[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.-Poradzę sobie.Musimy porozmawiać, mogę pana poprosić.Sanitariusz niechętnie ustąpił, założył zatyczkę na igłę strzykawki i wyszedł z pokojuzostawiając ich w cztery oczy.- O Tulskiej.- Hunter nadal nie spuszczał ze starego szalonego, rozpalonego wzroku, aleuścisk powolutku słabł.- Nic więcej?- Tylko to.Że na stacji jest ognisko nieznanej infekcji.Że przenosi się w powietrzu.Żenasi ogłosili kwarantannę, czekają na pomoc.- Tak jest.Tak.- brygadier zwolnił uścisk.- Tak.Epidemia.Boisz się, że się zarazisz?- Strzeżonego pan Bóg strzeże - odparł ostrożnie Homer.- No, tak.To nic.Blisko nie podchodziłem, przeciąg wiał w ich stronę.Nie powinnosię nic stać.- Po co była ta historia z bandytami? Co zamierzasz zrobić? - rozkręcił się stary.- Najpierw iść na Dobrynińską, umówić się.Potem wyczyścić Tulską.Potrzebne sąmiotacze płomieni.Inaczej się nie da.- Spalić żywcem wszystkich na stacji? A co z naszymi? - stary wciąż miał nadzieję, żesłowa o miotaczach rzucone przez brygadiera były takim samym fortelem, jak i wszystkoinne, o czym mówił dowództwu Sewastopolskiej.- Dlaczego żywcem.Trupy.Nie ma wyjścia.Wszystkich zarażonych, wszystkich, którzymieli kontakt.Całe powietrze.Słyszałem o tej chorobie.- Hunter zamknął oczy, oblizałspękane usta.- Nie ma na nią lekarstwa.Parę lat temu była epidemia.Dwa tysiące trupów.- Ale przecież w końcu się zatrzymała?- Blokada.Miotacze płomieni - brygadier odwrócił do starego swoją oszpeconą twarz.-Nie ma innego sposobu.Jeśli umknie.Choć jeden człowiek.Wszyscy będą skończeni.Tak,kłamałem o bandytach.Inaczej Istomin nie zdecydowałby się, żeby wszystkich wybić.Jest zamiękki.A ja wezmę tam tych, którzy nie mają wątpliwości.- A jeśli są ludzie, którzy są odporni? - zaczął nieśmiało Homer.- A jeśli są tam i zdrowi?Ja.Mówiłeś.A jeśli można ich jeszcze uratować?- Nikt nie jest na to odporny.Wszyscy, którzy mieli kontakt, zostają zarażeni.Tam nie mazdrowych ludzi, są tylko bardziej żywotni - uciął brygadier.- Oni mają jeszcze gorzej.Dłużejsię będą męczyć.Wierz mi.Potrzebują tego, żebym ja.żeby ich skończono.- No, a tobie to po co? - stary na wszelki wypadek odsunął się jak najdalej od łóżka.Hunter opuścił zmęczone powieki - i Homer znów zauważył, że oko znajdujące się naoszpeconej połowie twarzy nie może całkowicie się zamknąć.Brygadier tak długo nie dawałodpowiedzi, że stary chciał już biec po doktora.Ale potem, powoli, słowo po słowie, jakby przeniesiony przez hipnotyzera wnieskończenie daleką przeszłość do utraconych wspomnień, przez zaciśnięte zęby powiedział:- Muszę.Chronić ludzi.Usuwać wszystkie zagrożenia.To tylko po to.Czy znalazł nóż? Zrozumiał, że to od niej? A jeśli się nie domyśli, albo nie dojrzy w nimobietnicy? Pędziła korytarzem odganiając dokuczliwe myśli, nie wiedząc jeszcze, co mu terazpowie.Jaka szkoda, że odzyskał przytomność, zanim podeszła do jego łóżka!Sasza podsłuchała prawie całą rozmowę - stojąc na progu i odskakując, kiedy zaczęlimówić o zabijaniu.Oczywiście nie umiała wszystkiego rozszyfrować, ale nie było jej to doniczego potrzebne.Najważniejsze już usłyszała.Nie było już na co czekać, i Sasza głośnozapukała do drzwi.Twarz starego, który podniósł się jej na spotkanie, była ściśnięta rozpaczą.Homer ledwosię ruszał, tak jakby on też otrzymał uspokajający zastrzyk i ktoś zgasił lampki w jego oczach.Odpowiedział Saszy bezwolnym skinieniem - jakby ktoś szarpnął sznurem wisielca.Dziewczyna przysiadła na skraju wygrzanego stołka, przygryzła wargę i wstrzymałaoddech, aby wkroczyć w nowy, niezbadany tunel.- Spodobał ci się mój nóż?- Nóż? - wygolony rozejrzał się, natrafił na czarną klingę i, nie dotykając go, spojrzałczujnie na Saszę.- A to co znowu?- To dla ciebie - jakby twarz jej się zagotowała.- Twój się złamał.Wtedy, kiedy.Dziękuję.- Dziwny prezent.Nie przyjąłbym takiego od nikogo - odezwał się po chwili ciężkiegomilczenia.Wydało jej się, że w jego słowach słyszy niewyraźną aluzję, wieloznaczneniedopowiedzenie, i podejmując grę, choć nie znała wszystkich reguł, zaczęła wybierać słowana chybił trafił.Wychodziło to niezgrabnie, nieprawdziwie, ale Saszy język w ogóle słabo sięnadawał, by opisać to, co działo się z nią w środku.- Ty też czujesz, że we mnie jest kawałek ciebie? Ten kawałek, który z ciebie wyjęli.Którego szukałeś? Że mogę ci go zwrócić?- Co ty bredzisz? - oblał ją lodowatym prysznicem.- Ale ty to czujesz - jeżąc się upierała się Sasza.- Że ze mną staniesz się pełny.Że mogę imuszę z tobą być [ Pobierz całość w formacie PDF ]