[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Napisała do Bena dziesiątki SMS-ów i wszystkie skasowała przed wysłaniem.Chciała do niego zadzwonić, ale się rozmyśliła.Miała nadzieję, że jakimś magicznym sposobem to on do niej zadzwoni.Nie zamierzała odbierać, chciała tylko wiedzieć, że mąż o niej myśli i nie jest z Romily.Gdzie indziej mógłby pójść?Londyn okazał się nieznośny, lecz powrót pociągiem do domu także nie poprawił Claire samopoczucia.Odebrała samochód z podziemnego parkingu przy stacji i pojechała do domu.Na podjeździe stało BMW Bena, na widok którego serce Claire podskoczyło w piersi, a później zamarło.Zanim zdążyła wejść do domu, Ben otworzył drzwi od środka.Stali po przeciwnych stronach progu.Claire trzymała w ręku weekendową torbę, a Ben walizkę.– Cześć – powiedziała.To był Ben, jej mąż i jedyna miłość.Wyglądał tak jak zwykle.Nie ruszył się, żeby ją pocałować.Wyglądał na zdenerwowanego, jakby przyłapała go na gorącym uczynku.– Byłam w Londynie – oznajmiła Claire.– Dobrze się bawiłaś?– Cóż…Ben kiwnął głową.– Przyjechałem po swoje rzeczy.– Gdzie… gdzie byłeś?– W George.Czyli po przeciwnej stronie Brickham niż ta, w której położone jest mieszkanie Romily.– Widziałeś się z…– Z nikim się nie widziałem.Przez cały weekend rozmyślałem.Claire nie mogła uwierzyć, że widzi Bena.Czuła, że gdyby się uśmiechnęła i dotknęła męża, mogliby wrócić do tego, co było.Jednak coś się między nimi bezpowrotnie zmieniło.Ich wieloletnie porozumienie nagle przestało się liczyć, jakby odwykli od bycia małżeństwem i nie potrafili już tego zmienić.– To takie dziwne – zauważył Ben – i okropne.Skoro tak powiedział, Claire nie mogła mu przyznać racji, chociaż czuła dokładnie to samo.W końcu to ona wyrzuciła go z domu.– Co zamierzasz zrobić? – zapytała.– Nie wiem.Nie mogę zostać w George.Podają tam koszmarne śniadania.Ben próbował żartować.Tak łatwo byłoby się uśmiechnąć.– Mógłbym wrócić do domu – kontynuował – jeśli się zgodzisz.Bez ciebie nic nie jest takie, jakie być powinno.Pozwól mi wrócić, Claire.Kocham cię.To, co łączy mnie z Romily…Nie chciałem powiedzieć tego wszystkiego.Byłem zaskoczony.Nie uważam, że romans byłby uczciwszy.Nie mógłbym cię zdradzić.Przez myśl mi to nie przeszło.To ciebie kocham.– Ale coś do niej czujesz.– Przysięgam ci, że tamte uczucia się nie liczą.– A gdybyś musiał wybrać między mną a Romily i dzieckiem?– Co masz na myśli?– To jej dziecko.Romily chce je zatrzymać.– Naprawdę?Claire wydawało się, że Ben wygląda tak jak zawsze.Po tych słowach się zmienił, skurczył, jakby jakaś cząstka niego, która podtrzymywała go na duchu, umarła.– Nie wiedziałem.Mówiła ci, że chce je zatrzymać? Powiedziała to wprost?– Napisała w listach.– Ale co dokładnie?– Pisała, że je kocha i pragnie zatrzymać: dziecko w połowie należące do niej, a w połowie do mężczyzny, którego kocha.– A kiedy ją o to zapytałaś…– Nie zaprzeczyła.Jak mogłaby zrezygnować z dziecka, które kocha?– Skoro mówi, że je nam odda, to tak zrobi – odparł Ben trzęsącym się głosem.– Jakim cudem? Przecież opisała swoje prawdziwe uczucia w listach.– To chłopiec, prawda? – zapytał Ben.– Skąd ona to wie?– Musieli jej powiedzieć podczas badania po wypadku.Nie pokazała nam zdjęcia.– Mam syna – powiedział cicho Ben.– Kogo byś wybrał? – powtórzyła swoje pytanie Claire.– Muszę to wiedzieć.Jeśli Romily zatrzyma dziecko, kogo wybierzesz?– Nie mogę wybierać pomiędzy żoną a synem.– A więc wybrałbyś związek z nią i dziecko.– Nie każ mi wybierać – poprosił.– Nie mogę tego zrobić.Claire czuła się okropnie, patrząc na cierpienie Bena, nie podchodząc do niego i nie dotykając go.– W takim razie już wybrałeś – powiedziała.– Romily? Dlaczego nie możemy się spotkać w weekend z Benem i Claire?– Chyba są zajęci, Pose.– Ale w zeszłym tygodniu też się nie widzieliśmy, a Claire obiecała ze mną obejrzeć balet.Ćwiczyłam trochę.– Wiem o tym.Świetnie ci szło.Jestem z ciebie dumna.Teraz ty rozdajesz.– Znudziła mi się ta gra.– Możemy iść do parku, jeśli chcesz.– Z Jarvisem?– On chyba też jest zajęty.– Wszyscy mają co robić, poza nami.– Przykro mi, Pose.– Wyglądasz na chorą.Znowu wymiotowałaś?– Nie, to przez dziecko.Kiepsko sypiam.Nic mi nie jest.Nie martw się.– Czy maleństwo niedługo się urodzi?– Po Bożym Narodzeniu i Nowym Roku.– I wszyscy będziemy z tobą w szpitalu? Czy poród jest obrzydliwy? Czy podczas parcia można niechcący zrobić kupę?– Rozdajesz, czy idziemy do parku?– A co będziemy robić w święta?– Jeszcze nie wiem, Pose.Może zaplanujemy sobie leniwy dzień tylko we dwie, tak jak lubimy?– A może wybierzemy się wszyscy do domu Bena i Claire? Jarvis mówi, że ma dużo rodzeństwa.Może też by ich zaprosił? Czy Claire umie robić pudding figowy?– Nie wiem, ale kupię nam pudding w sklepie i odgrzejemy go sobie w mikrofalówce.– Zadzwonię do Claire i zapytam.– Nie! Nie rób tego.Może spędzimy trochę czasu tylko we dwie? Czy to mało?ERGORomily zdarzało się już wyłączać telefon na dosyć długo, zazwyczaj kiedy pochłonięta była pracą, lub, całkiem niedawno, gdy nie chciała rozmawiać z Jarvisem.Teraz jednak osiągnęła zupełnie nowy poziom unikania kontaktów ze światem.Nosiła ze sobą telefon – w tak zaawansowanej ciąży i po tym, co spotkało ją na plaży, byłaby głupia, gdyby postępowała inaczej.W razie konieczności mogła go włączyć i w ciągu kilku sekund połączyć się z oddziałem położniczym.W innej wyjątkowej sytuacji mogła złożyć zamówienie i po dwudziestu minutach mieć w domu gorącą pizzę [ Pobierz całość w formacie PDF ]