[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie mógł dłużej znosić tego sam.A od chwili, gdy spojrzał w błękitne jak niebo oczy Alice, ogarnęła go paląca tęsknota za czymś czystym, dobrym.Równie desperackie pragnienie odczuwał tylko raz w życiu: gdy Bardou i jego oprawcy, uwięziwszy go w tej czarnej norze, przez dwie doby odmawiali mu wody.Teraz nie był bezradnym więźniem.Nikt nie ograniczał swobody jego działania, mógł walczyć o swoje prawa za pomocą wszelkich dostępnych środków - choćby miał przez to spodlić się raz na zawsze, porzucić resztki honoru.Zdobycie Alice, jej ciała i duszy, warte było nawet takiej ceny.Chcąc uspokoić sumienie, postanowił, że jeśli nie zdoła tego dokonać w ciągu tygodnia, zwróci dziewczynie wolność.Był sprytnym i doświadczonym negocjatorem, toteż zażądał z początku znacznie więcej, niż zamierzał osiągnąć.- Za dwa tygodnie odeślę ją całą i zdrową do domu własnym powozem.- Dwa tygodnie?! - Alice jęknęła ze zgrozy.- Mowy nie ma! Zostanę tu najwyżej jeden dzień!Lucien zwrócił się do niej:- W takim razie dziesięć dni.- Dwa!- Dajże spokój, cherie Będziemy się świetnie bawić.Zostań choć osiem dni.- Trzy i ani godziny więcej! - krzyknęła w panicznym strachu.- W takim razie tydzień.Obiecuję, że nie będę zbyt natarczywy - dodał na pociechę z szelmowskim uśmiechem.- Tydzień? - powtórzyła Alice i spojrzała na niego z rozpaczą.- Lepiej się zgódź, moja droga.Jak on się uprze.- Caro westchnęła wymownie.Alice rozdrażniona lekkim tonem bratowej odwróciła się do niej.- Bardzo cię to bawi? Caro wzruszyła ramionami.- Nie prosiłam, żebyś po mnie przyjeżdżała.Nie powinnaś była tego robić.Alice wpatrywała się w nią, nie wierząc własnym uszom.- Przyjechałam tu, żeby cię ratować!- Ale tylko postawiłaś nas obie w głupiej sytuacji.- Jak możesz pozwolić, by mnie tak krzywdził? To ty powinnaś z nim zostać!- Być może.- Caro zerknęła na sufit, jakby szukając tam odpowiednich słów.Ale, mówiąc szczerze, widzę, że choć jestem od ciebie starsza i gram rolę twej opiekunki, nie okazujesz mi należnego szacunku.Jest to wyjątkowo irytujące, więc trzeba ci pokazać, jaka naprawdę jesteś.Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł to zrobić lepiej niż Lucien Knight.Mdli mnie, kiedy się puszysz i spoglądasz na wszystkich z góry jak jakaś święta! Uważasz, że jesteś ode mnie o całe niebo lepsza, co? Zobaczymy, czy nie spokorniejesz, kiedy on z tobą skończy!- Ty.ja.Ty jesteś jeszcze gorsza niż on!- Może i tak - odparła z fałszywą słodyczą Caro.- Ale nie zapominaj, że mieszkasz pod moim dachem i jesteś na moim utrzymaniu, złotko! - Spojrzała na Luciena.- A co do ciebie, kochany, to baw się, ile chcesz, ale jedno nie ujdzie ci na sucho!- Cóż takiego, cherie ? - spytał, zwracając się do niej z szerokim uśmiechem.- Jeśli zajdzie z tobą w ciążę, musisz się z nią ożenić.Lucien przestał się uśmiechać.Czuł w uszach szaleńcze bicie własnego serca.Przez sekundę wpatrywał się w Caro, starając się zachować pozory nonszalancji.- W porządku - odparł.To, że zgodził się bez wahania, zaskoczyło jego samego i przeraziło Alice.Nie mogła zaczerpnąć tchu i Lucien zląkł się, że zemdleje.Kiedy spojrzał na nią z niepokojem, okręciła się na pięcie, podkasała spódnicę i uciekła przed nim na górę.Wyminęła pędem portret ironicznie uśmiechniętego markiza, którego szare oczy, tak podobne do oczu Luciena, zdawały się spoglądać na praprapra.wnuka z szelmowską aprobatą, zupełnie jakby mówił: Dobra robota, mój chłopcze!Lucien zgadzał się z nim w zupełności.Caro rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i oddaliła się, wołając, by powóz zajeżdżał.Lucien wetknął ręce w kieszenie spodni i spoglądał na schody, po których wchodziła Alice.Rozkoszował się w skrytości swoim triumfem, nieco zdziwiony, że tak mu to łatwo poszło.Rozdział 5Nie zwalniając ani na chwilę kroku, Alice dotarła do swej sypialni i zatrzasnęła drzwi [ Pobierz całość w formacie PDF ]