[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Oni nadal tu są— powiedziała Cathy cicho.— Rodziny, dzieci.Mieszkańcy Królestwa Bożegonigdzie nie wyjechali.— Wpatrywała się w ziemię.— Są dokładnie tutaj.Rozdział trzydziestyGdy zapadł zmierzch, ekipa koronera wydobyła z zamarzniętej ziemi piętnaste ciało.Leżało splątane z innymi zwłokami pogrzebanymi we wspólnym grobie.Ich kończyny łączyły się niczym w parodiizbiorowego uścisku.Grób był płytki, zasypany jedynie tak cienką warstwą ziemi, że mimosześciocentymetrowej pokrywy śniegu ścierwojady wyczuły bogactwo mięsa.Podobnie jakczternaście poprzednich ciał ostatnie odkopane zwłoki też były zamarznięte, na rzęsach wisiałykryształki lodu.To było dziecko, może półroczne, ubrane w śpioszki w samolociki z długimirękawami.Ubranko do noszenia w domu.I tak samo jak w przypadku innych trupów nie widać byłożadnych śladów przemocy.Poza pośmiertnymi uszkodzeniami dokonanymi przez drapieżniki ciałabyły dziwnie nienaruszone.Zwłoki tego dziecka zachowały się w stanie lepszym niż pozostałe.Oczy miało zamknięte, jakbyspało, skórę gładką i mlecznobiałą niczym porcelana.Wygląda jak lalka, pomyślała Jane w pierwszej chwili, gdy spojrzała na maleńkiego trupkaw dole.I chciałaby w to wierzyć.Wkrótce jednak prawda okazała się niepodważalna, gdy ekipakoronera, w specjalnych kombinezonach ochronnych, włożonych na grube zimowe ubrania, ostrożniewyjęła ciało z grobu.Jane obserwowała wydobywanie kolejnych trupów, ale widok dziecka wstrząsnął nią najbardziej, bood razu pomyślałao swojej córce.Usiłowała wyprzeć ten obraz z pamięci, ale on już zagnieździł się tam na dobre: pozbawiona życia twarz Reginy, jej skóra pokryta szronem.Jane odwróciła się gwałtownie i poszła do samochodu.Cathy nadal siedziała w swoim SUV-ie.Janeotworzyła drzwiczkii zajęła miejsce obok niej.W samochodzie cuchnęło tytoniem.Jane spostrzegła, że popielniczka jest pełna.Cathy zapaliła właśnie kolejnego papierosa trzęsącymi się rękami i nerwowo wypuściła dym.Siedziały przez chwilę w milczeniu.Patrzyły na jednego z członków ekipy, który włożył żałośniemały tobołek do samochodu z kostnicy i zatrzasnął drzwi.Pozostało już niewiele dziennego światła.Następnego dnia kopanie ma zostać wznowione i na pewno znajdą więcej ciał, bo na dnie dołu widaćbyło kolejną sztywną kończynę.— Żadnych ran po nożu.Dziur po kulach — powiedziała Jane, patrząc na odjeżdżający samochódkostnicy.— Wyglądają, jakby zasnęli i umarli we śnie.— Jonestown — wymamrotała Cathy.— Pamięta to pani, prawda? Wielebny Jim Jones.Zabrałprawie tysiąc wyznawców ze Stanów do Gujany.Założył kolonię.Kiedy amerykańskie władzezarządziły śledztwo, kazał swoim wyznawcom popełnić samobójstwo.Umarło więcej niż dziewięćsetosób.— Myśli pani, że to też było zbiorowe samobójstwo?— A co innego? — Cathy wpatrywała się przez oknow płytki grób.— W Jonestown najpierw kazali to wypić dzieciom.Dosypali cyjanku do słodkiegonapoju.Taki ulepszacz smakowy.Wyobraża sobie pani? Napełnia pani butelkę trucizną, potem bierzeswoje dziecko na ręce i wsuwa mu smoczek do buzi.Niech sobie pani wyobrazi, że ono pije, a paniwie, że to ostatni raz, kiedy na panią spojrzy i się uśmiechnie.— Czegoś takiego nie potrafię sobie wyobrazić.— Ale w Jonestown właśnie tak to się odbyło.Zabili własne dzieci, a potem zabili siebie.A wszystko dlatego, że tak zwany prorok kazał im to zrobić.— Na twarzy Cathy malowała się udręka.Pogłębiający się mrok w samochodzie jeszcze bardziej podkreślał zapadnięte oczy.— JeremiahGoode jest władny im rozkazywać.Potrafi zmusić ludzi, by oddali mu cały dobytek i wyrzekli sięświata.Potrafi zmusić ludzi, by oddali mu córki i wyrzucili własnych synów.Może podać im kubek z trucizną, kazać ją wypić, a oni posłuchają.Zrobią to z uśmiechem, bo nic nie jest tak ważne jak jego zadowolenie [ Pobierz całość w formacie PDF ]