[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jedno zatoczyło się nisko i stojące najbliżej orki zareagowały odpowiednio.tymczasem prowadzący elf – Drizzt już poznał, że były to elfy z powierzchni – po prostu przeturlał się między nimi, zaś jego towarzysz natarł wysoko, ponad zastawami.Orki wrzasnęły i padły, zaś kolejne zaczęły napierać.One też zginęły.Łowca otrząsnął się z oczarowania tym zadziwiającym spektaklem tańca tak doskonałego i pełnego wdzięku, jakiego nigdy w życiu nie widział.Specjalnie odwrócił się plecami do tej pary, nie chcąc się rozpraszać i zaatakował stojące najbliżej orki, które niespodziewanie, lecz całkiem zrozumiale, zaczęły okazywać większy zapał do ucieczki.Dopadł kilka i zabił, a reszta uciekła z wyciem po swoich śladach.Niebezpieczeństwo minęło, walka została wygrana.Odwrócił się ku nieznanym sprzymierzeńcom, salutując im jednym z sejmitarów.Mężczyzna, oddychając ciężko, lecz z uśmiechem na twarzy, zasalutował mu zakrwawionym mieczem.I niemal zwalił drowa z nóg krótkim zdaniem:– Miło cię znów widzieć, Drizzcie Do’Urdenie.7 POZA GRANICAMI CZASU– Słyszałem o waszej cytadeli – powiedział Nanfoodle do Nikwilliga.Gnom spacerował sobie poza zachodnią bramą Mithrilowej Hali, gdy natknął się na innego gościa w fortecy Battlehammerów, siedzącego na płaskim kamieniu w Dolinie Strażnika.Z północy, z oddali, dobiegały odgłosy walki.– Jest tam mój krewniak Tred – powiedział Nikwillig.– Boisz się o niego – podsunął gnom.– O Treda? – roześmiał się krasnolud.– W życiu! Swoją drogą, nazywam się Nikwillig, mały, a ty jesteś.?– Nanfoodle Buswilligan, do usług, szlachetny krasnoludzie – odparł gnom, kłaniając się grzecznie.– Podobnie jak ty, gość Mithrilowej Hali.– Przybywasz z Silverymoon?– Z Mirabaru – wyjaśnił Nanfoodle.– Służę markizowi Elastulowi jako jego główny alchemik.– Alchemik? – powtórzył Nikwillig, a jego ton wskazywał, że nie przywiązuje wielkiej wagi do tej formy sztuki.– A co alchemik robi w szerokim świecie?To pytanie uruchomiło w głowie Nanfoodle’a dzwonki alarmowe.Pomyślał, że biorąc pod uwagę prawdziwy charakter swojej misji, być może nie powinien być tak bezpośredni.Torgar i pozostali byli mieszkańcy Mirabaru z pewnością znali jego prawdziwe stanowisko w mieście, ale po co rozgłaszać to wszem i wobec?– Sądzę, że markiz lepiej by zrobił, przysyłając nam doradcę – dodał krasnolud.– Nie wiedzieliśmy, że Mithrilowa Hala jest w stanie wojny – odparł Nanfoodle.W tej samej chwili nad nimi zagrały rogi, po czym rozległ się ryk towarzyszący kolejnej krasnoludzkiej szarży.– Przybyłem tu wraz ze sceptraną, śladami wielu mirabarskich krasnoludów.– Słyszałem o tym – odparł Nikwillig.Odwrócił się w stronę klifu za plecami i pokiwał głową.– Z tego, co słyszę, wnioskuję, że są tam Torgar i jego chłopcy.– Co przysparza Mirabarowi dumy, choć nie przynależą już do Mirabaru.– Przybyłeś namówić ich do powrotu, co? Nanfoodle pokręcił głową.– Sprawdzić, jak im się wiedzie – odparł gnom.– Zobaczyć, czy ich podróż minęła dobrze i czy odpowiednio ich przyjęto.Musimy odbudować kilka mostów.niechęć nie pomaga ani Mirabarowi, ani Mithrilowej Hali.Jakże Nanfoodle żałował, iż nie może wierzyć w swoje słowa tak mocno, jak je wypowiadał!– Aha – wymamrotał Nikwillig.– Cóż, nie martw się zatem.Nie ma na świecie lepszych gospodarzy niż król Bruenor i jego krewni, chyba że w Cytadeli Felbarr, na dworze króla Emerusa Warcrowna.