[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Inaczej? Jak inaczej?Kaja znów zamilkła.Już wcześniej myślała o tym, żeby Kaśce powiedzieć o swoim odkryciu, o tej wielkiej radości, która wypełniała jej serce.- Kaja, to, że się zakochałaś, o tym nie musisz mówić, ptaszki na drzewach o tym ćwierkają, ale.- Ależ nie, Kaśka.ja się nie zakochałam.- Co? Tylko mi nie mów takich rzeczy! Znam się na tych sprawach.- Widać nie za bardzo - zaśmiała się Kaja.Usiadła obok przyjaciółki.- I tak ci miałam powiedzieć.Ale tylko tobie.Kasia się nie odezwała, w napięciu czekała na następne słowa Kai.- Kasia, ja kogoś pokochałam.- No, mówiłam, a ty się wypierasz jak żaba błota.- Nie, nie wypieram się, ale to nie jest to, o czym ty mówisz.Ja się nie zakochałam, ja kogoś pokochałam.- Kajka, co ty gadasz, nie zakochałaś się, tylko kogoś pokochałaś.Cóż to za różnica?- Ogromna.Zakochanie to jest zauroczenie, które dziś jest i za tydzień może minąć.A to, co ja czuję, jest prawdziwe i trwałe.To miłość.- Kajka, tak się zawsze wydaje na początku, że to jest już na całe życie, a potem się okazuje, że przechodzi jak katar, nie wiadomo kiedy - albo jemu, albo tobie.54- Proszę, proszę, któż to mówi? Jaka doświadczona kobieta.- zadrwiła Kaja.- Niestety, nie doświadczenie, jeszcze nie, tylko literatura - westchnęła zabawnie Kasia.- Czy dowiem się w końcu, kogo tak poważnie i śmiertelnie pokochałaś na resztę swojego życia, czy to tajemnica?- Nie, nie tajemnica, w każdym razie nie dla ciebie.- No więc?Kaja pomilczała jeszcze chwilę, a potem powiedziała cicho:- Dyrektor Szczedroń.- Co? Wicek? Zakochałaś się w Wicku?! Niemożliwe!!!- Dlaczego niemożliwe?- Jak to dlaczego? Przecież on jest stary.i jest żonaty, i w ogóle.- Kasia nie mogła znaleźć słów.- I jest dyrektorem szkoły - dodała ze zdziwieniem.- Kasiu - powiedziała cicho Kaja, a głos jej zabrzmiał niewypowiedzianie miękko i ciepło.- Kasiu - powtórzyła - przecież ja o tym nie decydowałam, to się po prostu stało i ja nic nie mogłam zrobić.Kasia patrzyła na przyjaciółkę szeroko rozwartymi oczami, niepewna, czy nie śni.Oto na jej oczach coś się stawało, jakaś metamorfoza, jakaś nieodwracalna zmiana.Bo Kaja wyglądała niby tak samo jak zawsze, a jednak coś się w niej zmieniło.I właściwie Kasia nie umiałaby powiedzieć, na czym ta zmiana polegała, czy na tym blasku w jej oczach, którego przedtem chyba nie było, czy na brzmieniu głosu, który teraz zawierał w sobie jakąś przedziwną, słodką nutę, czy na tym, że cała postać Kai tchnęła niezaprzeczalną, nagle rozkwitłą kobiecością.- Rany koguta! - zachłysnęła się Kasia.- I co teraz będzie?Kaja wstała z wersalki, podeszła do okna.Na zewnątrz panowała ciemność.Lekko odsłonięta firanka pozwalała dojrzeć swoje odbicie w szybie.Przytuliła policzek do chłodnego szkła.Przez chwilę pożałowała, że zwierzyła się Kaśce ze swojej tajemnicy.Do przyjazdu Marty zostało tylko kilka dni.Kaja przygotowała dla niej pokoik na dole.Lubiła Martę, ale niechętnie myślała o tej wizycie teraz.Przemknęło jej nawet przez głowę, żeby wszystko odkręcić, ale nie zrobiła tego.Wiedziała, że dla Marty przylot do Kanady wiele znaczył.Zresztą cóż miałaby powiedzieć:„Marta, przepraszam, nie przyjeżdżaj, bo ja nie mogę się pozbierać po śmierci 55dyrektora Szczedronia".Już widziała okrągłe ze zdziwienia oczy Marty.Jakie to ma zresztą teraz znaczenie.Nic.Nic, co by zrobiła lub nie zrobiła, nie zmieni już niczego.A Marta to jest ktoś z tamtego życia.Ktoś, kto też znał Dominika.Kaja sięgnęła po kolejny zeszyt.ROZDZIAŁ VINa początku lutego pani Zofia poprosiła Lilkę z niższej klasy o sprawdzenie pozycji książkowych, jakie znajdują się w gabinetach obu dyrektorów.Kaja mimo przygotowań do matury, ciągle wpadała od czasu do czasu do biblioteki.Słysząc prośbę pani Zofii, sama zaofiarowała się z pomocą.- Nie miałam sumienia obciążać cię, Kajeczko, teraz, kiedy uczysz się do matury.Przyda mi się przerwa, a myślę, że sprawdzenie książek u wicedyrektora nie zajmie mi dużo czasu - podsunęła sprytnie.- Dobra, to w takim razie ja zajmę się dyrektorem Gosteckim - odezwała się Lilka, nieświadoma manipulacji.„Niech cię wszyscy patroni mają w opiece na wszystkich klasówkach do końca życia" - pomodliła się w duchu Kaja.Przygotowała się do tej wizyty bardziej duchowo niż zewnętrznie i któregoś popołudnia zapukała do gabinetu Dominika [ Pobierz całość w formacie PDF ]