świata.Tu nie ma pociągów, nie ma cukierków miętowych i szamponu Vichy.To Afryka [ Pobierz całość w formacie PDF ]