[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Powinniśmy teraz odjechać? - zapytał gdy już oddalili się na bezpieczną odległość.- Aby oddalić się od barbarzyńców?- To nie jest konieczne - odparła Sydney.- Uthgardtowie będą tańczyli przez całą noc.Cały klan bierze udział w obrzędach, wątpię nawet, czy wystawili straże.- Wiele o nich wiesz - zauważył morderca oskarżającym tonem, z cieniem nagłego podejrzenia, że może istnieć jakiś podskórny wątek, kontrolujący rozgrywające się wokół nich wydarzenia.- Przygotowałam się do tej podróży - odparła Sydney.- Uthgardtowie mają kilka tajemnic, jednak sposoby ich postępowania są ogólnie znane i udokumentowane.Wędrowcy na północy wiele robią, aby zrozumieć tych ludzi.- Mam szczęście, mając tak wykształconą towarzyszkę podróży - powiedział Entreri, kłaniając się w pełnym drwiny uznaniu.Sydney, z oczyma utkwionymi przez siebie, nie odpowiedziała.Lecz Entreri nie chciał tak łatwo przerwać rozmowy.To była metoda w prowadzeniu swej linii podejrzeń.Świadomie wybrał ten czas, aby ułatwić sobie zadanie i ujawnić swój brak zaufania nawet przed tym, gdy poznali naturę obozowiska.Po raz pierwszy oboje byli sami, bez Catti-brie czy Jierdana, komplikujących konfrontację, a Entreri miał zamiar skończyć ze swymi troskami, lub z czarodziejką.- Kiedy umrę? - zapytał bez osłonek.Sydney nie dała się zaskoczyć.- Gdy los tak postanowi, jak w przypadku nas wszystkich.- Pozwól mi postawić pytanie inaczej - mówił dalej Entreri, chwytając ją za ramię i odwracając ją do siebie.- Kiedy polecono ci mnie zabić? Po cóż innego Dendybar wysyłałby golema? - stwierdził Entreri.- Czarnoksiężnicy nie przykładają wagi do paktów i honoru.Robią to, co muszą, żeby osiągnąć swe cele w najbardziej korzystny sposób, a potem eliminują tych, których już nie potrzebują.Gdy przestanę być dla ciebie przydatny, zostanę zabity.A będzie to zadanie trudniejsze niż ci się to wydaje.- Jesteś spostrzegawczy - odparta chłodno Sydney.- Dobrze oceniłeś charakter Dendybara.Zabije cię po prostu dlatego, aby uniknąć możliwych komplikacji.Lecz nie wziąłeś pod uwagę mojej roli w tym wszystkim.Na moje żądanie Dendybar złożył decyzję o twoim losie w moje ręce.- przerwała na chwilę, aby Entreri mógł rozważyć jej słowa.Mógł teraz bez trudu ją zabić, oboje o tym wiedzieli, lecz szczerość jej chłodnego przyznania zamiaru jego zamordowania powstrzymała go od jakiegokolwiek natychmiastowego działania i zmusiła do tego, aby ją wysłuchał.- Jestem przekonana, że szukamy różnych sposobów konfrontacji z grupą krasnoluda - wyjaśniła Sydney, - a tym samym nie mam zamiaru niszczenia obecnego i potencjalnie przyszłego sojuszu.Mimo podejrzliwej natury, Entreri w pełni rozumiał logikę jej sposobu rozumowania.Odnalazł w Sydney wiele swych własnych cech.Bezwzględna, nie pozwalała, żeby cokolwiek wchodziło jej w paradę, nie zbaczała ani na krok z raz obranej drogi, nie zważając na to, jak silne nie byłyby jej uczucia.Puścił jej ramię.- Ale golem wędruje z nami - powiedział jakby do siebie, zwracając się w pustą noc.- Czy Dendybar sądzi, że będziemy go potrzebowali, aby pokonać krasnoluda i jego towarzyszy?- Mój mistrz niewiele pozostawia przypadkowi - odparła Sydney.- Bok został wysłany, aby zabezpieczyć cele Dendybara.Jest ochroną przed niespodziewanymi kłopotami ze strony towarzyszy.I z twojej strony.Entreri posunął jej linię rozumowania o krok dalej:- Rzecz, której pożąda czarnoksiężnik musi być naprawdę potężna - stwierdził.Sydney skinęła głową.- Może kusząca dla młodej czarodziejki?