[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wharton na pewno o nich wie: zna wszystkie stare obiekty w tej okolicy.Na domiar złego może wiedzieć, kto jest w nich pochowany, i skontaktować się z rodzinami nieboszczyków.Ale chyba nawet Wharton tego nie wie.Groby były zbyt stare i zaniedbane.Od sześćdziesięciu lat nikogo tam nie chowano.Najświeższą datą, jaką znaleźli z Vep-pem na prymitywnym drewnianym nagrobku – a raczej deskach – był rok 1899.I tylko jedno nazwisko było znajome.Reszta rodzin musiała się stąd dawno wyprowadzić.Fakt, dookoła leżały szklane słoje… Przyszło mu do głowy, że są one dowodem na to, iż część krewnych odwiedza to miejsce, przynosząc polne kwiaty.Vepp był odmiennego zdania.Twierdził, że słoje zostawili zbieracze runa leśnego, którzy zakradali się tam, by pić tanie wino.Zbieracze runa leśnego, młynarze, mleczarze upodobali sobie to miejsce, ponieważ nikt tam nie przychodził.Ten cmentarz należy do wszystkich.Jest częścią historycznego dziedzictwa.Mamy prawo do tych kości, tak samo jak do indiańskich przedmiotów: grotów strzał i granitowych narzędzi.Starszych niż tamte kości.Jesteśmy potomkami tych ludzi, uznał.Odziedziczyliśmy to wszystko, łącznie z drewnianymi nagrobkami.Są nasze, jeśli je zechcemy.Niosąc łopatę, szeryf Christen piął się mozolnie pod górę na czele grupki ludzi.Za nim szedł weterynarz, doktor Heyes, potem Dudley Sharp z University of California i nauczyciel Wharton.Pochód zamykał Leo Run-cible z Sethem Faułkiem.Cmentarz otaczał płot z drutu kolczastego.Porośnięte wysokim, brązowym owsem zbocze wzgórza było niedostępne dla bydła.Na zewnątrz ogrodzenia z drutu kolczastego postawiono drugi plot z desek, wzdłuż którego bujnie rosły krzaki jeżyn.W niektórych miejscach jeżyny podeszły prawie pod drut kolczasty; miały grube i czarne owoce.Wśród krzaków Runcible wypatrzył nory susłów.Ze zdumieniem zobaczył też, że kilka drewnianych krzyży, niemal zupełnie zasłoniętych przez owies i jeżyny, znajduje się poza drucianym ogrodzeniem.Zastanowił się, czy ktoś oprócz niego również je dostrzegł.–Ten, kto postawił ten płot, musiał przeoczyć tych kilka grobów – odezwał się Wharton.On także je zauważył.– Być może są to najstarsze groby na tym cmentarzu, ale trudno to stwierdzić, bo nie ma na nich dat.W ogóle nie ma na nich żadnych napisów – rzucił przez ramię, wspinając się polną drogą.Na środku cmentarza królowała pojedyncza budowla, zdaniem Runcible'a wzniesiona z granitu lub marmuru.Kamienne bloki były jednak tak brudne i zniszczone przez czynniki atmosferyczne, że pośrednik nie umiał sobie wyobrazić, jak początkowo wyglądały.Po obu stronach dostrzegł witrażowe okna i kiedy podszedł bliżej, zobaczył, że przedstawiają scenę religijną: modlącego się anioła.Na ścianie znajdującej się naprzeciwko ścieżki widać było żelazne drzwi zamknięte na łańcuch i kłódkę.Przed nimi stały kamienne dzbany, z których sterczały zasuszone kwiaty.Nad drzwiami biegł napis z mosiężnych liter: ANGE-LO BASTIONI.Niżej po bokach mniejszymi literami napisano: THEA BASTIONI, TULIO BASTIONI, AN-GELO BASTIONI JR., LUCIANO BASTIONI, MARIO BASTIONI, GIA BASTIONI.Najprawdopodobniej było to kiedyś miejsce pochówku tej bogatej rodziny.Innych, mniej znaczących zmarłych chowano tu po kryjomu, kiedy Bastioni nie patrzyli.Runcible'owi nic nie mówiło to nazwisko.O ile wiedział,nikt taki nie mieszkał obecnie w okolicy.W ogóle nigdy nie spotkał nikogo o takim nazwisku.