[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– A co my zrobimy, uwięzieni na wyspach pośrodku śródlądowego morza?Perła wzruszył tylko ramionami, doprowadzając ją do wściekłości.– Mam zgadywać? Zbudujemy flotę tratw i powiążemy je razem, by zmontować most prowadzący do zachodniego traktu.Morze będzie tam wystarczająco płytkie, nawet jeśli nie wszystko wyjdzie nam tak jak trzeba.Ja jednak wierzę w przyboczną.Ściana wody dotarła z głośnym hukiem do granic oazy.Palmy zakołysały się szaleńczo, a potem zaczęły się łamać.– Teraz wiemy, dlaczego tamten las obrócił się w kamień – zawołał Perła, przekrzykując szum wody.Która zalała ruiny, wypełniła okopy Psobójców i wdarła się do niecki.Lostara zauważyła, że Perła miał rację.Furia morza już wygasała.Wydawało się, że niecka pochłania wodę z nienasyconym pragnieniem.Lostara zerknęła na przyboczną.Tavore obojętnie obserwowała wznoszące się morze, wspierając dłoń na rękojeści miecza.Och, dlaczego twój widok łamie mi serce?*Na końskie trupy opadał powoli piasek.Trzy drużyny stały albo siedziały, czekając na resztę legionu.Flaszka wgramolił się na trakt, by sprawdzić, skąd się bierze ten huk, i wrócił ze zdumiewającymi wieściami.Morze.Cholerne morze.A jego pieśń wypełniała teraz duszę Skrzypka.Była dziwnie ciepła, niemal pocieszająca.Wszyscy odwrócili się jednocześnie, by spojrzeć na olbrzymiego jeźdźca na gigantycznym koniu, który pomknął traktem na zachód, wlokąc za sobą coś, co wzbijało gęste obłoki pyłu.Ten obraz towarzyszył Skrzypkowi jeszcze długo po tym, jak wiatr poniósł chmury kurzu w dół, ku podstawie stoku.To mógł być duch.Wiedział jednak, że tak nie było.To mógł być ich najgorszy wróg.Jeśli nawet nim był, nie miało to znaczenia.Nie w tej chwili.Po krótkiej chwili rozległ się pełen zdumienia krzyk Śmieszki.Skrzypek odwrócił się akurat na czas, by ujrzeć dwie wychodzące z groty postacie.Uśmiechnął się, pomimo wszystkiego, co się wydarzyło.Przemknęła mu przez głowę myśl, że coraz trudniej jest znaleźć starych przyjaciół.Znał ich jednak i byli jego braćmi.Śmiertelne dusze Raraku.Raraku, krainy, która połączyła ich więzią, a więź ta – co stało się teraz jasne – sięgała nawet poza śmierć.Skrzypka nie obchodziło, co pomyślą sobie inni, widząc trzech mężczyzn obejmujących się serdecznie.*Konie wspięły się na wzgórze.Jeźdźcy ściągnęli wodze, zwracając się ku żółtemu, spienionemu morzu, które ciągnęło się w dole.Po chwili dołączył do nich przysadzisty, czworooki demon.Pan Lata przydał skrzydeł ich koniom.Heboric nie przyjmował do wiadomości innego wytłumaczenia.Od końca nocy pokonali niewiarygodnie wiele mil, a zwierzęta nadal były wypoczęte.Podobnie jak Szara Żaba.On jednak był wykończony.– Co się stało? – zastanawiała się na głos Scillara.Heboric mógł jedynie pokręcić głową.– Co ważniejsze – wtrąciła Felisin – dokąd mamy się teraz udać? Chyba nie usiedzę już w siodle zbyt długo.– Wiem, jak się czujesz, dziewczyno.Powinniśmy znaleźć jakieś miejsce na obóz.Wszyscy troje odwrócili się nagle, słysząc kwik muła.Jechał ku nim chudy, czarnoskóry mężczyzna, siedzący ze skrzyżowanymi nogami na grzbiecie zwierzęcia– Witajcie! – wrzasnął.Wrzasnął dlatego, że w tej samej chwili przechylił się i runął na kamienistą ścieżkę.