[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Jedź za Aarghem, Jim – mówił Carolinus, – Razem z nim wybraliśmy już najlepsze miejsce do tych negocjacji, o których wspomniałeś.Pokaż je biskupowi i Johnowi Chandosowi.Może zdołam do was dołączyć, jeśli nie, zrób to, co zamierzałeś zrobić, i nie daj im się zniechęcić.Uważaj na biskupa, przywykł, że zawsze wszystko jest tak, jak on chce.Musisz stawić mu czoło!Głos Carolinusa umilkł.Jim właśnie ściągał wodze, kiedy za plecami usłyszał okrzyk duchownego.–Demon! – wołał biskup, kiedy Jim obrócił konia i spojrzał na niego oraz stojącego obok sir Johna.Obaj wpatrywali się w Aargha, znajdującego się niecałe dziesięć metrów dalej.– Zasady religii nie pozwalają mi przelewać chrześcijańskiej krwi.Jednak nie mogą one stosować się do demonów, a owoż widzę takiego, jeśli wzrok mnie nie myli! Skoro zatem użyczysz mi swego miecza, sir Johnie, jako przedstawiciel Kościoła obronię nas przed nim!W tym momencie zauważył, że dołączył do nich Jim.–Nie obawiaj się, sir Jamesie – dodał.– Silne ramię Kościoła obroni cię!–Nie ma takiej potrzeby, milordzie biskupie – powiedział pospiesznie Jim.– Chcę przedstawić wam Aargha, angielskiego wilka, w którego żyłach nie ma ani kropli krwi demona czy bestii.To mój stary przyjaciel i jeden z towarzyszy walki z Ciemnymi Mocami z twierdzy Loathly, tak więc można rzec, że już od dawna jest po stronie Kościoła…–Ja… – zaczął chrapliwie Aargh.–Bezruch! – rzekł w myślach Jim, zapominając, że to polecenie nie działa na wilka.Jednak Aargh zamilkł i mag dyskretnie machnął ręką w nadziei, że zwierzak zrozumie ten znak.Jim mówił dalej: – Sir John spotkał go także, prawda, sir Johnie? Pamiętasz, zeszłego lata, kiedy Malencontri było oblegane przez węże morskie?–Istotnie, Wasza Wielebność – odparł gładko Chandos.– Dzielny i pomocny, prawdziwie angielski wilk.Szczerze polecam go opiece waszej wysokości.–To nie demon? – spytał biskup, lekko osuwając się w siodle.– No trudno.Płonące ślepia Aargha nie odrywały się od jego twarzy.–Nie, milordzie – rzekł Jim.– Co więcej, przybył tu, aby zaprowadzić nas do miejsca, które pragnę wam pokazać.Właśnie dlatego chciałem rozmawiać z wami na osobności.Możemy to zrobić po drodze.Aargh już zna sytuację, o jakiej zamierzam mówić, i bardzo mi pomógł.Nikt nie zna okolicy tak dobrze, jak on!–Widzę, że wplątałem się w jeszcze jedną z tych nonsensownych ludzkich afer, zamiast pilnować własnego nosa! – warknął Aargh.– Jednak dość tego.Jeśli chcecie iść za mną, to ruszajcie!Z tymi słowami odwrócił się i pokłusował w stronę lasu.– Musimy za nim jechać, milordzie… Sir Johnie – rzekł Jim.– Wybaczcie mi, proszę.Obiecuję, że wszystko wyjaśnię podczas jazdy.–Czekamy na to, sir Jamesie.Hocking! – zawołał biskup do ostatniego członka grupki myśliwych, szczupłego i dobrze ubranego osobnika, pokornie trzymającego się na uboczu.– Zawieź sokoła na zamek.–Tak, milordzie.We trzech popędzili konie za Aarghem.–Jak już mówiłem, sir Jamesie – ciągnął biskup – lepiej, żeby ten stwór okazał się wart twoich pochwał.Wierzę twemu słowu i sir Johnowi.Jednak on i tak wygląda mi bardziej na demona niż na angielskiego wilka.Zwyczajny wilk jest od niego o połowę mniejszy.–Istotnie, Wasza Wielebność – powiedział sir John.– Ten wilk zasługuje na wasze zaufanie.–To się dopiero okaże – odparł biskup.– Tymczasem oczekuję pańskich wyjaśnień, sir Jamesie.Co my tu robimy? Ten wilk wiedzie nas z powrotem do zamku earla!Rozdział 18–Nie sądzę, aby prowadził nas z powrotem na zamek, Wasza Wielebność – powiedział Jim.– Jak już mówiłem, zna tę okolicę lepiej niż ktokolwiek i szukał dla mnie odpowiedniego miejsca nadającego się do negocjacji między earlem a zamkowym trollem.–Negocjacji? – zdumiał się biskup.– Targów między człowiekiem a bestią czy też… jak nazwałeś tamto stworzenie?–Naturalnym, Wasza Wielebność – odparł Jim.– Naturalni naprawdę nie mają w sobie nic z bestii.Nic nie mogą poradzić na to, że są tacy, jacy są, tak samo jak… – Już miał powiedzieć „jak my nie możemy przestać być ludźmi", kiedy zdał sobie sprawę z tego, że słowo „ludzie" może wywołać niepożądaną reakcję biskupa.– …ten Aargh nie może przestać być wilkiem – dokończył.– One nie są w pełni ludźmi…–Nie mają duszy nieśmiertelnej! – stwierdził biskup.Gęste brwi groźnie unosiły się na jego czole jak burzowe chmury.–Nie, nie mają – przytaknął Jim.Znalazł się w kłopotliwej sytuacji.To był świat pełen gadających smoków i wilków, magów, czarnoksiężników, wróżek, driad i chyba wszelkich innych stworów, jakie można sobie wyobrazić.Jednak byłoby nierozsądnie przypominać biskupowi o tym, że w ich istnieniu zapewne kryje się jakiś boski sens.Z drugiej strony nie przychodziło mu do głowy żadne inne rozsądne wyjaśnienie ich obecności.–Zapewne nie jest nam dane pojąć sensu ich istnienia.–Możliwe – warknął biskup.– Niewątpliwie Pan rozprawi się z nimi w swoim czasie.–Tak – rzekł Jim.– Jednak chciałem podyskutować z Waszą Wielebnością i sir Johnem o negocjacjach.Jeszcze nie rozmawiałem o tym ani z earlem, ani z trollem.Jednak mimo istniejącej między nimi waśni przodkowie earla utrzymywali względny pokój z trollem przez ponad tysiąc lat, a on dopiero ostatnio zaczął trząść zamkiem.A ponieważ te wstrząsy, jak wyjaśnił mi mój mistrz Carolinus, powodują poważne i rozległe zniszczenia zamku, jedynym rozwiązaniem wydaje się zlikwidowanie przyczyny takiego zachowania trolla.Jak wiecie, on utrzymuje, że wśród gości jest inny troll w przebraniu… – Biskup i Chandos skinęli głowami.– A zatem wiecie, że ten fakt zdaje się doprowadzać zamkowego trolla do szaleństwa, ponieważ budowla ta jest częścią jego terytorium, na którym nie ma prawa przebywać żaden inny troll.Jednak nie może dopaść przebranego intruza, ponieważ nie odważy się wyjść na górę, żeby go wywęszyć.Widocznie trolle wydzielają jakiś zapach, który z łatwością potrafią wyczuć inne trolle i zwierzęta [ Pobierz całość w formacie PDF ]