[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozejrzałam się wokół, żeby sprawdzić, kto rozmawia, i przeraziłam się na widok kolorowego sznurka zwisającego z szortów jednego z mężczyzn.Wyglądał identycznie jak ten, którym córka wiązała włosy.Nie mogłam uwierzyć, że to o mojej córce rozmawiali, ale jeśli to prawda? Rzuciłam się w ich kierunku i spytałam, skąd się wziąłten kolorowy sznurek.Wykręcali się od odpowiedzi, co wzmogło moje podejrzenia.Zaczęłam groźnie pokrzykiwać, pytając, gdzie jest dziewczyna, o której rozmawiali; wystraszeni, wymamrotali coś o rowie przy odległym pasie startowym i uciekli.Nie mogłam wypytać ich o więcej szczegółów, ani tym bardziej ich złapać.Chciałam tylko się upewnić, czy ta dziewczyna była moją córką.Pobiegłam w kierunku wskazanym przez mężczyzn.Kiedy dotarłam nad krawędź rowu, usłyszałam słabe jęki, ale w ciemności nie mogłam dojrzeć, kto je wydaje.W tym momencie podeszło do mnie dwóch żołnierzy z patrolu; mieli latarki i pilnowali rannych na pasach startowych.Poprosiłam ich, żeby zaświecili latarkami do rowu.W słabym blasku dostrzegliśmy nagą dziewczynę.W moim sercu zapanował zamęt: jednocześnie miałam nadzieję, że to ona, i chciałam, żeby to byłktoś obcy.Kiedy z pomocą żołnierzy wyniosłam ją-na pas, rozpoznałam swoją córkę.– Xiao Ying! Xiao Ying! – wołałam ją po imieniu, ale tylko patrzyła na mnie zdumiona, bez żadnej reakcji.– Xiao Ying, to ja, mama!Nagle zauważyłam, że dolna połowa jej ciała jest mokra i lepka.Nie miałam jednak czasu o tym myśleć, ubierając ją pospiesznie w odzież, którą pożyczyli nam żołnierze.Ku mojemu zdziwieniu Xiao Ying spuściła z powrotem spodnie.Kiedy spytałam, czemu to zrobiła, tylko zamknęła oczy i coś mruknęła.Była tak wyczerpana, że wkrótce zasnęła.Długo leżałam oszołomiona, aż w końcu również zapadłam w sen.O świcie obudził mnie ryk samolotu.Kiedy spojrzałam na Xiao Ying, oniemiałam: leżała obok mnie z opuszczonymi spodniami, uśmiechała się idiotycznie, a jej nogi i krocze były całe we krwi.Przypomniałam sobie słowa tamtych dwóch mężczyzn.Czy skorzystali z okazji, jakiej dostarczyła im katastrofa, i zgwałcili Xiao Ying? Bałam się w to uwierzyć.A moja córka, żywa, tryskająca energią dziewczyna, postradała zmysły.Lekarz orzekł, że Xiao Ying doznała wielkiego szoku i poinformował mojego męża i mnie, że z pewnością dokonano na niej zbiorowego gwałtu.Tyle usłyszałam, zanim straciłam przytomność.Kiedy ją odzyskałam, mąż trzymał mnie za rękę, a twarz miałmokrą od łez.Spoglądaliśmy na siebie bez słowa i płakaliśmy: nasza córka, zgwałcona, oszalała, nasz syn stracił nogi.Pani dyrektor Ding zamilkła.– Czy wysłaliście państwo Xiao Ying na jakieś leczenie? – spytałam cicho.– Tak, ale nie przyszło nam do głowy, że nawet jeśli wróci do siebie, nigdy nie przestanie czuć tego strachu.Dwa i pół roku później, gdy jej pamięć zaczynała wracać do normalnego stanu, w przeddzień powrotu do domu i rozpoczęcia nowego życia powiesiła się w szpitalnym pokoju.Zostawiła nam taki list:Kochani Mamo i Tato!Przepraszam Was, nie mogę tak dalej żyć.Nie powinniście byli mnie ratować.We wspomnieniach, które do mnie wracają, jest tylko świat rozpadający się na kawałki i okrucieństwo tamtych mężczyzn.Nie ma niczego więcej, a ja nie potrafię żyć z taką pamięcią.To zbyt bolesne.Odchodzę.Wasza córka Xiao Ying – W jakim wieku była Xiao Ying? – spytałam.– Miała szesnaście lat, a jej brat jedenaście – pani dyrektor Ding przerwała, po czym ciągnęła dalej: – Mój mąż w rozpaczy rwał sobie włosy z głowy i powtarzał, że to on odpowiada za krzywdę naszego dziecka.Ale to przecież nie jego wina.Tamtego wieczoru poszedł spać bardzo późno.Byłam wyczerpana i zasnęłam, a kiedy się obudziłam, jego ciało było już zimne, a twarz znieruchomiała w smutku.Według aktu zgonu zmarł na atak serca z powodu skrajnego wyczerpania.Zaparło mi dech.– Trudno mi sobie wyobrazić, jak pani to zniosła.Skinęła głową z rezygnacją.– Nie chciała pani, żeby syn wiedział?– Cierpiał już z powodu okaleczenia ciała – czy zniósłby podobną krzywdę zadaną umysłowi i uczuciom?– Ale pani odważnie wytrwała.– Udało mi się, ale nie było w tym żadnej odwagi.Jestem jedną z tych osób, które sprawiają wrażenie silnych – jak to mówią, warownych twierdz pośród kobiet.Ale w samotności płaczę całymi nocami: płaczę nad córką, mężem, synem, nad sobą samą.Czasem aż nie mogę oddychać z tęsknoty za nimi wszystkimi.Niektórzy mówią, że czas leczy rany, ale moich nie uleczył.W pociągu powrotnym płakałam przez całą drogę.Płakałam dalej z długopisem w ręku, pisząc o doświadczeniach tamtych matek.Ich odwaga jest dla mnie trudna do wyobrażenia.One żyją dalej.Czas doprowadził je do teraźniejszości, lecz w każdej mijającej minucie, w każdej sekundzie muszą walczyć ze wspomnieniami o śmierci, całymi dniami i nocami towarzyszy im pamięć o utracie własnych dzieci.Tego bólu nie da się uleczyć żadnym ludzkim wysiłkiem: najdrobniejsze przedmioty– igła i nitka, pałeczki i miseczka do ryżu – przenoszą je z powrotem w świat uśmiechniętych twarzy i głosów zmarłych.Mimo to muszą żyć dalej, otrząsać się ze wspomnień i powracać do rzeczywistości [ Pobierz całość w formacie PDF ]