[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przewodnik obciągnął poły kusej kamizelki i starannie wcisnął ją pod szeroki pas z czerwonegomateriału.Powoli, z profesjonalną obojętnością, sięgnął spojrzeniem w głąb tłumu i zatrzymał wzrok nadwóch mężczyznach wspartych nonszalancko o powaloną kolumnę.W życiu nie widział takiegoduetu zatwardziałych, pokancerowanych zakapiorów.Niższy, z baryłkowatym torsem, najwyraźniej Włoch, przypominał bardziej małpę aniżeli człowieka.Wyższy, o przenikliwych zielonych oczach, miał w sobie wiele pewności i swobody, a zarazem roztaczał aurę, która zdawała się krzyczeć: "Uwaga: wysoki stopień zagrożenia!" Przewodnik ponownie podkręcił wąsa.Najprawdopodobniej Niemiec.Sądząc po opatrunkach na nosie i dłoniach, uwielbia bójki.Dziwne, bardzo dziwne.Dlaczego ci dwaj wybrali się na nudne zwiedzanie starych ruin? Prawdopodobnie są marynarzami, którzy zwiali ze statku.Tak, o to chyba chodzi, pomyślał dumny ze swej przenikliwości grecki przewodnik.–Teatr odkopano w 1952 roku – podjął obnażając zęby w następnym, tym razem szerokim uśmiechu.– Tak grubą warstwą pokryły go zniesione z gór osady, że trzeba było dwóch lat, aby mógł ponownie ujrzeć światło dzienne.Zwróćcie, państwo, uwagę na geometryczną mozaikę, zdobiącą podium dla orkiestry.Wykonana z kamyków o naturalnym zabarwieniu, nosi podpis: "Ułożył mnie Coenus".– Urwał na chwilę, pozwalając swej turystycznej trzódce napaść oczy kwiecistym ornamentem na wydeptanych, wyblakłych płytach.A teraz, jeśli zechcecie, państwo, podążyć za mną tymi schodami po lewej stronie, odbędziemy krótką przechadzkę za następne wzniesienie, aby zwiedzić świątynię Posejdona.Pitt, odgrywający rolę zmarnowanego i znużonego turysty, ciężko przysiadł na stopniu obserwując, jak reszta grupy wspina się po granitowych schodach, a potem znika za ich szczytem.Czwarta trzydzieści.Minęło dokładnie trzy godziny, odkąd z Alem Giordino opuścili Pierwsze Podejście, swobodnym krokiem wmaszerowali do Liminas, a wreszcie z grupą i przewodnikiem ruszyli na zwiedzanie.Odczekali jeszcze kilka minut – podczas których niski kapitan nerwowo przemierzał kamienną posadzkę, ściskając pod pachą niewielką torbę lotniczą – a kiedy zyskali pewność, że nikt nie zwraca na nich uwagi, skierowali się, pod przewodnictwem Pitta, ku wejściu na scenę.Po raz może setny Pitt szarpnął irytujący bandaż na piersi, pomyślał o lekarzu okrętowym i uśmiechnął się z rozbawieniem.Zarówno brodaty doktorek, jak i Gurm, stanowczo zabronili mu opuszczania statku i powrotu do willi von Tilla, gdy jednak Pitt oświadczył stanowczo, że w razie potrzeby stoczy bój z całą załogą Pierwszego Podejścia i popłynie do Liminas wpław, lekarz w geście kapitulacji uniósł ręce do góry i jak burza wypadł z kabiny.Na razie wkład Pitta w potajemny rekonesans ograniczał się do zapłacenia za wino, gdy dla zabicia czasu przed rozpoczęciem zwiedzania przysiedli w małej tawernie.To Giordino pocił się i klął nad przymocowaną do wałka śruby starej krypy grudą rdzy, usiłując pobudzić ją do życia, i to Giordino doprowadził wreszcie rzęcha do Liminas.Na szczęście nikt nie zauważył, że brakuje łodzi i na wybrzeżu nie czekał gotów skarcić jankeskich piratów ani gniewny właściciel, ani funkcjonariusz policji.Przycumowanie łajby na starym miejscu i przejście plażą do centrum miasta zajęło tylko kilka minut.Pitt, pewien zresztą, że to zwykła strata czasu, skłonił Giordino do zboczenia o przecznicę z drogi, żeby sprawdzić, czy Atena wciąż stoi przywiązana do narożnej skrzynki pocztowej.Osioł wprawdzie zniknął, ale po przeciwległej stronie ulicy dostrzegli schludny, biało tynkowany budyneczek biurowy, w którym, jak głosił szyld zredagowany w języku angielskim, mieściło się przedstawicielstwo Greckiej Państwowej Agencji Turystycznej.Reszta była prosta: dołączyć do wycieczki, mającej w programie zwiedzanie amfiteatru, z tłumkiem turystów dotrzeć w pobliże labiryntu i niepostrzeżenie wkraść się do matecznika von Tilla.Giordino przetarł rękawem mokre czoło.– Włamanie w samo popołudnie.Czy jak wszyscy szanujący się rabusie nie możemy poczekać do zmroku?–Im szybciej przygwoździmy von Tilla, tym lepiej – odparł ostro Pitt.– Zniszczenie albatrosawytrąciło go z równowagi, a ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewa, będzie ujrzenie w blasku dniapowstałego z martwych Dirka Pitta.Giordino bez trudu dostrzegł w oczach przyjaciela pragnienie zemsty.Pamiętał, jak Pitt – z trudem, wysiłkiem i bólem, ale bez słowa skargi – wspinał się stromą ścieżką pośród ruin.Pamiętał również gorycz i rozpacz, jaka zagościła na twarzy Pitta, kiedy Gunn powiadomił ich o zniknięciu tajemniczego samolotu.Było coś złowróżbnego w skupieniu Pitta i jego posępnie zastygłych rysach [ Pobierz całość w formacie PDF ]