[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tamtej nocy kochała się ze Spence'em po raz pierwszy.I była pewna, że to tamtej nocy poczęło się ich dziecko.Przez ułamek sekundy wahała się, czy nie zawrócić.Pójdzie do siebie, rozpakuje rzeczy, odpocznie.Ale to by oznaczało dalsze ukrywanie się, a ukrywała się już dostatecznie długo.Zdobyła się wreszcie na odwagę i zapukała.Drzwi otworzyła Freddie.Pisnęła z radości i rzuciła się jej na szyję.- Wróciłaś! Wróciłaś! Czekałam na ciebie cały czas.Natasza przytuliła dziewczynkę.Tego właśnie pragnęła, uzmysłowiła sobie, ukrywając twarz we włosach Freddie.Jak mogła być taka głupia?- Nie było mnie tylko trochę - usprawiedliwiała się.- Nieprawda.Długo cię nie było.Kupiliśmy drzewko i lampki i przygotowaliśmy dla ciebie prezent.Sama go wybrałam.Nie wyjeżdżaj znowu.- Nie wyjadę - uspokoiła ją Natasza.- Na pewno.- Weszły do środka.- Nie widziałaś mojego przedstawienia.Byłam aniołem.- Przepraszam.- Mam swoją aureolę, to ci pokażę, jak wyglądałam.- Koniecznie.Freddie wzięła ją za rękę.- Raz się pomyliłam, ale potem sobie przypomniałam.Mikey zapomniał, co ma mówić.Ja mówiłam: „Dzieciątko narodziło się w Betlejem” i „Pokój na ziemi”, i śpiewałam „A słowo ciałem się stało”.Co to znaczy „ciałem się stało”?Po raz pierwszy od paru dni Natasza serdecznie się roześmiała.- Szkoda, że tego nie słyszałam.Zaśpiewasz mi później?- Dobrze.Pieczemy ciasteczka.- Wciąż trzymając Nataszę za rękę, pociągnęła ją do kuchni.- Tatuś ci pomaga?- Nie, wyszedł.Powiedział, że niedługo wróci i pomoże.Obiecał.Natasza poczuła ulgę połączoną z rozczarowaniem.- Vero, Nata wróciła - oznajmiła radośnie dziewczynka, gdy weszły do kuchni.- Widzę.- Gosposia wydęła wargi.Właśnie wtedy, gdy pomyślała sobie, że Natasza mogłaby być wystarczająco dobra dla seńora i jego dziecka, ta kobieta wyjechała bez słowa.Znała jednak swoje obowiązki.- Napije się pani kawy czy herbaty? - spytała.- Nie, dziękuję.Nie chcę pani przeszkadzać.- Musisz zostać.- Freddie znowu chwyciła ją za rękę.- Patrz, zrobiłam bałwany i renifery, i Mikołaje.- Pokazywała małe kruche ciasteczka.- Chcesz jedno?- Piękne.- Natasza przypatrzyła się małemu bałwanowi posypanemu czerwonym cukrem.- Będziesz płakać? - spytała Freddie.- Nie.- Natasza zamrugała powiekami.- Po prostu cieszę się, że jestem w domu.Kiedy to mówiła, drzwi do kuchni otworzyły się i w progu stanął Spence.Wstrzymała oddech.Zaskoczony milczał.Miał wrażenie, jakby zjawiła się tutaj wprost z jego myśli.Miała jeszcze śnieg na włosach i na płaszczu.- Tatusiu, Nata wróciła - oznajmiła Freddie podbiegając do niego.- Będzie piekła z nami ciasteczka.Vera energicznie ściągnęła fartuch.Wszelkie wątpliwości co do Nataszy rozwiały się, gdy popatrzyła na jej twarz.Poznała od razu, że jest zakochana.- Chodź, Freddie - zwróciła się do dziewczynki.- Mamy za mało mąki.Musimy pójść do sklepu.- Aleja chcę.- Chcesz piec, a więc potrzebujemy mąki.Włóż płaszcz.- Wyprowadziła dziewczynkę z kuchni.Natasza i Spence stali bez ruchu.W kuchni było tak gorąco, że po chwili zakręciło jej się w głowie.Zdjęła płaszcz i położyła go na oparciu krzesła.Chciała porozmawiać ze Spence'em, a nie będzie mogła tego zrobić, jeśli zasłabnie.