[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Słowa mitycznego Smoka zlały się w jednolity pomruk.Ostatnie strzępki mgły znikały wewnątrz książki.Wreszcie niepozorny tomik zamknął się bezgłośnie.Lśniące znaki wokół pentagramu zgasły w bladym świetle porannego, jesiennego słońca.— Chciałbym wiedzieć, co on dokładnie miał na myśli — mruknął szermierz.— Trzynaścioro.Wymienił wszystkich magów z Farewell.Ale miast odpowiedzi, otrzymaliśmy tylko dodatkowe pytania.— Nie zasłużył na pieśń — szepnęła Eunice.— I tak zresztą Gabriel by się nie zgodził.— Przeżyje tak czy owak.Po dzisiejszej nocy, każdy w mieście będzie pisał o Smokach z Ogrodu Hesperyd.— Lloyd otarł czoło znużonym gestem.— Nie złamałem przyrzeczenia.Smok dostanie swoją pieśń.Szermierz westchnął ciężko.— Muszę panu pogratulować, panie Charles.Doskonały rytuał, chociaż jak dla mnie trochę zbyt dramatyczny.— Pański kunszt również zasługuje na uwagę, mimo pewnego braku wyrafinowania.— Przyznam — rzekł Lloyd z kamienną twarzą — że moja niegodna magia jest w dużej mierze sztuką improwizacji.W pańskiej szkole konieczne są, jak widzę, staranne przygotowania.— O rany — jęknęła Eunice.— Zamiast znowu skakać sobie do gardeł, lepiej posprzątajcie salę.I odnieście panią dyrektor do gabinetu, zanim się ktoś zorientuje.*Gabriel odnosił wrażenie, że zaraz zaśnie na siedząco, mimo to wciąż uparcie tkwił przy łóżku przyjaciela.Timothy Hawkins od dłuższej chwili nie odzyskiwał przytomności.Oddychał płytko, jego twarz nadal była niepokojąco blada.Piosenkarz mimo woli przyglądał się jego dłoniom.Pod cienką, niemal przezroczystą skórą wyraźnie rysowały się żyłki.Gabriel z całą ostrością zdał sobie sprawę z tego, jak wielkiej siły potrzebuje Timmy do zwykłego, codziennego funkcjonowania.On przez cały czas nas oszukuje, uświadomił sobie artysta.Jest w tym tak dobry, że praktycznie zapominamy o jego chorobie.Ogarnęło go poczucie winy.Mogliśmy jednak bardziej na niego uważać, wyrzucał sobie gorzko.Przecież wiedzieliśmy, że Timmy chętnie podejmie się każdego wyzwania, że zawsze mierzy siły na zamiary.A teraz może przez to zginąć.— Nie odchodź, stary — piosenkarz pociągnął nosem.— Jak ty to sobie wyobrażasz? Jak my w ogóle damy sobie bez ciebie radę?Rozległo się nieznaczne skrzypienie drzwi, a potem ciche szuranie kapci.— Dzwonił Lloyd — szepnęła Weronika.— Już po wszystkim.Zwyciężyliśmy Smoka.Gabriel poczuł, że zaraz znowu się rozpłacze.— Słyszałeś, Timmy? Głupio byłoby teraz umrzeć, prawda? Jeśli przeżyjesz, sam kupię ci nowy komputer — obiecał.— Przysięgam.Najlepszy, jaki tylko sobie zażyczysz.Ze skanerem i wszystkim, co tam tylko chcesz.— Trzymam cię za słowo — wymamrotał niespodziewanie Timothy.— A teraz cicho bądź i daj mi trochę pospać.— Obudził się! — Gabriela zatkało ze szczęścia.— On się obudził!— Zamknij się z łaski swojej.— Nawet sobie nie wyobrażasz, już myśleliśmy, że.— Weroniko.Powiedz mu, żeby przestał kłapać jadaczką.— Timothy.Jak możesz.Czuwałem przy tobie.Wiesz, że płakałem?— Bo straszna z ciebie ciota — mruknął mag i ciaśniej owinął się kocami.— Zrób mi lepiej ciepłego mleka.Też byś się przekimał, zanim ci się do reszty w głowie pomiesza.Gabriel uśmiechnął się szeroko, aż zabolała go świeża blizna na policzku.— Wedle rozkazu, staruszku.*Wchodzili po krętych schodach kamienicy krok za krokiem, oszczędzając siły.Zastali uchylone drzwi, natrętny dźwięk telewizyjnych reklam dało się usłyszeć już na korytarzu.Eunice i Charles w milczeniu popatrzyli po sobie, a potem weszli do środka.Sabrina Wight siedziała przy stole w kuchni pochylona nad przedwczorajszą gazetą i szklanką pełną kawowych fusów.Rozgniotła w popielniczce któregoś z kolei papierosa.