[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeżeli Gawrił dostanie tamtego, to jaka moja rola? Czy po powrocie (jeśli będzie powrót) mam pójść na milicję i lojalnie za-meldować - uspokajając sumienie i zachowując się praworządnie - że w tajdze byłem świadkiem zabójstwa człowieka.Czy Gawrił przyjmie takie rozwiązanie? A jeśli nie takie, to jakie? Oto dylemat, który miałsię teraz rozstrzygnąć.Rozstrzygnięcie zmierzało w kierunku jedno-znacznym, ostatecznym.Duszą byłem z Gawriłem.To jego dobro, prawo i praca zostały przez jakiegoś gada-kanalię naruszone.Jego gniew był słuszny.Sposób dochodzenia swoich praw w głuszy tajgi, niestety, jedynie możliwy, skuteczny i aprobowany.Tu milicja nie przyjdzie, nie będzie dochodziła kradzieży tego rodzaju.Milicja nie przyjmie meldunku o przestępstwie, gdyż ona też jest przekonana, że w tajdze każdy sam siebie broni i zaopatruje.Jeżeli tak myśli większość i tak nakazuje tradycja, to Gawrił nie zamierza dokonać zabójstwa z premedytacją lub w afekcie.Zamierza wykonać akt sprawiedliwości jedynym skutecznym sposobem, bronić swoich słusznych praw.Czy bałem się? Nie było za dużo czasu na strach.Trzeba było in-tensywnie myśleć, jak cało wynieść skórę z tej opresji.Owszem, bałem się też, ale znacznie bardziej żałowałem, że nie mam przy sobie swego sztucera „mauzer 8x57J” i przynajmniej czterech sztuk amunicji pod zamkiem.Wtedy nasza sytuacja byłaby klarowniejsza.A tak pozostała wiara w zwycięstwo Gawriła.Reszta później się wyjaśni.Jako ewentualna broń pozostała mi, leżąca na podłodze, siekiera.Niech będzie pod ręką.W bezpośredniej bliskości łatwo nie sprzedam skóry.Pościg trwał w milczeniu.Byłem przekonany, że jakiekolwiek argumenty za przerwaniem pościgu nie dadzą żadnego rezultatu.Taki obrót sprawy byłby sprzeczny z naturą tutejszych ludzi - Burunduków.Nie strzępiłem więc zbędnie języka.Pościgowi przyglądała się drzemiąca tajga.Przejechaliśmy kilka kilometrów, a na drodze jakby przybyło śladów.Z daleka wydaje się, że zostawiło je kilka osób.Gawriłzatrzymuje ciągnik i obserwuje ślady.Ja oglądam je przez lornetkę.Oddaję ją Gawriłowi.Ogląda długo i stwierdza: odeszli.Podjeżdżamy do śladów.Wychodzimy, Gawrił z bronią.Stwierdzamy, że z tajgi do znanego nam śladu dołączył ślad sanek zaprzężonych w syberyjskiego konia - kuca.Dostrzegamy też dodatkowe ślady dwóch osób oraz psów.Odbyli tu krótką naradę, bo zadeptany odcinek drogi miałkolisty kształt, a ślady były odciśnięte w bliskiej odległości i nakła-dały się.Deptali tu i naradzali się.Pewnie usłyszeli nas wcześniej.Sanki odjechały, czego dowodziły odciśnięte kopyta.Z pewnością teraz skręcają w tajgę.Na nas zaczekają w miejscu, gdzie nie będzie można jechać ciągnikiem.Gawrił milczał i patrzył.W końcu rzekł: - Dotychczas my na niego polowaliśmy, teraz oni polują na nas.Zawracamy natychmiast na zimnik, musimy spotkać się z tamtymi.Zawrócił.Gnał jak mógł najszybciej.Zjeżdżając ze stromizn, płużył niekontrolowanie jak sanki, zatrzymując się na dnie kotliny.Na umówionym miejscu znaleźliśmy się kilka minut po jedenastej.Gawrił zatrzymał ciągnik i zgasił silnik.Zdjął czapkę i rozpiął