– Czy przyjęli dobrze ciebie i twojego przyjaciela?– A jak sądzisz, dlaczego król Bruenor tak źle wygląda? – spytał Nikwillig.– Polował na bandę orków i gigantów, które dorwały mnie i Treda.Odpłaciliśmy im, choć koniec końców na polu pojawiło się zbyt wielu orków.Tiaa.nie ma lepszego druha, niż Bruenor Battlehammer.– Jak wasz król zareaguje na ten atak? – spytał zaciekawiony Nanfoodle.Gnom zawsze bardzo doceniał więzi łączące krasnoludy i był jednym z najbardziej donośnych głosów, ostrzegających markiza Elastula i jego doradców, że mogą pożałować takiego traktowania Torgara Hammerstrikera.Nanfoodle’a poruszył fakt, iż krasnolud z Cytadeli Felbarr, najbliższego sąsiada Mithrilowej Hali i z pewnością jej konkurenta w handlu, wypowiadał się tak dobrze o Bruenorze i jego krewnych.Gnom popatrzył na wysoki klif, myśląc, że Tred właśnie tam walczy, ryzykując życie dla nie swojego królestwa.Był tam także Torgar i Shingles McRuff, bez wątpienia walcząc z taką samą zaciekłością, z jaką broniliby Mirabaru.Nanfoodle zaczął zadawać następne pytanie, lecz krasnolud nagle uniósł głowę i popatrzył za jego plecy.Zeskoczył z kamienia i minął gnoma, by powitać krasnoluda w długich szatach.– Co z królem Bruenorem? – spytał.– Byłeś u niego? Młody, lecz zmęczony krasnolud rozprostował ramiona, wygładził szaty i wsunął brązową brodę za szarfę, którą był przepasany.– Witaj znów, Nikwilligu z Cytadeli Felbarr – powiedział.– To mój nowy przyjaciel, Nanfoodle – Nikwillig przedstawił gnoma, ciągnąc go do przodu.– Tak, z Mirabaru – odparł krasnolud, mocno potrząsając niewielką dłonią Nanfoodle’a.– Cordio Muffmhead, do usług.– Kapłan Moradina – zauważył gnom, a Cordio skłonił się nisko.– Tak, właśnie odszedłem od łoża króla Bruenora, gdzie dziś ponownie wraz z kilkoma innymi wyczerpywaliśmy dla niego nasze moce.– Zyskaliście coś? – spytał Nikwillig.– Tak myśleliśmy – odparł przybity kapłan.– Król wymamrotał już kilka słów i sądziliśmy, że znalazł drogę powrotną.Lecz on wołał swego ojca i dziada, ostrzegał przed jakimś cieniem.– Cieniem? – spytał Nanfoodle.– Może chodziło mu o cienistego smoka – dodał Cordio.– Król spoglądał w przeszłość – wyjaśnił Nikwillig.– W głęboką przeszłość z czasów, gdy klan Battlehammer został wygnany z Mithrilowej Hali, by osiąść w Dolinie Lodowego Wichru.– Tam się urodziłem – powiedział Cordio.– Nigdy nie byłem w Mithrilowej Hali, póki król jej nie odzyskał.Cóż to była za walka! Byłem tam, walczyłem ramię w ramię z Dagnabbitem, najlepszym z młodych wojowników naszego klanu.– Dagnabbit zginął w Płyciznach – wyjaśnił Nanfoodle’owi Nikwillig, a gnom ukłonił się z szacunkiem kapłanowi.– Tego dnia straciłem dobrego druha – przyznał Cordio – lecz zginął w boju z orkami.nie ma lepszej śmierci dla krasnoluda.Cordio odwrócił się i odszedł od płaskiego kamienia.W okolicy kręciło się wiele krasnoludów, dostarczając zapasy: po sznurowych drabinach dla Banaka Brawnanvila i jego chłopców oraz na zachód, gdzie ich oddziały okopywały się w Dolinie Strażnika.Inne wracały od skalnej ściany na północy, niosąc rannych i zabitych.– Te ziemie mają długą i krwawą przeszłość – zauważył Cordio.– Wielu krasnoludów tu zginęło.– I jeszcze więcej orków – przypomniał Nanfoodle.– Nie mówiąc już o goblinach [ Pobierz całość w formacie PDF ]