— Jesteście.— Nawet nie odwróciła się na powitanie.— Mogliście zostać dłużej.Ósma rano, dziesiąta, co to za różnica.— Kochanie.— poczucie winy zupełnie przytłoczyło Charlesa.Chciał przeprosić swoją byłą żonę, chciał jej wszystko wyjaśnić.Nie sądził, żeby istniały jeszcze jakiekolwiek szanse na wspólne życie.Zresztą wcale tego nie pragnął, sama myśl o małżeństwie z obecną Sabriną napawała go grozą.Ale może dało się jeszcze naprawić niektóre błędy.Mieli przecież córkę, bardziej podobną do ojca, niż Charles kiedykolwiek podejrzewał.— Tylko nie kochanie! — krzyknęła Sabrina.Zlustrowała ich oskarżycielskim wzrokiem.Zmęczonych, brudnych, w zakrwawionych ubraniach.Jej córka wycierała nos w wymiętą chusteczkę.— Tylko nie kochanie! Skończyliśmy z tym dawno temu.— W oczach matki Eunice pojawiły się łzy.— Jak śmiesz wciągać ją w te sprawki? — Jej głos załamał się.— Jak śmiesz włóczyć ją po tych twoich sektach?! A jeśli coś jej się stanie? Wyglądacie, jakbyście ledwie przeżyli.I Sabrina rozszlochała się na dobre.— Mamo.— nie zważając na brudne ubranie, Eunice Wight przytuliła matkę.— Mamo, nie płacz.Nie płacz.— Sabrino, ja przepraszam.Naprawdę, przepraszam.— Charles.— Matka Eunice podniosła głos.Łzy spływały po jej twarzy.— Charles, wynoś się stąd.Spierdalaj! Czy dobrze mnie słyszysz?! Spierdalaj i nigdy więcej tu nie wracaj.Nie miał siły jej odpowiadać.Dłuższą chwilę stał bez ruchu, wpatrując się w matkę i córkę.Potem metodycznie, po kolei pozbierał swoje rzeczy i tak jak stał, udał się na lotnisko.Wykupił bilet na pierwszy samolot.Eunice Wight została w domu i pocieszała matkę.*Nie poszła tego dnia do szkoły.Spała aż do popołudnia, a potem usiadła w pidżamie przy komputerze.Wyciszyła dźwięk i starała się udawać, że jej tutaj nie ma.Obawiała się konfrontacji z matką.Czy bardzo będzie się wściekać? Albo, co gorsza, znowu się rozpłacze? Eunice jakoś nie żywiła złudzeń, że uda im się szczerze porozmawiać.„Magia”„Ogród Hersperyd”„Sens życia”„Charles Wight”Dziewczyna bezmyślnie wklepywała w wyszukiwarkę rozmaite hasła i nawet nie przyglądała się wynikom.Program-komunikator milczał.Oczywiście nie spodziewała się zastać kogokolwiek.Timothy najpewniej wciąż spał, a inni potrzebowali zwykłych komputerów z dostępem do Internetu, aby nawiązać z nią kontakt.Ale mimo wszystko.— Ja ci ten Internet wyłączę.Ubrana w zmięty szlafrok Sabrina Wight stała w uchylonych drzwiach i przyglądała się swojej córce z nieprzyjazną miną.— Mamo.— Telefon też.Wyjmę z gniazdka i schowam — dodała matka.— Mnie niepotrzebny.— Mamo, ale.— Gdzie ty masz rozum, żeby tak się włóczyć po nocy? Co wyście tam właściwie robili? Składaliście koty w ofierze? — wybuchła nagle Sabrina.— Masz mi powiedzieć wszystko, bez krętactw.— Bez krętactw? — Eunice popatrzyła na matkę z rozpaczą i coś w niej pękło.— No dobrze.Masz bez krętactw.Walczyliśmy ze Smokiem, który przyleciał z Grecji, żeby odzyskać jabłko, które tata ukradł z Ogrodu Hesperyd.To nie była łatwa walka, wiesz.Ja i moi przyjaciele daliśmy z siebie wszystko.— Przestań pyskować.— Usta Sabriny zadrżały, jakby zaraz miała zacząć krzyczeć albo płakać.— Nie pyskuję.— Dziewczynie już nie zależało, co zrobi matka.— Ukradł to jabłko dla ciebie, wiesz?— Bronisz go?— Ja go bronię? Zrobił najgłupszą rzecz pod słońcem.— Eunice roześmiała się gorzko.— Zamiast szukać dla ciebie gwiazdki z nieba, powinien kochać cię i akceptować.To jest ten typ człowieka, który wzdycha na romantycznych filmach, bo chciałby cierpieć z miłości.Wieczny chłopiec.Tacy zawsze znajdą sposób, żeby sobie spieprzyć życie.Sabrina złagodniała.Przymknęła oczy; na jej twarzy malował się smutek [ Pobierz całość w formacie PDF ]