[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zapada cisza wypełniona uporczywym cykaniem świerszczy.Po pewnym czasie odzywam się znowu:- Widziałaś ich.To zdanie jest niedokładne, nie do końca jasne, ale w momencie, w którym moja matka podnosi wzrok, uświadamiam sobie, że ona nie tylko doskonale wie, o czym mówię.Ona czekała na ten moment.Kiwa twierdząco głową.- Szef policji powiedział mi, że musiałaś ich zidentyfikować - mówię.Kolejne kiwnięcie głową.-T L RJak wyglądali?- Jakby spali.- Nie wierzę ci.- Mówię prawdę, wyglądali, jakby byli pogrążeni we śnie.Od szyi w dół byli przykryci prześcieradłami i wyglądali, jakby spali.- Policja ma zdjęcia, które mogłabym obejrzeć.- W tych wszystkich pudłach też są zdjęcia - mówi moja matka.- Jest Ruby na kucyku i Max pływający w jeziorze, i jest twoje zdjęcie ślubne, i to zrobione na przyjęciu z okazji dziesiątej rocznicy waszego ślubu.Jeśli chcesz oglądać jakieś zdjęcia, oglądaj te.- Nie chcę patrzeć na te zdjęcia.- Jeszcze nie - odpowiada moja matka.Podaje mi papierową chusteczkę do otarcia łez.- Na początku myślałam tylko o tym, jak mogły wyglądać ostatnie minuty ich życia.Wyobrażałam je sobie cały czas.Co myśleli.Czy bardzo cierpieli.Czy Glen wiedział o Ruby i Maxie.Wydawało mi się, że ze wszystkiego to jest właśnie najgorsze.A teraz czuję, że najgorsze jest to, że.- Że ich nie ma.- Że tyle ich ominie.Myślę o ich życiu, którego nie będzie im dane przeżyć.- Wiem - mówi moja matka, patrząc mi głęboko w oczy, z zaciśniętymi ustami, jakby była zła.- Te wszystkie nieprzeżyte lata.Bierze mnie za rękę, a ja nagle mam przed oczami wyraźną wizję.Widzę Maxa, Ruby i Glena, uło-żonych obok siebie, pogrążonych we śnie.Usta Maxa są lekko rozchylone.Włosy Ruby opadają na jej szyję i ramiona.Moja matka sprawiła, że widzę to, co chciała, żebym zobaczyła.Jedyną osobą, która rozumie, okazała się osoba, której nigdy bym o to nie podejrzewała.Siedzimy razem w milczeniu, nieruchomo.- Mam nadzieję, że Alexowi się tutaj spodoba - mówię w końcu.Moja mama rozgląda się wokół.Nie jest miłośniczką starych domów.Czasem myślę, że najlepszą rzeczą, jaką zrobił dla niej Stan, było wywiezienie jej do miejsca, gdzie wszyscy mieli nowoczesne okna w suficie, podwójne zlewy i wygodne wanny.- Spodoba mu się - odpowiada.- Na pewno ładnie mu tu wszystko urządzisz.Mój teść także nie przepada za starymi domami.Powiedziałam Dougowi, że zastanawiam się nad kupnem tego domu, w związku z czym dwa dni później na podjeździe stanęła furgonetka ojca Glena, ob-wieszona z obydwu stron składanymi drabinami.Bardzo powoli wysiadł z kabiny - jedna noga, druga no-ga, westchnienie i tułów - i zaczął rozglądać się z niezadowoleniem.Wybiegłam na taras, żeby go przywitać.- Dach łupkowy - powiedział.- Wiesz, dlaczego tak rzadko spotyka się już dachy łupkowe? Po pierwsze są drogie.Po drugie cholernie trudne w utrzymaniu.- Nie ma żadnych oznak, żeby gdziekolwiek przeciekał.T L R- To o niczym nie świadczy - oznajmił i chwycił dziarsko jedną z drabin przyczepionych do furgonetki.W południe zszedł na dół na lunch.Glen powiedział mi kiedyś, że jego ojciec pojawiał się na lunch codziennie w południe, nieważne, czy był to wtorek, piątek czy niedziela.W trakcie jego uroczystości ukończenia liceum, która rozpoczęła się o jedenastej, noga jego ojca zaczęła trząść się niekontrolowanie o dwunastej trzydzieści.- Chcesz najpierw dobrą wiadomość czy złą? - spytał, otwierając butelkę piwa, którą przywiózł w turystycznej lodówce.- Dobra wiadomość jest taka, że to stuletnie płytki łupkowe.- A zła wiadomość?- Ten dom ma prawie osiemdziesiąt lat, więc za dwadzieścia lat będziesz musiała położyć nowy dach.- Dam radę - odpowiedziałam.- Za dwadzieścia lat będę musiała kłaść nowy dach - mówię teraz do mojej matki.Wzrusza tylko ramionami i wchodzi do domu, żeby ukroić nam po kawałku placka.Zjadam trochę ciasta, wypijam łyk herbaty.- Czy nie sądzisz, że powinnaś pójść tam ten ostatni raz? - pyta [ Pobierz całość w formacie PDF ]