[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- W takim razie dlaczego dzisiaj przede mną uciekałaś? - zapytał nadąsany.- To, że mi się wtedy podobało, wikingu, nie oznacza, iż marzę o następnym razie, tak jak to jest u was, mężczyzn.Zaspokoiłam ciekawość i mogę się obejść bez powtarzania tego aktu.- Akt! - warknął z irytacją.- Znam lepsze określenie.- Co? - prychnęła.- Chyba nie nazwiesz tego kochaniem się, bo nie było miłości w tym, co robiliśmy.Ani z mojej, ani tym bardziej z twojej strony.Wy, mężczyźni, wcale się nie angażujecie.Sam przyznałeś, że to twoje ciało „domaga się swoich praw".Więc nie przychodź z tym do mnie, skoro możesz ulżyć sobie z każdą inną kobietą.- A jednak przyszedłem do ciebie - wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu.- Nie zgadzam się! - Oczy Brenny pociemniały z wściekłości.- Nie będę zaspokajać twoich cielesnych zachcianek!- Twoja odmowa wcale mnie nie powstrzyma - oznajmił lekkim tonem, nadal uśmiechając się nieprzyjemnie.W jej oczach pokazały się przebiegłe błyski.- Na szczęście twoje ciało ma niewielkie potrzeby.Ale mi powiedz, czy ty, Garricku, nie pragniesz prawdziwego związku z kobietą?- Dlaczego miałbym go pragnąć?- Nawet z Morną?Spodziewała się, że tym pytaniem obudzi jego gniew albo narazi się na reprymendę, lecz nie sądziła, że dotknie go tak boleśnie.Na widok jego ściągniętej twarzy po jej plecach przebiegł dreszcz.- Skąd wiesz o Mornie? - zapytał nienaturalnie spokojnym tonem.- Czy nie nauczyłeś się jeszcze, że nie należy przystępować do walki z wrogiem, dopóki się go dobrze nie pozna? Postanowiłam się dowiedzieć o tobie jak najwięcej.- Uważasz mnie za swego wroga?- Na pewno nie jesteś moim przyjacielem ani też sprzymierzeńcem.Czyli jesteśmy wrogami.- Nie, ja jestem twoim panem, a ty moją niewolnicą - poprawił ją chłodno.- Walczymy jedynie słowami, nie bronią.Rozmowa zaczyna mnie już nużyć.- Więc mogę odejść? - zapytała z nadzieją.- Tak, będziesz mogła odejść - jak to nazywasz - po „akcie".Niespodziewanie rzucił się na łóżko.Uskoczyła przestraszona, lecz nie dość szybko, bo zdążył pochwycić ją za stopę.Całym ciężarem runęła na podłogę, boleśnie obijając łokcie.Straciła oddech, w oczach zakręciły się łzy.Skarciła się w duchu za to, że pozwoliła im popłynąć, i teraz ma szklane oczy.Łzy to kobieca broń, nigdy nie miała zamiaru czynić z niej użytku.- Boli cię coś?- A czy to ważne? - odburknęła.- Pytam, czy coś cię boli - powtórzył szorstko.- Tak! Miażdżysz mi stopę! - skłamała, ukradkiem ocierając oczy.- Puszczaj mnie, do wszystkich diabłów!- Nie, Brenno - powiedział cicho.- Jeszcze nie.Trzymał ją za kostkę i wolną ręką gładził po łydce, podciągając koszulę.Gdy usiłowała go kopnąć, rozbawiony złapał ją za drugą nogę i zmusił do obrotu na plecy.Kucał teraz na brzegu łoża, trzymając ją za obie kostki.Patrzyła z niedowierzaniem, jak powoli się podnosi, pociągając ją za sobą.- Garricku, dość tego.Mówię ci: przestań!Lecz on podnosił ją coraz wyżej, aż zawisła nad łóżkiem głową w dół.Nie wiedziała, czy ma osłonić się ramionami, czy raczej obciągnąć omotaną wokół głowy koszulę, by zakryć obnażone ciało.Zanim zdążyła na cokolwiek się zdecydować, opuścił ją ostrożnie na łóżko i ułożył na plecach, cały czas trzymając za kostki u nóg.Kiedy osunął się na kolana, jeszcze raz spróbowała mu się wyrwać, lecz szarpnięciem przyciągnął ją ku sobie.Błyskawicznym ruchem zarzucił jej nogi na swoje ramiona i przytrzymując je, opadł na nią.W trakcie szamotaniny wysunęły się spod paska poły kaftana, toteż nie musiał go nawet zdejmować.- Jesteś rozpasaną bestią! - wydyszała.- Wcale nie.Postanowiłem, że cię wezmę, Brenno, i to wszystko! - wymamrotał.Mierzyła go zawziętym wzrokiem.- Garricku, na razie budzisz jedynie mój gniew, ale jeżeli weźmiesz mnie siłą, to cię znienawidzę.A potrafię być mściwa.Nie zaznasz chwili spokoju!Brutalna napaść, jaka spotkała ją w odpowiedzi, wycisnęła z jej oczu łzy.Wchodził w nią szybko i bezwzględnie, a ona szeptem miotała przekleństwa.Gdy było po wszystkim, uwolnił jej nogi, po czym osunął się na bok.Zerwała się z łóżka jak oparzona i uciekła z komnaty, trzaskając drzwiami.Z takim samym rozmachem zamknęła za sobą drzwi swojej izby.- A niech ją Loki porwie! - klął Garrick, uderzając pięścią w łóżko.To, co miało być przyjemnością, zmieniło się w wątpliwe zwycięstwo.Rozdział 21Pierwszy śnieg spadł dopiero późną jesienią.Zaraz po nim rozpętała się burza śnieżna, która trwała przez cały tydzień.Jeziora i stawy zamarzły, potworzyły się półtorametrowe zaspy.Ziemię przykryła monotonna biel.Zamieć i lodowaty wiatr sprawiły, że niewielu ludzi miało odwagę wychodzić z domu [ Pobierz całość w formacie PDF ]