[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Henry podniósł się gwałtownie z krzesła, ale Brolin stał już przed nim Profesor usiadł z powrotem, jakby nagle opadł z sił.Kątem oka popatrzył na telefon.Co mógł zrobić? Zatelefonować do przyjaciół?Zatelefonować.Najwyższy czas, żeby spojrzeć prawdzie w oczy.Był starym zrzędą, w połowie alkoholikiem, a wojsko miało go tak naprawdę w nosie.Ta baza w lesie, w swoim czasie tajna, była obecnie kupą gruzu, która nikogo nie obchodziła.Szczerze mówiąc, wbrew wszystkim wojskowym intrygantom, właściwie nigdy nic fantastycznego się w niej nie działo.Przeprowadzono kilka doświadczeń z bronią laserową, to prawda, ale nic konkretnego z tego nie wynikło, a próby z kamizelkami kuloodpornymi szytymi z wykorzystaniem nici pajęczych, lżejszymi i szczelniejszymi od konwencjonalnych, spaliły na panewce.Zamykając tę bazę, armia zaproponowała większości naukowców przejście do pracy w przedsię-biorstwie prywatnym, które ofiarowało im znacznie wyższe pensje, w NeoSecie.Ale on wybrał wcześniejszą emeryturę.Nie miał już siły zaczynać nowego życia.Dziś wojsko miało w nosie to, czy ktoś się dowie, co się kiedyś działo w tej bazie.I tak wszystko skończyło się klęską.Do kogo mógł więc zadzwonić? Do nikogo.Zbyt długo się już łudził, że wystarczyło, żeby zadzwonił do dawnych kolegów z wojska, aby przyszli go wspomóc.Tak, to były tylko złudzenia.Nelson Henry przez chwilę jasno zobaczył swoją prawdziwą sytuację - to, kim był od dwudziestu lat, od kiedy opuściła go żona.Znerwicowanym samotnikiem, mającym słabość do butelki.Fantastyczne.Jest z czego być dumnym.- Panie Henry.Co za miły głos.To ta ładna młoda kobieta! Podniósł głowę.Annabel wiedziała, że musi działać dyplomatycznie.Dla Brolina mężczyzna, który siedział naprzeciw nich, był po prostu podejrzanym.Znała już Josha na tyle, żeby zdawać sobie z tego sprawę.Ona jednak polegała na własnej intuicji.Nauczyła się tego dzięki codziennym kontaktom ze zwykłymi ludźmi podczas pracy w terenie.Według niej Nelson Henry był starym, odstawionym na boczny tor mężczyzną.Czuł się zapewne niesprawiedliwie opuszczony przez instytucję, która przez lata traktowała go z szacunkiem należnym człowiekowi nauki i zapewniała wygodne życie.- Nie jest naszym celem postawienie pana w nieprzyjem-nej sytuacji ani skompromitowanie- zaczęła.- Ale prawdopodobnie mógłby pan nam pomóc uratować ludzi od śmierci.Szukamy kogoś, z kim na pewno pracował pan w tej bazie.Osobnika który zna się na pająkach i z wykształcenia jest toksygologiem albo etnologiem.I który mógłby jeszcze dziś pracować w NeoSecie.Wzrok Henry'ego znów powędrował do wiklinowego koszyka.Mężczyzna ponownie zwilżył językiem wargi, po czym zacisnął pięść.Annabel widziała, z jaką trudnością powstrzymuje pragnienie wypicia kieliszka alkoholu.- Ja nic nie wiem.- rzekł w końcu.- Jest mi przykro.- Przecież musiał się pan przyjaźnić z innymi naukowcami w tamtym czasie?Nie pamięta pan żadnego kolegi, który miałby dużą wiedzę w tych dwóch dziedzinach?Henry potrząsnął głową.Wyglądał tak, jakby było mu bardzo przykro, że nic nie wie.Zauważył zabandażowaną dłoń Annabel i jego spojrzenie zatrzymało się na niej przez chwilę.Brolin popatrzył na swoją towarzyszkę, która wzruszyła ramionami.Chyba nic z tego nie będzie.Wrócił spojrzeniem do Henry'ego.- Czy zdarzyło się panu wyjść wieczorem w ciągu ostatnich dziesięciu dni? -zaatakował profesora bezpośrednim pytaniem.Henry wyglądał na zaskoczonego.- Nie, siedziałem w domu.- Czy ktoś mógłby to potwierdzić?Annabel poczuła ukłucie w sercu.Nie była pewna, czy to najlepszy sposób postępowania ze starszym człowiekiem.