[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nora Kelly stała w drzwiach.Miała obandażowaną głowę, na żebrach pod szpitalną koszulą nosiła wyście-łany opatrunek.Podeszła do stóp łóżka.‒ Co z nim? ‒ zapytała.‒ Bez zmian.‒ Westchnął.‒ Az tobą? Jak się czujesz?‒ Dużo lepiej.‒ Zawahała się.‒ A ty?D'Agosta pokręcił spuszczoną głową.‒ Poruczniku, chcę panu podziękować.Za wsparcie.Za to, że mi uwierzyłeś.Za wszystko.D'Agosta poczuł, że twarz go pali.‒ Ja nic nie zrobiłem.‒ Zrobiłeś wszystko.Naprawdę.‒ Położyła mu rękę na ramieniu, a potem wyszła.446Zanim ponownie podniósł wzrok, upłynęły dwie godziny.Tym razem w drzwiach stała Laura Hayward.Zobaczyła go i szybko podeszła, pocałowała go lekko, usiadła na sąsiednim krześle.‒ Musisz coś zjeść ‒ powiedziała.‒ Nie możesz tu siedzieć bez przerwy.‒ Nie jestem głodny ‒ mruknął.Nachyliła się bliżej.‒ Vinnie, przykro mi, że cię widzę w takim stanie.Kiedy Pendergast zadzwonił do mnie i powiedział, że zszedłeś do podziemi Ville.‒Przerwała, wzięła go za rękę.‒ Nagle zrozumiałam, że po prostu nie zniosę tego, jeśli cię stracę na zawsze.Posłuchaj.Nie możesz ciągle się obwiniać.‒ Byłem za bardzo wkurzony.Gdybym panował nad sobą, on by nie dostał kulki.Taka jest prawda, sama wiesz.‒ Nie, wcale nie wiem.Kto wie, co by się stało, gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej? To odwieczne pytanie policjantów.wszyscy z tym żyjemy.Zresztą słyszałeś, co mówią lekarze: kryzys minął.Pendergast stracił dużo krwi, ale się wyliże.Na łóżku coś się lekko poruszyło.Oboje podnieśli wzrok.Agent Pendergast przyglądał im się spod przymkniętych powiek.Był blady jak jeszcze nigdy dotąd ‒ śmiertelnie blady ‒ a jego ręce, zawsze szczupłe, teraz wydawały się wychudzone jak patyki.Agent patrzył na nich bez słowa, nie mrugając ciężkimi powiekami.Przez okropną chwilę D'Agosta myślał, że Pendergast nie żyje.Potem jednak poruszył wargami.Oboje nachylili się, żeby lepiej słyszeć.‒ Cieszę się, że dobrze wyglądacie ‒ powiedział.‒ Ty też ‒ odparł D'Agosta, siląc się na uśmiech.‒ Jak się czujesz?‒ Leżałem tu i sporo myślałem.Dziękuję, że dotrzymywałeś mi towarzystwa, Vincent.Co ci się stało w rękę?‒ Złamana kość łokciowa.Nic wielkiego.Powieki Pendergasta zatrzepotały i opadły.Po chwili znowu się uniosły.447‒ Co tam było? ‒ zapytał.‒ Gdzie? ‒ zdziwił się D'Agosta.‒ W sejfie Estebana.‒ Stary testament i akt własności.‒ Ach ‒ szepnął Pendergast.‒ Ostatnia wola i testament Elijaha Estebana.D'Agosta drgnął.‒ Skąd wiedziałeś?‒ Znalazłem grobowiec Elijaha Estebana w podziemiach Ville.Włamano się do niego dosłownie parę minut wcześniej.niewątpliwie, żeby zabrać właśnie ten testament i akt własności.Zakładam, że własności gruntowej.‒ Zgadza się.Do dwudziestoakrowej farmy ‒ potwierdził D'Agosta.Powolne skinienie głową.‒ Farmy, która już nie jest farmą, jak przypuszczam.‒ Trafiłeś.Teraz to dwadzieścia akrów pierwszorzędnych nieruchomości na Manhattanie, rozciągające się pomiędzy Times Square a Madison Avenue, większość budynków z połowy lat czterdziestych.Testament sformułowano w taki sposób, że Esteban otrzymałby bez-sporny tytuł własności jako jedyny spadkobierca.‒ Naturalnie nie próbowałby naprawdę przejąć tej ziemi.Wykorzystałby dokument jako podstawę prawną do niezwykle lukratywnego procesu.nie wątpię, że zakończonego wielomiliardową ugodą.Warte zabójstwa, Vincencie?‒ Może dla niektórych ludzi.Pendergast rozprostował ramiona i ułożył z drobiazgową staranno-ścią na pościeli, dotykając białymi palcami czegoś, co wyglądało na niezwykle kosztowny len.Niewątpliwie należało za to podziękować Proctorowi.‒ Tam, gdzie teraz jest Ville, istniała wcześniej wspólnota religijna.bardzo odmiennego rodzaju ‒ powiedział.‒ Wren poinformował448mnie, że jej pierwotny założyciel został później farmerem na południowym Manhattanie, kiedy wspólnota upadła.Widocznie ten farmer i Elijah Esteban to jedna i ta sama osoba.Po śmierci pochowano go w podziemiach osady, którą założył.razem z kluczowymi dokumentami: testamentem i aktem własności.‒ To ma sens ‒ przyznał D'Agosta.‒ Tylko jak Esteban się o tym dowiedział?‒ Zdaje się, że kiedy odszedł z Hollywood, rozwinął w sobie pasję do studiów genealogicznych.Zatrudnił researchera, żeby dla niego przeglądał stare dokumenty [ Pobierz całość w formacie PDF ]