[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści swojej czterdziestkipiątki.Bordżin stanął za plecami jednego ze swoich ludzi.Nagle rozległ się huk, jakby ktoś uderzył młotem kowalskim w żelazny kocioł.Towarzyszyło mu echo eksplozji.Ale odgłos nie pochodził z żadnej broni palnej wokół wejścia do rezydencji.Dobiegł od strony laboratorium.Wszyscy zamarli.Minęło dwadzieścia sekund i hałas się powtórzył.Tatiana pierwsza rozpoznała dźwięk.–To urządzenie von Wachtera! – krzyknęła z przerażeniem.– Ktoś je uruchomił!Niczym gong w świątyni zabrzmiał trzeci huk.Zagłuszył jej słowa i zatrząsł budynkiem laboratorium.***Gunn zachował zimną krew.Wiedział, że Pitt chce, żeby zdobył dowód fotograficzny, uciekł z kompleksu, skontaktował się z władzami i doprowadził do postawienia Bordżina przed sądem.Ale nie mógł zostawić swoich przyjaciół na pewną śmierć.Był uzbrojony tylko w łom i wiedział, że jeśli pospieszy im z pomocą, sam też zginie.Pomyślał jednak, że może uda mu się wykorzystać przeciw Bordżinowi jego demona.Cofnął się do komory bezechowej, zamknął za sobą drzwi i podbiegł do konsoli.Całe szczęście, że ktoś zostawił system włączony, a on przez kilka minut zapoznawał się z jego obsługą.Usiadł na fotelu operatora, chwycił mysz komputerową i szybko znalazł obraz, który widział wcześniej.Kiedy trójnóg tykał i buczał, wykonując polecenia, Gunn gorączkowo poruszał kursorem.W końcu zobaczył to, czego szukał.Warstwy osadów dzieliła na dwie części szczelina.Wokół niej widniało wiele okrągłych plam, pęknięć w skale.Gunn nie miał pojęcia, czy to uskok i czy w tym miejscu jest jakieś naprężenie.Ale w tych okolicznościach tylko to mu pozostało.Naprowadził kursor na szczelinę i kliknął.W oznaczonym punkcie zaczął pulsować podświetlony symbol celownika.Z trójnogu znów dobiegło tykanie.Gunn przesunął kursor do górnej krawędzi ekranu i szybko przejrzał wyświetlające się pozycje menu.Ze zdenerwowania i gorąca w zamkniętej komorze pocił się tak, że z czoła kapały mu krople.Każde nowe polecenie było po niemiecku, gdyż oprogramowanie napisali na własny użytek von Wachter i jego zespół.Gunn rozpaczliwie próbował sobie przypomnieć zapomniane słowa i zwroty.Pamiętał zraportu Yaegera, że von Wachter używał skupionych wiązek fal wysokiej częstotliwości, więc wybrał najwyższą.Domyślił się, że „Weite” oznacza amplitudę i ustawił maksymalną moc i cykl dwudziestosekundowy.Pojawił się pulsujący czerwony prostokąt z napisem „Aktivieren”.Gunn kliknął.Przez chwilę nic się nie działo.Potem na ekranie zaczął się szybko przesuwać tekst w języku programowania.Może tak działały wyostrzone zmysły Gunna, ale wydawało mu się, że wzmacniacze i komputery w pomieszczeniu nagle ożyły z cichym buczeniem.Otarł pot z czoła.Był pewien, że temperatura w komorze wzrosła co najmniej o dziesięć stopni.Usłyszał, że trójnóg znów tyka coraz głośniej.Mrugnęło światło i rozległ się huk eksplozji.Gunn miał wrażenie, że tuż obok niego uderzył piorun.Budynek zatrząsł się tak gwałtownie, że Gunn omal nie spadł z fotela.Dzwoniło mu w uszach.Ruszył chwiejnie do drzwi, potem przystanął i obejrzał się.Komora bezechowa była przeznaczona do pochłaniania fal dźwiękowych.Nawet skoncentrowane emisje z aparatury akustycznej zostałyby znacznie rozproszone przez wygłuszające panele podłogowe.Jego wysiłek, żeby uruchomić system, poszedł na marne.Gunn zeskoczył z pomostu na piankową podłogę i podbiegł do podstawy trójnogu.Spodziewał się następnej eksplozji dźwięku i zasłonił uszy.Z cylindrycznych przetworników doszedł drugi ogłuszający huk, który powalił go na kolana.Gunn szybko jednak wstał i dotarł do podstawy trójnogu.Zaczął zrywać piankę z podłogi pod urządzeniem, licząc głośno do dwudziestu, w oczekiwaniu na trzecią eksplozję.Szczęście mu dopisało.Piankowe panele nie były przymocowane do podłogi i łatwo dawały się podnosić w dużych kawałkach.Okazało się, że pod spodem jest dodatkowa warstwa wygłuszająca z ołowianych płyt.Gunn poznał to po ich srebrzystoszarej barwie.Doliczył do jedenastu, gdy rzucił się do konsoli, gdzie zostawił łom.Chwycił go i wbił spłaszczony koniec między płyty.Podważył jedną dźwignął do góry i odłożył na bok.Zignorował dalsze liczenie sekund przy osiemnastej i usunął jeszcze trzy ołowiane płyty.Pod dolnym końcem urządzenia akustycznego powstał wolny kwadrat.Gunn liczył za szybko z powodu przypływu adrenaliny podczas gorączkowego oczyszczania podłogi i zaczął się cofać przed trzeciąeksplozją.Przycisnął dłonie do uszu i spojrzał w dół.Zobaczył, że urządzenie emituje teraz fale przez cienką warstwę betonu, tworzącą płytę fundamentową budynku.Ruszył do wyjścia.Kiedy otwierał ciężkie drzwi, obawiał się, że za progiem czeka na niego oddział uzbrojonych ochroniarzy.Ale wszyscy popędzili do rezydencji.Zamiast nich Gunn zobaczył na końcu korytarza grupkę naukowców.Niektórzy byli w piżamach [ Pobierz całość w formacie PDF ]