[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– A co z dziećmi?– To uciekinierzy, sieroty albo dzieci bezdomnych rodziców.Gorąca pora to dla nich najgorszy okres.Kiedy rozpoczynają się zajęcia i Cytadela znowu się zaludnia, otwiera się placówki, w których mogą dostać jedzenie i nocleg.– Irys dotknęła mojego ramienia.– Nie martw się o te dzieciaki, Yeleno.Wracając do siebie, rozmyślałam o tym, co właśnie usłyszałam.Tego wieczoru Cahil uczył mnie w boksie stajni siodłania Kiki i zakładania uzdy.W pewnym momencie zapytał:– Co cię ugryzło? Bez przerwy na mnie warczysz.– Lawendowa Pani zdenerwowana – ochoczoprzyświadczyła klacz.Odetchnęłam głęboko, zamierzając przeprosić, lecz zamiast tego z moich ust wypłynął niepowstrzymany potok słów:– Chcesz odzyskać Iksję, żeby zostać królem.Żeby ściągać podatki, zasiadać na tronie i nosić koronę z drogich kamieni, podczas gdy twoi poddani będą cierpieć, tak jak cierpieli pod panowaniem twojego wuja.Żeby twoi pachołkowie, tacy jak Goel, mogli zabijać niewinne dzieci, gdy ich rodzice nie będą w stanie zapłacić podatków na twoje piękne jedwabne stroje, albo żeby mogli zabijać rodziców, zostawiając ich potomstwo bez dachu nad głową, skazane na żebraninę.Mój wybuch oburzenia skończył się równie szybko jak się zaczął.Cahil gapił się na mnie oszołomiony, lecz prędko doszedł do siebie i odparł:– Wcale nie tego chcę.Pragnę pomóc ludowi Iksji i dać mu wolność.Chcę, żeby ludzie mogli się ubierać, jak zechcą, a nie byli zmuszani do noszenia mundurów.Chcę, żeby mogli poślubiać, kogo zechcą, bez konieczności proszenia o pozwolenie generała dystryktu, i żyć w miejscu, które sobie wybiorą, nawet poza Iksją.Chcę korony po to, by uwolnić Iksję od dyktatury wojskowej.Jego racje brzmiały banalnie i nieprzekonująco.Czy pod panowaniem Cahila ludzie staną się choć odrobinę bardziej wolni? Nie wierzyłam, że przedstawił mi prawdziwe powody.– Dlaczego uważasz, że ludzie z północy pragną, abyś ich oswobodził? Żadna władza nie jest doskonała.Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że Iksjanie mogą być zadowoleni z rządów komendanta?– A czy ty byłaś zadowolona ze swego życia na północy? –W napięciu czekał na moją odpowiedź.– Ja znalazłam się w nietypowym położeniu.– To znaczy?– Nie twoja sprawa.– Pozwól, że zgadnę – rzekł wyniosłym tonem.Pohamowałam się siłą woli, żeby go nie uderzyć.Tymczasem Cahil mówił dalej: – Uprowadzone z południa dziecko ze zdolnościami magicznymi? To istotnie nietypowe.Ale czy sądzisz, że byłaś pierwszą osobą, którą czwarta magini musiała ratować? Mieszkańcy północy też rodzą się z magicznymi zdolnościami.Mój wuj był mistrzem magii.A przecież doskonale wiesz, co komendant robi z tymi, u których odkryto tego rodzaju talenty.W głowie rozbrzmiały mi echem słowa Valka: „Każdy człowiek obdarzony magiczną mocą, znaleziony na Terytorium Iksji, zostanie zabity”.Cóż, może w Iksji ściga się magów, jednak pozostali obywatele mają wszystko, czego potrzebują.– Wcale tak bardzo nie różnimy się od siebie, Yeleno –powiedział Cahil.– Urodziłaś się w Sycji, ale dorastałaś w Iksji, ja zaś jestem Iksjaninem wychowanym w Sycji.Ty wróciłaś do domu, a ja próbuję odnaleźć mój dom.Otworzyłam usta, by odpowiedzieć, lecz zamknęłam je szybko, ponieważ w moim umyśle odezwała się Irys:– Yeleno, przyjdź natychmiast do szpitala.– Coś ci się stało? – spytałam zaniepokojona.– Nic mi nie jest.Po prostu przyjdź.– Gdzie jest szpital?– Każ Cahilowi, żeby cię zaprowadził.Mentalny kontakt się urwał.Poinformowałam Cahila o żądaniu Irys.Bez ociągania zdjął z Kiki siodło i uzdę.Powiesiliśmy je w siodlarni i skierowaliśmy się do centrum Twierdzy Magów.Musiałam biec truchtem, żeby dotrzymać kroku Cahilowi.– Czy powiedziała, o co chodzi? – rzucił przez ramię.– Nie.Weszliśmy do parterowego budynku z marmurowymi ścianami o kojącej bladobłękitnej barwie przypominającej lód.Młody mężczyzna w białym uniformie przechodził przez hol, zapalając lampy, gdyż słońce już zachodziło.– Gdzie Irys? – zapytałam go.Zrobił zdziwioną minę.– Czwarta magini – wyjaśnił Cahil.– Jest z uzdrowicielem Hayesem – powiedział mężczyzna, a gdy się nie poruszyliśmy, wskazał długi korytarz.– Piąte drzwi po lewej.– Niewiele osób nazywa ją Irys – rzekł Cahil, gdy szybko szliśmy pustym korytarzem.Przystanęliśmy przed wskazanymi drzwiami.– Wejdźcie! – zawołała niecierpliwie Irys, zanim zdążyłam zapukać.Otworzyłam drzwi.Irys stała obok ubranego na biało mężczyzny, zapewne uzdrowiciela Hayesa.Pośrodku pokoju na łóżku leżał ktoś przykryty prześcieradłem i z obandażowaną twarzą.W kącie siedział w fotelu zgarbiony Leif.Wyglądał na przerażonego.Kiedy mnie spostrzegł, zapytał:– Co ona tu robi?– Poprosiłam ją, żeby przyszła.Być może będzie mogła pomóc – odpowiedziała Irys.– Co się dzieje? – spytałam.– Tulę znaleziono w Booruby, była bliska śmierci.Jej umysł uleciał i nie możemy do niej dotrzeć – wyjaśniła Irys.–Musimy się dowiedzieć, kto doprowadził ją do tak strasznego stanu [ Pobierz całość w formacie PDF ]