[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.94Pitt patrzył przez okno swojego gabinetu na Potomac daleko w dole, jego myśli płynęły bez celu jak nurt rzeki.Od powrotu z Arktyki był nie w sosie, trochę zły i zawiedziony.Wiedział, że częściowo z powodu ran.Noga i ramię goiły się dobrze i lekarze mówili, że całkowicie wróci do zdrowia.Choć rzadko dokuczał mu ból, irytowała go utrata sprawności.Dawno przestał używać kuli inwalidzkiej, ale czasami nadal potrzebował laski.Giordino dostarczył mu wersję z ukrytą w środku buteleczką tequili.Loren też wkroczyła do akcji i przy każdej sposobności pielęgnowała go niczym Florence Nightingale.Ale coś go gnębiło.Przegrana, wiedział o tym.Nie przywykł do porażek.Ruten mógł zmienić świat, a on go nie zdobył.Czuł się tak, jakby rozczarował nie tylko Lisę Lane, lecz wszystkich ludzi na Ziemi.Oczywiście nie z własnej winy.Trzymał się wskazówek, gdy je znajdował, i niczego nie zrobiłby inaczej.Najlepsi geolodzy ze wszystkich agencji rządowych szukali już nowych źródeł rutenu, ale na razie nic nie wróżyło sukcesu.Tym razem instynkt go zawiódł, co wywołało u niego zwątpienie.Może za długo w tym siedzi.Może czas przekazać pałeczkę młodszemu pokoleniu.Może powinien wrócić z Loren na Hawaje i spędzać czas na nurkowaniu z harpunem.Spróbował ukryć melancholię, gdy rozległo się pukanie do drzwi, i zawołał do gościa, żeby wszedł.Drzwi otworzyły się gwałtownie – Giordino, Gunn i Dahlgren wmaszerowali do gabinetu jak do siebie.Każdy z nich tłumił uśmiech i Pitt zauważył, że wszyscy chowają coś za plecami.–Kogo ja widzę, Trzej Mędrcy.A raczej mądrale, w tym wypadku – powiedział.–Masz chwilę? – zagadnął Gunn.– Chcemy się z tobą czymś podzielić.–Jestem do waszej dyspozycji – odrzekł Pitt, dokuśtykał do biurka i usiadł.Popatrzył na nich podejrzliwie i zapytał: – Co tam ukrywacie?Dahlgren wyjął zza siebie komplet plastikowych kubków.–Po prostu pomyśleliśmy, że można by się napić – wyjaśnił.Giordino pokazał butelkę szampana, którą trzymał z tyłu.–Mnie osobiście też suszy – dodał.–Nikt wam nie mówił, jakie przepisy odnośnie do alkoholu obowiązują w budynkach rządowych? – upomniał ich Pitt.–Nie przypominam sobie nic takiego – odparł Giordino.– A ty, Jack? Wiesz coś o tym?Dahlgren zrobił głupią minę i pokręcił głową.Pitt stracił cierpliwość do tej groteski.–Dobra, o co chodzi? – zapytał.–To właściwie robota Jacka – powiedział Gunn.– Bo poniekąd uratował sytuację.Giordino wyszczerzył do niego zęby.–To znaczy, twój tyłek.Zerwał cynfolię z szyjki butelki, wypchnął korek, chwycił kubki i nalał wszystkim szampana.–Sprawa sprowadza się do skały – spróbował wytłumaczyć Gunn.–Do skały… – powtórzył Pitt z rosnącą podejrzliwością.–Do jednej z próbek z otworu termalnego – wtrącił Giordino – który zlokalizowaliśmy u wybrzeży Alaski tuż przed katastrofą w kanadyjskiej stacji arktycznej.Włożyliśmy wszystkie próbki skał do torby i Rudi miał je zabrać tutaj do centrali do analizy.Ale zostawił torbę na „Narwhalu” w Tuktoyaktuk.–Pamiętam tę torbę – odrzekł Pitt.– Zawsze się o nią potykałem, kiedy wchodziłem na mostek.–Ja też – mruknął Dahlgren.–I co się z nią stało? – spytał Pitt.–Leży razem z „Narwhalem” na dnie Cieśniny Wiktorii – odparł Giordino.–I dlatego pijemy szampana?