[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A teraz wpadł w nią Aloysius i tkwił bezradnie w potrzasku, oczekując nadejścia myśliwego, który litościwie dobije go jednym celnym strzałem w głowę.Tyle tylko że Diogenes nie okaże się wcale miłosierny.Przeniósł wzrok na plecak leżący na siedzeniu pasażera.Nie otworzył go, odkąd zapakował do niego wszystkie rzeczy dobrych parę godzin temu.Transcendentalny moment, kiedy spojrzy na – a raczej wgłąb skradzionych diamentów, zbliżał się wielkimi krokami.Chwila wolności, wyzwolenia, na którą czekał od tak dawna.Tylko bowiem w intensywnym, jasnym, złamanym świetle roztaczanym przez brylant o szczególnie głębokiej barwie Diogenes mógł wyrwać się choćby nawet na chwilę ze swego czarno-białego więzienia.Tylko wtedy mógł odnaleźć w sobie najsłabsze i najbardziej pożądane wspomnienia, prawdziwą esencję barw A ze wszystkich kolorów, za jakimi tęsknił, jego największą pasją była czerwień.Czerwień w swych niezliczonych przejawach i odcieniach.Serce Lucyfera.Od tego właśnie zacznie i na tym skończy Od alfy i omegi barw.A potem zajmie się Violą.Wszystkie narzędzia zostały wyczyszczone, wypolerowane i naostrzone najlepiej jak to tylko możliwe.Viola zajmie mu trochę czasu.Była jak najprzedniejsze wino, które po przyniesieniu z piwnicy musi przez jakiś czas przystosować się do temperatury pokojowej, odkorkowane, aby mogło trochę pooddychać, zanim będzie się nim można nacieszyć i wysączyć do ostatniej kropli.Musiała cierpieć, nie ze względu na nią samą, lecz na ślady, które zamierzał pozostawić na jej ciele.A nikt nie zdoła pojąć ich znaczenia lepiej niż Aloysius.To sprawi mu ból niemal porównywalny z tym, jakiego w tych ostatnich chwilach swego życia doświadczy lady Viola.Być może zacznie od zrekonstruowania w przesiąkniętej wilgocią piwnicy małego domku sceny przedstawionej na obrazie Judyta i Holofernes.To było jego ulubione płótno, jeżeli chodziło o Caravaggia.Stał przed tym obrazem całymi godzinami w Galleria Nazionale d'Arte Antica w Rzymie, podziwiając go i chłonąc wzrokiem; ta cudowna zmarszczka determinacji przecinająca czoło Judyty, gdy dokonuje swego krwawego dzieła, sposób ułożenia jej ciała, tak by prócz gołych rąk i nóg nie zachlapać się posoką; jasne strugi krwi buchające ukośnie na posłanie.Tak, to byłby doskonały początek.Może on i Viola mogliby nawet wspólnie pozachwycać się obrazem, zanim się nią zajmie.Judyta i Holofemes.Rzecz jasna role zostaną odwrócone i dołożona zostanie cynowa misa, aby nie zmarnowała się ani jedna kropla tego przecudowne-go szkarłatnego nektaru.Diogenes minął wymarłe miasteczko Gerard Park.Przed nim pojawiła się zatoka Gardiners, matowa zimna tafla barwy cynku upstrzona tu i ówdzie ciemnymi konturami odległych wysepek.Skręcił w prawo, w Gerard Drive, po jednej stronie minął przystań Acabonack, po lewej zaś zatokę.Już niedaleko.Została niecała mila.Uśmiechnął się pod nosem.–Vale, frater – wyszeptał po łacinie.– Vale.Viola przystawiła krzesło do okratowanego okna i patrzyła, jak pierwsze promienie wschodzącego słońca muskają fale czarnego Atlantyku niczym rozmazany ślad kredy na szkolnej tablicy Przyglądała się temu z iście surrealistyczną bezstronnością.To było jak koszmar, z którego nie mogła się obudzić, sen tyleż żywy i realny, co irracjonalny.Najbardziej przerażała ją świadomość, jak wiele trudu i środków włożył Diogenes w stworzenie tej więziennej celi, że pomyślał o ścianach, suficie i podłodze z nitowanych stalowych płyt, drzwiach wyposażonych jak sejf w zamek szyfrowy oraz nietłukących okratowanych oknach i specjalnej instalacji elektrycznej, wodociągowej i kanalizacyjnej.To miejsce było jak cela w ściśle strzeżonym więzieniu, a kto wie, może nawet pod wieloma względami ją przewyższało.Ale dlaczego? Czy to możliwe, że z nadejściem świtu pozostało jej zaledwie parę minut życia?Raz jeszcze odegnała od siebie niespokojne myśli.Już dawno temu pogodziła się z myślą, że ucieczka z tego pokoju jest niemożliwa.W stworzenie tego więzienia włożono naprawdę sporo wysiłku i pomysłowości, wszelkie próby wydostania się stąd, jakie dotąd podjęła, spełzły na niczym.Diogenesa nie było przez całą noc, tak przynajmniej wywnioskowała z uwagi na panującą w całym domu ciszę.Od czasu do czasu krzyczała na całe gardło i tłukła pięściami w drzwi, a w którymś momencie zaczęła walić w nie krzesłem, ale po chwili rozleciało się jej w rękach.Robiła co w jej mocy, ale nikt się nie zjawił.Rozmazana smuga kredy zaczęła nabierać czerwonawego odcienia, nad przetaczającymi się leniwie falami Atlantyku pojawiła się czerwona poświata.Silniejsze podmuchy porywistego wiatru sprawiły, że grzbiety fal pokryły się pióropuszami białej piany Wiatr niósł ze sobą grudki zamarzniętego śniegu; a może to był piasek?Nagle usiadła, czujna i spięta.Usłyszała stłumiony skrzyp otwieranych drzwi.Podbiegła do drzwi i przyłożyła do nich ucho.Z dołu dobiegły ciche dźwięki, odgłos kroków, trzask zamykanych drzwi.Wrócił.Ogarnęło ją nagłe przerażenie i spojrzała przez całą długość pokoju w kierunku okna.Ponad szarymi falami Atlantyku zaczęła się wyłaniać tarcza wschodzącego słońca, lecz zaraz przesłoniły ją ciemne burzowe chmury.Zapowiedział, że wróci o świcie.Aby dokonać jej egzekucji.Viola przygryzła górną wargę [ Pobierz całość w formacie PDF ]