- Spence - zaczęła, odetchnąwszy głęboko.- Miałam nadzieję, że porozmawiamy.- Widzę.A więc jednak uznałaś, że rozmowa to niezły pomysł.Zaczęła mówić, ale kiedy usłyszała dzwonek przy piekarniku, przerwała, by wyjąć blachę z ciasteczkami.Przy okazji starała się zebrać myśli.- Masz rację, że byłeś na mnie zły - powiedziała po chwili.- Fatalnie się zachowałam.Teraz proszę, żebyś mnie wysłuchał, i mam nadzieję, że mi wybaczysz.Przyglądał jej się w milczeniu przez dłuższą chwilę.- Potrafisz uprzedzić atak - odezwał się wreszcie.- Nie przyszłam tu, żeby się z tobą kłócić.Miałam czas na zastanowienie się i doszłam do wniosku, że najgorsze co mogłam zrobić, to wyjechać.- Spuściła wzrok.- Ta ucieczka była niewybaczalna.Mogę tylko powiedzieć, że bałam się i byłam tak zaszokowana i wzburzona, że nie mogłam trzeźwo myśleć.- Mam jedno pytanie - przerwał jej i poczekał, aż na niego popatrzy.Musiał zobaczyć jej twarz.- Czy wciąż nosisz to dziecko?- Tak.- Zakłopotanie zmieniło się w świadomość, świadomość w żal.- Och, Spence, wybacz, wybacz mi, myślałeś, że mogłabym.- Powstrzymywała łzy.- Przepraszam, że tak myślałeś.To przeze mnie.Byłam przez parę dni u Michaiła.- Zamilkła na chwilę.- Mogę usiąść?Skinął głową i podszedł do okna.Oparł dłonie na parapecie.Patrzył na padający za oknem śnieg.- Odchodziłem od zmysłów - mówił.- Głowiłem się, gdzie jesteś, co się z tobą dzieje.Byłem przerażony, że zrobisz coś, zanim zdążymy porozmawiać, a potem już będzie za późno.Byłaś w takim stanie.- Nigdy w życiu nie zrobiłabym tego, o czym pomyślałeś, Spence.To nasze dziecko.- Mówiłaś, że go nie chcesz.- Odwrócił się od okna.- Mówiłaś, że nie chcesz znowu przez to przechodzić.- Bałam się - przyznała.- To prawda.Nie chciałam być w ciąży, nie teraz.W ogóle nie chciałam.Muszę ci wszystko opowiedzieć.Tak bardzo pragnął chwycić ją w ramiona, przytulić, zapewnić, że nic już teraz nie ma znaczenia.Ale wiedział, że ma.Podszedł do kuchenki.- Zrobić ci kawy? - spytał.- Nie.Mdli mnie od kawy.- Uśmiechnęła się.- Możesz usiąść?- Dobrze.- Usiadł przy stole naprzeciw niej i spojrzał jej prosto w oczy.- A teraz mów.- Wspomniałam ci już, że byłam zakochana w Anthonym, kiedy tańczyłam w balecie.Miałam zaledwie siedemnaście lat, jak zostaliśmy kochankami.To był mój pierwszy mężczyzna.I ostatni aż do czasu, kiedy poznałam ciebie.- Dlaczego?Odpowiedź była dużo łatwiejsza niż sądziła.- Bo nikogo innego nie kochałam.Moje uczucie do ciebie jest zupełnie inne niż to, jakie żywiłam do Anthony'ego.Z tobą to nie są marzenia o księżniczce i rycerzu z bajki.Uczucie do ciebie jest czymś rzeczywistym, prawdziwym.To coś normalnego w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa.Rozumiesz, o co mi chodzi?- Tak.- Popatrzył na nią.W kuchni było cicho i przytulnie.Rozchodził się zapach ciasteczek i cynamonu.- Bałam się zbyt silnie zaangażować po tym, co zaszło między Anthonym a mną.- Odczekała chwilę zdziwiona, że nie czuje już ani bólu, ani smutku.- Wierzyłam mu, wierzyłam we wszystko, co mówił, co obiecywał [ Pobierz całość w formacie PDF ]