–Rodzina Bastionich posiadała tutaj majątek ziemski, który nadał jej rząd meksykański.Bardzo duży majątek, który obejmował większą część okolicy – powiedział Wharton.Rzucił na ziemię łopatę i uklęknął obok ścieżki, żeby zawiązać sobie sznurowadło.Idący na czele szeryf Christen dotarł do furtki w ogrodzeniu.Uniósł haczyk i uchylił ją, wpuszczając pozostałych na teren cmentarza.–Tam po prawej stronie rośliny są zdeptane – zauważył weterynarz.–To fascynująca rzecz taki stary, opuszczony cmentarz – powiedział Dudley Sharp do Runcible'a.– Z którego roku, pańskim zdaniem, pochodzą najstarsze groby?! – zawołał do Whartona.–Z około 1800 – odparł Wharton.– Pokażę je panu.– Poprowadził antropologa i weterynarza zarośniętą owsem, żwirową ścieżką do wyżej położonej części cmentarza.Znajdował się tu rozległy płaski taras zarośnięty niemal w całości olbrzymimi krzakami dzikiej róży, wśród których ukrytych było kilka marmurowych nagrobków.–Widziałem te róże z drogi i zawsze mnie ciekawiło, co się tu znajduje – oświadczył Seth Faulk.–Trzeba było przyjść i zobaczyć – stwierdził Runcible i ruszył pod górę, żeby dołączyć do reszty.–Nic się tam nie dzieje, o czym mógłbym napisać -odpowiedział Faulk, ruszając za pośrednikiem.Szeryf przeszedł się wzdłuż różanych krzewów.Ciężkimi butami przydepnął kolczaste gałęzie i przedostał się na drugą stronę.Tutaj różane krzewy łączyły się z krzakami jeżyn, tworząc ścianę, pod której ciężarem, jak zauważył Runcible, zawaliło się ogrodzenie z drutu kolczastego.Szeryf zaczął sobie torować drogę łopatą i po chwili jego postać zniknęła za ścianą ciernistych roślin.–Doły mogli zakopać, ale nie zasadzili z powrotemroślin.Trzeba więc szukać miejsc, gdzie widać golą ziemię – rzekł Wharton.Weterynarz, Seth Faulk i Wharton skierowali się na prawo.Z powodu nachylenia terenu nie było widać, co się tam znajduje.Runcible i Sharp zostali na środku cmentarza, niedaleko grobowca Bastionich.Obaj mieli łopaty,–Szkoda, że nie przyjechałem tutaj wcześniej – stwierdził antropolog.– Ciekawe, co jeszcze można znaleźć?–Wszystko, co pan chce – rzucił Runcible na odczep-nego.Zauważył skrawek gołej ziemi i ruszył w tamtym kierunku.Obok grobowca Bastionich natknął się na otwarty grób.Kopiec usypany z wykopanej ziemi był jednak porośnięty kępkami roślin, dół zatem musiał się tu znajdować od dawna, uświadomił sobie Runcible.Miał równe ściany, a więc był to zapewne grób przygotowany pod następny pochówek.Nie został jednak wykorzystany.–Myślałem, że znalazłem – powiedział do Sharpa, który przyszedł w ślad za nim.W oddali usłyszeli głos szeryfa.–Woła, żebyśmy do niego przyszli – rzekł Runcible i ruszył w tamtym kierunku.Idąc ścieżką wyrąbaną przez szeryfa, doszedł do zniszczonego płotu.Zardzewiały drut pękł mu pod stopami [ Pobierz całość w formacie PDF ]