[ Pobierz całość w formacie PDF ]
." Ponownie przyjrzała się drzewu.Tylko to jedno miejsce się nadawało.Annabel była pewna, patrząc na kształt zawinięty w kokon, że ofiara jest martwa.„Ale musisz ją odczepić! Nie można stracić najmniejszej szansy, może ona jeszcze oddycha!"Zaklęła i złapała brzeg sukienki.Rano, przed wyjściem, włożyła zamiast sandałów białe trampki, wygodniejsze do marszu, i zdecydowała, że cienka sukienka będzie bardziej odpowiednia do panującego w tych okolicach klimatu.Przez myśl jej nie przeszło, że będzie musiała wejść na drzewo, żeby z bliska przyjrzeć się zwłokom.Zawiązała sukienkę w węzeł na wysokości ud, palce wsunęła w szparę w korze i wciągnęła się na dolne gałęzie.Wchodząc wyżej, starała się podążać najmniej wygodną drogą, utrudniając sobie wspinaczkę.Miała nadzieję, że w ten sposób nie zniszczy ewentualnych śladów, które mógł pozostawić sprawca tej makabrycznej zbrodni.Wodospad rozpryskiwał tysiące kropel na odległość wielu metrów Annabel wiedziała, że wilgotna mgła musiała zmyć odciski palców lub ślady dłoni pozostawione przez mordercę.Cała sprawa zdecydowanie źle się zaczynała.Na wysokości około dwóch metrów nad ziemią spojrzała w górę.W kokonie była rzeczywiście kobieta.Naga kobieta, owinięta jak mumia w czystą i cieniutką tkaninę.Annabel zauważyła, że ofiara ma ogoloną głowę.Zmarszczyła brwi.Gdzieś nad nią trzasnęła gałązka.Wzmocniła uchwyt dłoni i podciągnęła się do góry, jeszcze bliżej kokonu.Teraz znajdowała się niemal trzy metry nad ziemią.Jej muskularne długie nogi o ciemnej skórze opierały się mocno o pień drzewa.Jedwabista nić dokładnie oplatała nieruchomą ofiarę, a im bliżej ciała przysuwała się Annabel, tym większej nabierała pewności, że kokon musi być utkany z pajęczyny.Starannie oplatająca ciało cienka siateczka wyglądała jak przędza zwinięta na szpuliZza pleców docierał do niej hałas wodospadu.Annabel miała wrażenie, że jest w tym wielkim lesie zupełnie sama.Gdyby Brolin szedł teraz za nią i trzymał się blisko, ona i tak nie zdawałaby sobie z tego sprawy.Ogłuszający szum spadającej wody i gałęzie trzeszczące w wysokich koronach drzew były w tej chwili całym jej światem.Wspięła się na palce, ale nie dostrzegła twarzy ofiary.Prześlizgnęła się między dwiema mniejszymi gałązkami, starając sięprzysunąć bliżej.Kobieta w kokonie zwisała nieruchomo.Jej twarz, zwrócona w przeciwną stronę, była wciąż niewidoczna.Annabel oparła się o sterczącą suchą gałąź.Kolanem dotknęła wystającego ramienia, okrytego cieniutką tkaniną.Natychmiast się cofnęła.Całun w dotyku również przypominał pajęczynę.Ręka kobiety jakby ześlizgnęła się wzdłuż biodra.Na kokonie zrobiło sięwybrzuszenie.Wyglądało to jak dywan, pod którym coś chodzi.Annabel przełknęła ślinę.„To przez to, że wspięłaś się na drzewo.Trzęsiesz gałęziami.Ta kobieta nie żyje.Niemożliwe, żeby była żywa."Świat wokół zawirował razem z kaskadą wody.Annabel chwyciła się kurczowo pierwszej gałęzi z brzegu.Nachyliła się nad kokonem.Niechcący musnęła ręką włóknistą materię.W nozdrza uderzył jąostry zapach korzennych przypraw.Z trudnością utrzymując równowagę, wyciągnęła szyję, żeby wreszcie ujrzećtwarz ofiary.Wygolona szara czaszka.Sinoczerwony krwiak na brzegu skroni.Zmarszczona skóra.Nagle Annabel poczuła się tak, jakby ktoś zadał jej cios w żołądek.Jaka przerażająca twarz!Śmierć na pewno nastąpiła gwałtownie, nie dając cza-su na odprężenie.Kobieta musiała umierać, wyjąc ze strachu.Joshua Brolin stał nad brzegiem wielkiego zbiornika wodnego.Pokazał na siebie palcem wskazującym i zakręcił dłonią młynek na znak, że zamierza obejść teren wokoło.Lloyd Meats, który stał na drugim brzegu, skinąłtwierdząco głową i pokazał Brolinowi na migi, że idzie do niego.Po chwili razem z Larrym Salhindrem znikli za jedną ze skał.Joshua odwrócił się i cofnął kilka kroków, żeby objąć wzrokiem całąokolicę.Osobnik, który zawiesił tutaj ciało, z pewnością szedł tą samą drogą co oni.Z obu stron wodospadu strzelały w górę strome skały.Było więc mało prawdopodobne, żeby ktoś wciągał po nich ciało.Nie, morderca musiałnadejść od wschodu, zboczem.Brolin odszedł około stu metrów od kokonu i ruszył prostopadle do strumienia.Był cały spięty.Starał się nie przegapićniczego podejrzanego.Po znalezieniu ciała czuł jeszcze większy niepokój.W innych okolicznościach pomyślałby, że celem mordercy było doprowadzenie ich do zwłok, wskazanie, że gra się zaczęła, że on zdobył pierwszy punkt.Zbrodniarz tego typu lubił drażnić się z policjantami, ale nie zamierzał ich zabijać - przynajmniej nie od razu.Najpierw musiał się im pokazać.Tutaj jednak sytuacja była zupełnie inna [ Pobierz całość w formacie PDF ]