- Co chcesz zasugerować? - zapytała Sydney, wściekła, że Entreri kwestionuje jej lojalność względem Dendybara.Pewien siebie uśmiech mordercy spowodował, że poruszyła się niespokojnie.- Celem golema jest ochrona Dendybara przed niespodziewanymi kłopotami.przed tobą.Sydney zająknęła się, lecz nie mogła znaleźć słów odpowiedzi.Nie rozważała tej możliwości.Logicznie powinna nie zwracać uwagi na dziwaczną konkluzję Enteriego, lecz następna uwaga mordercy zamgliła jasność jej umysłu.- Po prostu, aby zapobiec wszelkim możliwym komplikacjom - powiedziała ponuro, powtarzając swe wcześniejsze słowa.Logika jego przypuszczeń uderzyła ją jak policzek.Co miała myśleć o złośliwych działaniach Dendybara? Myśli te sprawiły, że zadrżała, lecz nie miała zamiaru szukania odpowiedzi przy stojącym obok niej Entrerim.- Musimy sobie wierzyć - powiedziała do niego.- Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ten sojusz jest korzystny dla nas obojga i nic nas nie kosztuje.- A więc, odeślij golema - odparł Entreri.Sydney zaniepokoiła się.Czyżby Entreri usiłował zasiać w jej umyśle wątpliwości tylko po to, aby uzyskać nad nią przewagę.- Nie potrzebujemy tego - powiedział.- Mamy dziewczynę.Nawet gdy towarzysze nie zgodzą się na nasze żądania, posiadamy siłę, aby dostać to, czego chcemy.- Zauważył podejrzliwy wzrok czarodziejki.- Mówisz prawdę?Sydney nie odpowiedziała i ruszyła znowu w stronę obozowiska.Może odeśle Boka.Ten akt uciszyłby wątpliwości, jakie miał Entreri, choć niewątpliwie dałby mu przewagę nad nią, gdyby pojawiły się jakieś trudności.Lecz odesłanie golema mogło też odpowiedzieć na bardziej niepokojące pytania, które go dręczyły, pytania dotyczące Dendybara.Następny dzień był spokojniejszy i bardziej wydajny, jeśli chodzi o jazdę.Sydney walczyła z niepokojem, wywołanym obecnością golema.Doszła do wniosku, że powinna odesłać Boka, choćby dlatego, aby wypróbować wierność swego mistrza.Entreri przyglądał się oznakom tej jej szamotaniny z zainteresowaniem, wiedząc że osłabił więzy łączące Sydney z Dendybarem na tyle, aby wzmocnić własną pozycję w stosunku do maga.Teraz po prostu musiał czekać i szukać następnej szansy zyskania przewagi nad swymi towarzyszami.Podobnie Catti-brie szukała możliwości pielęgnowania ziarna, które zasiała w myślach Jierdana.Nieprzyjazne spojrzenia, jakie rzucał Entreriemu i Sydney, powiedziały jej, że jej plan począł działać.Dotarli do Silverymoon tuż po południu następnego dnia.Jeśli Entreri żywił jeszcze jakieś wątpliwości co do swej decyzji dołączenia do grupy z Wieży Arkan, to teraz rozwiały się one zupełnie, gdy rozważył płynące z tego korzyści.Na niestrudzonych, magicznych rumakach, pokonali prawie pięćset mil w cztery dni.Przy nie wymagającej wysiłku jeździe i zupełnej łatwości kierowania rumakami, nie odczuwali zmęczenia, gdy w końcu przybyli do podnóża gór rozciągających się na zachód od zaczarowanego miasta.- Rzeka Rauvin - krzyknął do nich Jierdan, jadący na czele grupy.- I posterunek straży.- Omińmy ich - odparł Entreri.- Nie - powiedziała Sydney.- Są przewodnikami przez Moonbridge.Pozwolą nam przejść, a ich pomoc znacznie ułatwi nam wjazd do miasta.Entreri spojrzał na Boka, idącego ociężale za nimi.- Wszystkim? - zapytał z niedowierzaniem.Sydney nie zapomniała o golemie.- Bok - powiedziała, gdy golem podszedł do nich - nie jesteś już potrzebny.Wracaj do Dendybara i powiedz mu, że wszystko idzie doskonale.Oczy Catti-brie rozbłysły na myśl o odesłaniu potwora, zaś wstrząśnięty Jierdan patrzył na to wszystko z coraz większym niepokojem.Przyglądając się mu Catti-brie spostrzegła następną przewagę, jaką zyskała na tym nieoczekiwanym zwrocie sytuacji [ Pobierz całość w formacie PDF ]