- Nie.Mieszkam sam.Chyba mnie pan nie podejrzewa o te wasze morderstwa z kokonami? To, o czym mi pan opowiadał ostatnim razem?Brolin podniósł uspokajająco ręce do góry.- Proszę mnie źle nie zrozumieć, to są rutynowe pytania - wyjaśnił.- Proszę, oto moja wizytówka.Proszę się nad tym zastanowić, to naprawdę bardzo dla nas ważne.Naprawdę.Wstał.- Jeszcze jedno.Może słyszał pan o kimś w muzeum, kto znałby się na rybach, na pewnej rzadko występującej toksynie? Chcielibyśmy zadać mu kilka pytań.- Tak.Proszę zejść piętro niżej, chyba pierwsze drzwi na prawo od schodów.Jest tam dwóch takich specjalistów, jeden z nich ostatnio napisałnawet pracę na temat jadów.Brolin podziękował, a Annabel posłała profesorowi przyjacielski uśmiech.Zamykając drzwi, szepnęła do Brolina: - To nie on.- Ale nie ma alibi - odszepnął Brolin.Przy schodach Annabel spytała:- Czy zamierzasz podejrzewać również tego eksperta od jadów, do którego idziemy?- Na razie nie, ale pamiętaj, że pierwsze wrażenie jest z reguły słuszne.Wnajgorszym razie będę przynajmniej wiedział, czy w Portland są jacyś inni toksykolodzy znający się na tetrodotoksynie.Za ich plecami ktoś gwałtownie otworzył drzwi.Na korytarzu dał się słyszeć głos Nelsona Henryego.- Zaczekajcie!Annabel i Brolin odwrócili się.Profesor podbiegł do nich.- Nie przypominam sobie, żeby pracował ze mną przy pająkach jakiś etnolog czy toksykolog.Ale był taki facet, któremu czasem dawaliśmy niewielkie dawki jadu.Pracował nad toksynami.Przypomniał mi się, kiedy spytaliście o jakichś moich kolegów.Ten człowiek był z wykształcenia botanikiem.Zatrudniono go w bazie w celu rozpracowania toksyn paraliżujących.Zajmował się obiema interesującymi was dziedzinami, to jest etnologią i toksykologią.- Czy pamięta pan, jak on się nazywał?- Oczywiście.Przecież pracowaliśmy w tym samym miejscu blisko dziesięć.lat Mówię wam o tym, ponieważ widzę, że bardzo wam zależy na zdobyciu tych informacji.Kto wie, może jakieś badania, które prowadził.Ale z listy podejrzanych możecie go spokojnie skreślić.- Dlaczego? - On nie żyje.Światełko nadziei natychmiast zgasła- Jeśli interesują was dziwne historie - kontynuował Henry, uśmiechając się półgębkiem - to powiem wam, że po jego śmierci krążyło mnóstwo dziwnych pogłosek.Ludzie straszyli się nawzajem, opowiadając, że on nie umarł tak naprawdę.- Jak to? - spytała Annabel.- Nie można zapominać o całej otoczce tej sprawy.Pracowaliśmy w tajnym ośrodku badawczym a to, co tam robiliśmy, było objęte tajemnicą wojskową.Tej bazy nie było nawet na mapie.W samym środku gęstego lasu!Czasem, żeby się odstresować i postraszyć koleżanki, mówiliśmy, że on nie umarł zupełnie.Bo on pracował nad toksyną, która miała taką właściwość, że po jej zażyciu człowiek wyglądał na martwego, ale wcale nim nie.- Nad tetrodotoksyną? - zapytał Brolin.- Tak.możliwe.Rzeczywiście, może to było to.Armia była tym zainteresowana, żeby móc wprowadzić ludzi w stan bliski hibernacji, chyba nawet NASA.Chodziło o podróże w kosmos.Myślę, że to się nie sprawdziło i pewnie z tego zrezygnowali.- jak się ten człowiek nazywał?- Nie budujcie zaników z piasku, on naprawdę umarł.Tylko tak wtedy żartowaliśmy.Ale on pasowałby wam.Jego zwłoki zostały spalone.William Abbocan.Porządny gość!61Lloyd Meats szedł wzdłuż żywopłotu z żywotników.Wyjął pistolet z kabury, uważając, żeby celować w ziemię.Po drugiej stronie żywopłotu Jimmy Beahm otworzył bagażnik starej hondy i szykował się do wrzucenia tam niesionego przez siebie worka [ Pobierz całość w formacie PDF ]