[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Chyba pójdę do domu – bąknęła.Nie obchodziło ją, że ma jeszcze dwie lekcje.– Odprowadzę cię.– Nic mi nie jest.Uśmiechnął się.– Lepiej będzie, jak cię odprowadzę – powiedział, po czym się przedstawił.Szli w milczeniu, a on niósł jej plecak.Pod domem nachylił się w jej stronę i pocałował ją znienacka.Miał pełne, miękkie usta.Do tej pory ma w pamięci smak tego pocałunku.Odsunęła się i dotknęła palcami swoich gorących warg.Przedtem całowała się tylko z Rafałem.Tylko że tamte pocałunki tak nie smakowały.Tamte były nachalne i bez polotu.– Muszę już iść.– Matylda była speszona.– Co powiesz na to, aby to powtórzyć?– Co powtórzyć?– Pocałunek.Uśmiechnęła się do niego.– Czas pokaże.– Machnęła do niego ręką i wbiegła po schodach do domu.Serce biło jej jak oszalałe.Taki chłopak jak Miłosz chciał ją całować, czyż to nie jest piękne?Zaczęli się spotykać.To była szalona, piękna, młodzieńcza miłość.Całowali się, dotykali, aż pewnego dnia wylądowali w łóżku.Nieudolne pieszczoty, żarłoczne pocałunki, rozpalone ciała.Mieli naście lat, a w tym wieku najpiękniej jest przeżywać miłość.W dniu osiemnastych urodzin dowiedziała się, że jest w ciąży.Czekała na okres ponad dwa tygodnie, a kiedy zwymiotowała, była już pewna, co jej dolega.Powiedziała o tym Miłoszowi, a on obiecał jej, że zajmie się nią i dzieckiem, że poszuka sobie pracy, że będzie kochał ją i dziecko.Był młody, zapewne sam bardzo się bał, ale wiedziała, że nie kłamie.– Pobierzemy się – powiedział, a ona płakała.– Jesteśmy tacy młodzi.– I będziemy mieli dziecko.– Będziemy.– Bała się tej zabawy w dom, obietnic składanych sobie aż po grób, że to już na zawsze, że do śmierci, że już tylko on i ona.Całe życie przed nimi, a tu takie decyzje.W dziewiątym tygodniu poroniła.Sama dziwiła się swojej rozpaczy.Powinna się cieszyć, że sytuacja sama się rozwiązała, a jednak odczuwała ogromny ból.Miłosz był wtedy przy niej.Wtedy już wiedziała, była pewna, że on i żaden inny…ROZDZIAŁ 10– Nie uwierzysz, kogo dzisiaj spotkałam? – zawołała Ewa w stronę kuchni.– Mów.– Brat wyszedł na korytarz z półmiskiem parującego makaronu z pomidorowym sosem.– Norberta.– Tego Norberta? Co on tu robi?– Przyjechał na jakiś czas.Dałam mu twój numer telefonu.Michał się skrzywił.– Coś nie tak?– Nigdy za nim nie przepadałem.– Myślałam, że się przyjaźniliście.– Przez jakiś czas.– Brat przeszedł do pokoju, a Ewa podreptała za nim.– I dlaczego wasza znajomość się rozpadła?– Przez kobietę.– Michał usiadł na kanapie, a nogi oparł o stolik.Ewa uniosła do góry brwi.– Poderwał ci ją czy ty jemu?– Przeleciał ją.– Trafił swój na swego – uśmiechnęła się pod nosem.– To taki typ, co przeleciałby każdą, która by mu się nawinęła.– Nie znasz go teraz.Wydawał się sympatyczny.– Akurat.– Ile czasu się nie widzieliście? Piętnaście lat? Ludzie się zmieniają, dojrzewają.Michał zaczął się śmiać.– Nie takie typy jak Norbercik.Co o nim wiesz? – Brat zamieszał widelcem w makaronie.„Jak on może codziennie jeść makaron polany pomidorowym sosem z puszki?” – pomyślała Ewa, unosząc brwi w geście zdziwienia.