[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Ale Aloszce się pofarciło – ciągnął Oleg.– Szło mu jak po maśle.Miał chyba nosa do tej roboty, a może po prostu szczęście.Zaczęło mu się dobrze powodzić.Dopiero na krótko przed jego śmiercią znów spotkałem Jurkę, no, tego, z którym Aloszka razem kopał.A wiesz gdzie?–Gdzie?–W życiu byś nie zgadła.– Oleg się uśmiechnął.– W cerkwi Gawriły Męczennika, w Riabinowym Zaułku.Rogow znalazł się w tym miejscu przypadkowo.Poprzedniego wieczoru pił z jakimiś nieznanymi mężczyznami pod sklepem, a potem film mu się urwał.Ocknął się Oleg na drugim końcu Moskwy, w pobliżu obwodnicy.–Całkiem jak w kinie – opowiadał z uśmiechem, wspominając tamten dzień.– Był taki film, wepchnęli pijanego do nieprzytomności faceta do samolotu, a on przez pomyłkę znalazł się w Leningradzie… Tak samo ja, nic nie pamiętam.Kto mnie tam zawiózł i po co.Wytrzeźwiał dopiero wczesnym rankiem.Dygocząc z zimna, ruszył wzdłuż szosy.Próbował zatrzymać jakiś samochód, ale nikt nie kwapił się wpuścić do wozu osobnika, który wyglądał na bezdomnego włóczęgę.Była wyjątkowo chłodna jesień, mimo że dopiero październik, wszędzie leżał już śnieg.Rogów zmarzł w cienkiej kurteczce, a w dodatku cały się trząsł z przepicia.Nagle zalśniła przed nim złota kopuła.Oleg wszedł do zupełnie pustej cerkwi i oparł się plecami o kaloryfer.Przyjemne ciepło zaczęło się rozlewać po jego skostniałym z zimna ciele, w powietrzu unosiła się słodkawa woń kadzidła, święci posępnie spoglądali z ikon, ale ich twarze nie były złe, tylko smutne, jakby pytały z żalem: co z tobą, bracie? Nagle Rogow przypomniał sobie, jak wiele lat temu, gdy jeszcze był dzieckiem, babcia potajemnie zabierała go ze sobą do cerkwi.Napłynęły wspomnienia.Oto staruszka żegna się, klęcząc przed ikoną Pantelejmona Uzdrowiciela, po czym wstaje i mówi:–Bądź tak dobry, Oleżku, i nie mów nic ojcu ani matce, bo wyśmieją starą.A mnie, kiedy się pomodlę, robi się lżej na duszy, zaraz czuję się zdrowsza, nogi mi nie mdleją i głowa przestaje boleć.Wiesz co, chodźmy, kupię ci po drodze cukierków.Oleg poczuł na języku smak landrynek z blaszanego pudełeczka, przypomniał sobie ciepło babcinej ręki, łagodne objęcia staruszki, i raptem zaszlochał głośno.Nikt nigdy nie kochał go bardziej niż babusia.Ale lata dzieciństwa nie wrócą, trzeba żyć dniem dzisiejszym, zmagać się z nieprzyjazną rzeczywistością.Łkanie rozrywało mu pierś, łzy płynęły po policzkach, Olegowi zabrakło tchu i chwycił go kaszel.Nagle poczuł na ramieniu ciężką dłoń i spokojny głos wyrzekł słowa:–Nie przypadkiem nogi cię tu same przyniosły.Jesteś ochrzczony?–Nie.– Oleg pokręcił głową i zawstydzony jął wycierać oczy.–A więc Pan wskazał ci drogę – ciągnął bas.– Powinieneś przyjąć chrzest, oczyścić duszę, wyrzucić z niej wszystkie brudy, niechaj zostanie czysta niczym źródlana woda.Oleg w końcu opanował histeryczny szloch, spojrzał na mówiącego i zamarł.Przed nim stał kopacz Jurka, kompan Aloszki.–Co ty tu robisz? – zdumiał się Rogow.–Jestem sługą bożym – odparł tamten.– Zwę się teraz ojciec Joann.–Jak to?Jura wzruszył ramionami.–Różnie bywa, niejedna droga wiedzie do świątyni i nie każdy potrafi wybrać słuszną za młodu.–Ale przecież nie znałeś nawet żadnej modlitwy!–Nauczyłem się.–I już nie kopiesz?–Przestałem.–Loszka pracuje teraz sam? – Oleg nie wiedział, co się dzieje z przyjacielem.Od dawna już nie robił nic innego, tylko pił, i nie widywał się z Aloszą.Jura westchnął ciężko.–Tak, sam, ale czuje moje serce, że do niczego dobrego go to zajęcie nie doprowadzi.–Dlaczego tak myślisz?Tamten wyjaśnił:–Losza był u mnie, przyszedł się poradzić, ma kłopoty.–I co mu powiedziałeś?–Skończ z tym, przestań się grzebać w mogiłach, to grzeszne zajęcie.–Posłuchał cię?Jura pokręcił głową.–Nie, i dlatego boję się, że to wszystko na złe się obróci.Czemu tak drżysz?–Strasznie zmarzłem.– Oleg szczękał zębami.– Może dasz łyk mszalnego wina z chrześcijańskiego miłosierdzia? U popa przecież zawsze się znajdzie coś do wypicia.Jura, pominąwszy milczeniem niestosowny żart, zaprowadził Olega do niewielkiego domku, gdzie milcząca, chuda kobieta w ciemnej chustce na głowie nalała mu talerz zupy.–Wybacz – odezwał się Jura, patrząc, jak łapczywie Rogow łyka gorącą strawę – mamy dzisiaj post, kapuśniak jest bez mięsa.Potem wytłumaczył Olegowi, jak trafić na przystanek autobusowy, dał mu pieniądze na bilet i pożegnał słowami:–Przyjdź, jeśli będziesz potrzebował pomocy.–Dziękuję – mruknął Oleg i ruszył poboczem.–Poczekaj! – zawołał Jura.Rogow odwrócił się.–Aleksy wpakował się w nieprzyjemną historię – powiedział ojciec Joann.– Proszę cię, wstąp do niego i powtórz mu, że jeżeli będzie szukał bezpiecznego schronienia, niech przyjedzie tutaj, ukryję go tak, że nikt się nie dowie, gdzie jest.Nie zapomnisz?–Nie – przyrzekł Oleg i widząc nadjeżdżający autobus, ruszył biegiem na przystanek.Wsiadł do ikarusa, odwrócił się i przez tylną szybę zobaczył smukłą, wysoką postać.Silny wiatr szarpał poły sutanny, tak że zdawało się, iż na skraju drogi przysiadł jakiś olbrzymi czarny ptak i macha skrzydłami [ Pobierz całość w formacie PDF ]