[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Proszę cię, idź stąd - powiedziała Nika.- Czy to pogotowie, kochanie? - ryknął ktoś z pokoju.- Nie, to do mnie - odparła Nika, spojrzała na Nikitę i powtórzyła: -Proszę, idź już, wydarzyło się tu nieszczęście.- Nika, przynieś mi szybko miskę!Nika pobiegła do łazienki, a potem z miską do pokoju.- Mamusiu, proszę cię - usłyszał Nikę.- Córeczko, kochanie, wybacz mi, nie potrafię już dłużej, nie potrafię dalej żyć, tylko cię unieszczęśliwiam, ciągle na ciebie wrzeszczę, wybacz mi, jestem straszną matką!- Nika, wyjdź, nie patrz na nią!Nika wyszła z pokoju i szybko zamknęła za sobą drzwi.A potem wybuchła płaczem.- Jeszcze tu jesteś? - zapytała cicho.- Proszę cię, idź stąd!Nikita tylko pokręcił głową i zdjął buty.- Zostaw mnie, ty idioto! Nie chcę już żyć! Zabieraj miskę! Po co dzwoniłeś na pogotowie? Żeby mnie zabrali do wariatkowa? I tak nie będę żyć! -skrzeczał kobiecy głos.Nikita natychmiast pojął, co się stało, spojrzał na płynące po twarzy Niki łzy i usłyszał, jak jej matka szaleje.- Nie pójdę, dopóki nie przestaniesz płakać.Co wzięła?- Relanium.Około dwudziestu tabletek - odparła machinalnie Nika.- Nie bój się, nie umrze.Musi dostać tylko coś na wymioty, kwaśny wę-glan sodowy.- Skąd to wiesz?- Nasza sąsiadka z naprzeciwka też czasem robi takie rzeczy.Moja babcia już dwa razy stawiała ją na nogi, bez lekarza, płukaniem żołądka.Pomagałem jej.Ktoś zadzwonił do drzwi.Pogotowie - starsza lekarka z walizeczką i mło-dy sanitariusz pobiegli szybko i zwinnie do pokoju.Nika chciała pójść za nimi, ale Nikita ją przytrzymał.- Lepiej tam nie wchodź.Już chciała oburzona zaprotestować, ale z pokoju dobiegł ich niesłycha-ny stek przekleństw, który zaskoczył nawet Nikę.- Chodź do kuchni.Musisz się napić herbaty.- Objął Nikę ramieniem, a ona, ku zaskoczeniu chłopca, przytuliła policzek do jego ręki.Posadził ją na szerokiej kuchennej ławie, napełnił czajnik wodą i zapaliłgaz.Wypalona zapałka wpadła w szparę między piecem i stołem.Schylił się, żeby ją podnieść i spostrzegł kilka białych tabletek.Sześć.Na kuchennym stole leżały dwa puste opakowania relanium.W każdym mieściło się najwy-żej osiem pigułek.- Mówisz, że ile wzięła?- Około dwudziestu.- Dziesięć.Najwyżej.Nie ma o czym mówić.- Podał jej puste opakowania i znalezione tabletki.- Policz.Dobra jesteś z rachunków?Nika uśmiechnęła się blado.Z pokoju wciąż dobiegały krzyki.- Czym się zajmuje twoja mama?- Jest aktorką.Od kilku lat nie grała w żadnym filmie, a teraz miała dostać jakąś rolę.- I opowiedziała mu o włoskim reżyserze, ale urwała, kiedy wujek Wołodia i lekarze wyszli z pokoju.- Czy jest pan pewien, że nie chce jej pan umieścić w szpitalu? - zapyta-ła mrukliwie lekarka.- Całkowicie.Przecież powiedziała pani, że to nie zagraża jej życiu.- Mimo to zabrałabym ją na tydzień.Mają państwo przecież dzieci -skinęła głową w stronę kuchni, gdzie Nika i Nikita cichutko siedzieli na ławie.- Może już do tego nie dojdzie - powiedział niepewnie wujek Wołodia.-Może zobaczy, że tak nie można.- Niczego nie zobaczy - pokręciła głową lekarka.- Wystarczająco dużo już się naoglądałam takich damulek.Histeria plus absolutny brak zahamowań.Takiej to najbardziej przydałyby się srogie baty.Na słowo „baty” Nika, która dotąd przysłuchiwała się wszystkiemu ze spuszczoną głową, zerwała się z miejsca i głośno zawołała:- Jak pani nie wstyd! W końcu jest pani lekarzem.Moja mama przeżyła tragedię.Przecież nic pani o niej nie wie.Lekarka spojrzała na Nikę ze współczuciem i bez słowa wyszła z sanita-riuszem z mieszkania, cicho zamykając za sobą drzwi.Wujek Wołodia usiadł przy stole i zapalił papierosa.- Jak się czuje? - zapytała cicho Nika.- Śpi.Dali jej coś na uspokojenie.- Na uspokojenie? Przecież połknęła tyle relanium - zapytała wystraszona Nika.- Właśnie, że nic nie połknęła.Tabletki były w jej kieszeni.Dziesięć sztuk.Co się stało z resztą, nie wiem.Ale lekarka powiedziała, że absolutnie niczego nie połknęła, poza wodą.- Tu jest reszta.- Nikita pokazał tabletki, które wsypał do koniakówki.-Znalazłem je przy piecu [ Pobierz całość w formacie PDF ]