–Nie, zdaje się, że nasz dobry kumpel Jack znalazł jakiś odłamek w kieszeni po powrocie do domu – wyjaśnił Gunn.Dahlgren uśmiechnął się szeroko.–Nie jestem klepto, słowo honoru.Potknąłem się o tamtą torbę, skały się wysypały, podniosłem jedną ot tak, i wsadziłem do kieszeni.Całkiem o niej zapomniałem i dopiero jak się przebierałem na „Santa Fe”, zobaczyłem, że ją mam.Pomyślałem, że lepiej ją zatrzymam.–Bardzo mądra decyzja – pochwalił go Gunn.–Zaniosłem ją w zeszłym tygodniu do naszego laboratorium geologicznego do zbadania i dziś rano dostałem od nich telefon, że już są wyniki.Gunn wyjął próbkę skały i przesunął przez biurko do Pitta.Pitt wziął ją do ręki i dokładnie obejrzał.Była ciężka i miała matowosrebrzysty kolor.Serce zaczęło mu bić szybciej, gdy przypomniał sobie próbkę rudy o takich samych cechach, którą dostał od starego geologa w spółdzielni górniczej.–Nie wygląda mi to na złoto – powiedział do trójki obserwującej jego reakcję.Trzej mężczyźni spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się szeroko.Giordino odezwał się pierwszy.–Anaruten?Pitt zamrugał i natychmiast się wyprostował.Obejrzał minerał jeszcze raz, potem podniósł wzrok na Gunna.–To prawda? – zapytał cicho.Gunn przytaknął.–Wysokoprocentowy.–Wiadomo, ile go tam jest?–Powinno być dużo.Przestudiowaliśmy to, co zarejestrował detektor „Bloodhounda”.Choć nie jest skonfigurowany do wykrywania rutenu, potrafi go zidentyfikować w platynie.Wokół tamtego otworu termalnego leży jej więcej niż złota w Fort Knox.Można śmiało przyjąć, że znaczna ilość tamtej bogatej w platynę rudy zawiera ruten.Pitt nie mógł w to uwierzyć.Poczuł się tak, jakby dostał zastrzyk adrenaliny.Ożywił się, jego inteligentne zielone oczy znów zabłysły.–Gratulacje, szefie – powiedział Gunn.– Masz swoją własną kopalnię rutenu trzysta metrów pod powierzchnią morza.Pitt uśmiechnął się do trzech mężczyzn, potem sięgnął po nalanego szampana.–Chyba za to wypiję.– Uniósł kubek w toaście.Kiedy każdy pociągnął łyk, Dahlgren spojrzał na swoją porcję i skinął głową.–Wiecie co, te bąbelki są prawie tak dobre jak Lone Star – stwierdził z przeciągłym teksańskim akcentem.95Dziesięć miesięcy późniejW Kitimat był jeden z tych rzadkich pogodnych wiosennych dni, kiedy woda jest błękitna, a rześkie powietrze ma smak czystego tlenu.Na terenie dawnego zakładu sekwestracji dwutlenku węgla Mitchella Goyette'a niewielka grupa dygnitarzy i reporterów zebrała się na uroczystości przecięcia wstęgi.Mężczyzna w beżowym garniturze, nowo mianowany kanadyjski minister zasobów naturalnych o twarzy cherubina, wszedł na podium ustawione przed siedzącym tłumem.–Panie i panowie, mam przyjemność ogłosić oficjalne otwarcie pierwszej na świecie stacji fotosyntezy zlokalizowanej w Kitimat.Jak wiecie, Ministerstwo Zasobów Naturalnych przejęło ten obiekt, dawny zakład sekwestracji dwutlenku węgla, w ubiegłym roku w niezbyt przyjemnych okolicznościach.Ale z zadowoleniem oznajmiam, że udało się tutaj stworzyć pierwszą na kuli ziemskiej stację sztucznej fotosyntezy.Będzie ona bezpiecznie i efektywnie przerabiała dwutlenek węgla na wodę i wodór bez żadnego zagrożenia dla środowiska.Cieszy nas to, że istniejący rurociąg, który łączy ten obiekt z zagłębiem naftowym Athabaska, zostanie wykorzystany do przerobu niemal dziesięciu procent dwutlenku węgla emitowanego przez tamtejsze rafinerie [ Pobierz całość w formacie PDF ]