– Dopiero się spotkaliśmy.Chwilę rozmawialiśmy.Jest nieziemsko przystojny, prowadzi własną firmę.– Żonaty?– No, co ty.– A czemu nie?– Temu, że nie spotkał na swojej drodze odpowiedniej kobiety.Michał się roześmiał.– Czyli miał ich setki i w każdej coś mu nie pasowało.Mówi ci to ekspert w podrywaniu.– Wcale nie jest łatwo znaleźć tę jedyną.– Nie kupuję tego.– Michał głośno przeżuwał jedzenie.– Taki facet jak on nie miałby problemu ze znalezieniem kobiety, która byłaby odpowiednia.Może przebierać w kobietach jak w ulęgałkach.– Może i masz rację, ale możesz też się mylić.Zaprosił mnie na kolację i na spacer.– Zaraz się porzygam – skwitował Michał.– A to czemu?– Po prostu wie, jak poderwać kobietę.Tanie chwyty ma przećwiczone na naiwnych babkach.Po co ci to?„By zapomnieć o Pawle” – pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos.– Kochasz Pawła – skwitował jej brat.– W miłości to tak nie działa, że klin klinem…Ewa zmarkotniała.Pewnie, że go kochała, ale on jej nie chciał.Od kilku tygodni do niej nie dzwonił.Przestało mu zależeć.Ewidentnie mu nie zależało.– No właśnie.Twoje milczenie mówi samo za siebie.Daruj sobie, dobrze ci radzę jako kochający brat.Michał uważał temat za zakończony.Chwycił pilota i włączył mecz.Ewa poszła do gościnnego pokoju i usiadła na łóżku.Jak długo ma jeszcze czekać? Kiedy jej serce przestanie żwawiej bić na każde wspomnienie o Pawle?Westchnęła ciężko.„Zatem póki się nie wyleczę, nie będę spotykała się z Norbertem” – postanowiła.Ewa z uśmiechem na twarzy weszła do sklepu.Postanowiła ugotować na obiad porową zupę krem z dodatkiem czosnkowych grzanek.Chodziła po sklepie i wybierała produkty, kiedy jej wzrok spoczął na męskiej kamizelce w bordowe pasy.Taką kamizelkę podarowała kiedyś Pawłowi.Przeniosła wzrok wyżej i napotkała jego spojrzenie.Paweł stał przed nią i gapił się w jej kierunku.Oboje nie wiedzieli, jak się zachować.Ona trzymała w ręku pora, on pchał wózek z zakupami.Odruchowo spojrzała na jego zakupy.Mrożonki, cola.Źle się odżywia, ona by mu ugotowała jego ulubioną pomidorową.Stop! Jej już nie ma w jego życiu.– Cześć – powiedział cicho.– Cześć – odpowiedziała.To była ich pierwsza konfrontacja od momentu felernego spotkania, podczas którego ona zaprezentowała się jak sto tysięcy nieszczęść.Całe szczęście, że dzisiaj wyglądała o niebo lepiej.– Wszystko u ciebie w porządku? – zapytał.– Tak.Nie, nie jest w porządku.Tęsknię do ciebie.– To dobrze – odparł.– Martwię się o ciebie.– Naprawdę?– Tak.– A jak tam twoja praca?– Dyżury, dyżury…– A więc nic się nie zmieniło – zakpiła.W jego życiu nie było dla niej miejsca.– Odeszłaś tak nagle.– Sam się o to prosiłeś.– To nieprawda.Zapadło kłopotliwe milczenie.– Źle mi bez ciebie.– Te słowa wypowiedział z prawdziwym smutkiem.– Z czasem poczujesz się lepiej.– Nie mogła darować sobie złośliwości.– Z czasem…Znów to cholerne milczenie.Dwoje bliskich sobie niegdyś osób jest teraz od siebie tak bardzo daleko.A przecież znali się na wylot [ Pobierz całość w formacie PDF ]