kufajkę.Milczał, a wzrok miał utkwiony w zimnik.Myślał i w końcu przemówił:- Te suki (w tajdze najbardziej obraźliwe słowo) muszą być moskalami, byłymi zekami, bo się mszczą na pustych kapkanach.Miejscowy tego nie zrobi.Muszą mieszkać niedaleko, lub mają spółkę z miejscowym, gdyż mają konia, a tych z daleka się nie przywozi.Wiedzą, że przerwaliśmy pościg.Spodziewają się, że przybędziemy z posiłkami.Nie mogą zatrzeć śladów, bo śnieg nie pada.Jedynym możliwym dla nich rozwiązaniem jest wyjście na zimnik i przez Czosnykowkę do Angary.Tam łodzią do Usolcewa i dalej.Jeżeli zrobią inaczej, to jutro wygnieciemy ich jak wszy.Teraz musimy jak najszybciej dotrzeć do Czosnykowki.Po Jacka i Sławika trzeba przysłać urała.Zimowle ściągnie później ciągnik.Teraz nie ma czasu, wiezdiechod z ludźmi powinien jak najszybciej pojawić się na przeprawie pod Usolcewem.Podziwiałem trafność oceny sytuacji i nigdy nie chciałbym zostać przeciwnikiem Burunduka.Byłbym bez szans.Ile było pary w silniku, tyle na gąsienicach.To nie była zwykła jazda, to była szarża czołgowa, jak z batalistycznego filmu.Po godzinie byliśmy w Czosnykowce.Wysadził mnie przed chatą Wasi i Stiepana.Od stojącego pod stołówką brygady urała podszedł do nas uśmiechnięty, z rozłożonymi do powitania rękami, Stiepan.- Witajcie, witajcie myśliwi w domu.Co tam słychać?- Witaj, witaj, Stiopeńka - odpowiada pośpiesznie Gawrił.- Szli lub jechali dzisiaj przez Czosnykowkę jacyś myśliwi?- Jechali, a bo co?- Skąd byli, gdzie pojechali, jak wyglądali?- Było ich trzech, dwóch mężczyzn i jeden chłopak - podrostek, na sankach, konik bułanej maści.Mieli cztery psy.Nie zatrzymywali się.Chyba są z Usolcewa, bo jeden chyba był podobny do tego, od którego latem kupowałem śmietanę.Niebiański uśmiech rozpłynął się po twarzy Gawriła.- Stiopeńka! To są kłusownicy.Skocz do Wasi, niech skrzyknie ludzi: Sylikowskiego, Froła, Sadowego i kto tam będzie pod ręką.Niech wezmą broń i idą pod stołówkę.Powiedz Jegorowi (mechani-kowi od pił), niech weźmie mój ciągnik i ściągnie zimowle.Wie, gdzie stoi.Ja wyprawię Sanię urałem po Jacka i Sławika.Sam zapalę wiezdiechoda i z ludźmi pojadę na przeprawę.Szybciutko!Rozpoczęło się polowanie na człowieka.Zostałem sam, bez przydziału zadań.Wszyscy pozostali rozbiegli się do realizacji swoich zadań.Po chwili urał pojechał zimnikiem w kierunku Katy, a w ślad za nim zahurgotał ciągnik.Ostami zajazgotał wiezdiechod.Zabrał ludzi i znikł za wysokim podjazdem zimnika prowadzącego na Angarę.Na końcu przyczłapał zziajany Stiepan.Chwilę odpoczął.- Ale suki.Oj, dostanie im się! Oj, dostanie!Tą krótką odzywką dał wyraz temu, że w pełni aprobuje postę-powanie Gawriła i spytał:- Będziesz jadł?- Będę jadł, choć nie czuję się głodny, ale pora.- Takie jest kolejne prawo tajgi.Głód może być nieodczuwalny np.z powodu przemarznięcia, a to jest niebezpieczne.Po niedługim czasie na kwaterę przyjechał Jacek i Sławik z Sanią.Sania ze Sławikiem pognali dalej, najpierw na porębę, a później do Usolcewa.Późnym wieczorem ciągnik przyciągnął nasze zimowle z większością rzeczy.Rozpoczęliśmy przygotowania do odjazdu [ Pobierz całość w formacie PDF ]