– Pomóżcie mi, idioci!Heboric zerknął na obie kobiety, ale to Szara Żaba ruszył się pierwszy.– Jeść!Staruszek rozdarł się znowu.– Odejdź od mnie! Przynoszę wieści! Dla was wszystkich! Czy L’oric nie żyje? Żyje! Moje cienie wszystko widziały! Jesteście moimi gośćmi! A teraz rozplączcie mi nogi! Ty, dziewczyno.Nie ty, druga dziewczyna! Obie! Piękne kobiety dotkną moich nóg, moich ud! Nie mogę się doczekać! Czy widzą nienasyconą chuć w moich oczach? Pewnie, że nie widzą.Jestem tylko bezradnym, pomarszczonym staruszkiem, kimś, kto może zastąpić im ojca.*Nożownik stał w najwyżej położonej komnacie wieży, wyglądając przez jedyne okno.Bhok’arala skrzeczały za jego plecami.Od czasu do czasu uciszały się, by wydawać z siebie żałobne, jękliwe dźwięki.Obudził się sam.Natychmiast zrozumiał, że odeszła.I że nie zostawiła śladu, który pozwoliłby mu za nią podążyć.Iskaral Krost już wcześniej wyczarował muła i odjechał.Mogory na szczęście nigdzie nie było widać.Przez większą część dnia Daru był zupełnie sam.Aż do tej chwili.– Czekają na ciebie niezliczone ścieżki.Nożownik westchnął.– Witaj, Kotylionie.Zastanawiałem się, czy znowu się pokażesz.– Znowu?– Rozmawiałeś z Apsalar.Tu, w tej komnacie.Pomogłeś jej podjąć decyzję.– Powiedziała ci?Pokręcił głową.– Niezupełnie.– Decyzja należała do niej, Nożownik.Tylko do niej.– To nie ma znaczenia.Mniejsza z tym.To dziwne.Ty widzisz niezliczone ścieżki, a ja nie dostrzegam żadnej, którą warto byłoby podążyć.– Czy więc szukasz godnego zadania?Nożownik zamknął powoli oczy, a potem westchnął.– Czego ode mnie żądasz?– Był kiedyś mężczyzna, któremu zlecono strzec życia młodej dziewczyny.Zrobił, co tylko mógł, z takim honorem, że w chwili swej smutnej śmierci przyciągnął uwagę samego Kaptura.Och, Pan Śmierci potrafi wejrzeć w duszę śmiertelnika, jeśli sytuacja tego wymaga.Jeśli, hmm, odpowiednio go zachęcić.Tak oto ów mężczyzna został teraz Rycerzem Śmierci.– Ja nie chcę być niczyim rycerzem, Kotylionie.– Nie o to chodzi, chłopcze.Pozwól mi skończyć opowieść.Ten mężczyzna zrobił wszystko, co tylko mógł, ale przegrał.A teraz dziewczyna nie żyje.Nazywała się Felisin.Z rodu Paranów.Nożownik odwrócił głowę, spoglądając na skryte w cieniu oblicze boga.– Kapitan Paran? To była jego.– Jego siostra.Spójrz na tę ścieżkę za oknem, chłopcze.Niedługo wróci Iskaral Krost.Przyprowadzi tu gości.Będzie wśród nich dziewczyna imieniem Felisin.– Przecież mówiłeś.– Nim siostra Parana.zginęła, adoptowała sierotę.Znajdę, która wiele wycierpiała.Sądzę, oczywiście, nigdy nie dowiemy się tego na pewno, że chciała w ten sposób osiągnąć coś.czego nie miała szansy osiągnąć sama.Dlatego nadała sierocie własne imię.– A kim jest ta dziewczyna dla mnie, Kotylionie?– Chyba celowo jesteś uparty.To niewłaściwe pytanie.– Ech, to powiedz mi, jak brzmi właściwe.– Kim ty jesteś dla niej?Nożownik wykrzywił twarz.– Dziecku towarzyszy druga kobieta, zasługująca na wielki podziw, o czym sam się przekonasz.I ona również.Jest z nimi również kapłan, obecnie zaprzysiężony Treachowi.Nauczysz się od niego.wielu wartościowych rzeczy.Na koniec jest jeszcze demon.Na pewien czas.– Dokąd się udają? Po co przybyli tu jako goście Iskarala?– Ależ po ciebie, Nożownik.– Nie rozumiem.– Symetria, chłopcze, sama w sobie jest mocą [ Pobierz całość w formacie PDF ]