[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Wiem, że tak było – stwierdził Bleys.Uśmiechnął się do nich.– Wierzę waszemu zapewnieniu, że macie sposoby na dowiedzenie się, co zaszło podczas mojej kolacji z Prezesami.Dowiedzieliście się tego bardzo szybko, ale nie na czas – prawda?–Nauczycielu – powiedział Hytry, patrząc na niego z szokiem rysującym się na twarzy – nie mam pojęcia, o czym mówisz.–Mówię o tym, że informacja na temat tego, co powiedzieli mi Prezesi i mojej odpowiedzi dotarła do was odrobinę za późno, nieprawdaż? Jeszcze zanim tu dotarłem, zdecydowaliście, że Prezesi będą w stanie zaprosić mnie na spotkanie prędzej niż wy.Postanowiliście na to pozwolić, ale i obrócić na swoją korzyść.Bez wątpienia byliście pewni, że niezależnie od tego, co byście mi zaoferowali, Prezesi mogą was przebić i w taki czy inny sposób, groźbą czy przekupstwem, skłonią mnie do tego, bym podczas swoich przemówień na planecie przekonywał do nich publiczność.–Na pewno nie! – zaprotestował Hytry.Wytarł dłonie serwetką.–Na pewno tak – stwierdził Bleys.– Byliście przekonani, że jeśli nie zadziała łapówka, nie będę w stanie oprzeć się groźbom.Byliście wręcz pewni, że nawet jeśli będę potem żałował zgody na ich warunki, to albo postąpię zgodnie z ich życzeniami, albo natychmiast ucieknę z Nowej Ziemi, by znaleźć się poza ich zasięgiem.W związku z tym wysłaliście grupę uderzeniową, by przyśpieszyć mój wyjazd z Nowej Ziemi.–Ale to śmieszne! – wybuchł Hytry.– Skąd mogliśmy wiedzieć, że wyjdzie pan w tę alejkę? Nie miał pan powodu tego robić!–Nie, chyba że zaaranżowaliście sytuację zmuszającą mnie do tego.Nie byłoby to szczególnie trudne.Bez wątpienia macie swoich ludzi w Klubie Prezesów – z tego co wiem, może nim być nawet Mathias.W każdym razie, zorganizowaliście demonstrację w holu, byśmy musieli wyjść kuchennymi drzwiami.Wydało mi się wtedy, że w sposobie, w jaki Mathias współpracował, zamykając drzwi i wyłączając światło; porzucając nas w zaułku na pastwę napastników, było coś z poczucia winy.–Zapewniam cię z całą stanowczością, Wielki Nauczycielu – powiedział Hytry, napełniając głos szczerością – że nie mieliśmy wobec ciebie żadnych uprzedzeń i w żaden sposób nie jesteśmy odpowiedzialni za atak w tej alejce!Niestety, szczerości brzmiącej w jego głosie nie wtórowały twarze przynajmniej połowy z pozostałych Mistrzów Gildii siedzących przy stole.Rysowały się na nich mieszane uczucia winy i urazy.–Naprawdę? – zapytał Bleys.– Wobec tego nic się nie stanie, jeśli dam wam taką samą odpowiedź, jakiej udzieliłem Prezesom.Jestem filozofem.Przemawiam do ludzi kierowany wewnętrznym przekonaniem i wizją historycznej sytuacji, w której się znajdujemy w tej krytycznej chwili.Zarówno ja sam, jak i to co mógłbym dla nich zrobić, uległoby całkowitemu zniszczeniu, gdybym pozwolił na zniekształcenie mojego przekazu przez cokolwiek z zewnątrz.Innymi słowy, pomimo jak najlepszych chęci, nie zwiążę się ani z Klubem Prezesów, ani z wami, ani z nikim innym.Choć wymagało to od niego wyraźnego wysiłku, Hytry uspokoił się.–Jeśli nalegasz na takie działanie – zmusił się do przyciszenia głosu – ale przynajmniej możesz pozwolić nam powiedzieć, co chcieliśmy ci zaoferować.–Proszę bardzo – stwierdził Bleys – ale ograniczcie się do dwudziestu minut, które nam pozostały.–Nie potrwa to długo.Po pierwsze i najważniejsze, możemy zaoferować panu ochronę przed Klubami Prezesów.Proszę mi wierzyć, bez tej ochrony pan, razem z tą garstką ochroniarzy, możecie zostać połknięci jednym kłapnięciem.–Gdyby Prezesi dopuścili się czegoś takiego, wywołałoby to reperkusje ze strony międzygwiezdnej opinii publicznej – powiedział Bleys.– Równie złe jak w sytuacji, gdyby Gildie zrobiły coś podobnego.Proszę pamiętać, że jestem członkiem Izby Zjednoczenia i mam immunitet dyplomatyczny.Poza tym, z powodu obawy przed wepchnięciem mnie w ramiona przeciwników i wy, i Prezesi musielibyście być głupcami, by wykonać pierwszy ruch.Hytry wbił w niego wzrok nad stołem.–Sugeruje pan, że razem z Prezesami blokujemy się nawzajem przed podjęciem jakichś działań przeciwko panu? – zapytał.–Stwierdzam fakt – powiedział Bleys.– Wy i Prezesi stworzyliście na tym świecie równowagę sił i wydaje mi się, że sami staliście się, w mniejszym lub większym stopniu, jej ofiarami.Obie organizacje opierają swój status i popularność na opinii publicznej.Gdybyście rzeczywiście się jej przyjrzeli, zauważylibyście, że opinia publiczna tej planety już uległa wpływom moich przemówień z nagrań dokonanych na Zjednoczeniu.Jestem przekonany, że dotarłoby do was, że pracownicy, jak ich nazywacie, uważają mnie za kogoś nie tylko niegroźnego, ale i w najwyższym stopniu interesującego.Obiecuję im nadzieję na odzyskanie kontroli nad własnym życiem.Myślę, że przekonacie się, iż wszyscy chcą lepiej kontrolować swoją przyszłość.Hytry gestem odrzucił ostatnie słowa Bleysa.–Dodatkową sprawą, którą chcieliśmy ci zaoferować, oprócz ochrony przed Prezesami, była pomoc w gromadzeniu widowni [ Pobierz całość w formacie PDF ]