[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.* Jesteś pewien? * Mercer spoważniał.* Nie na sto procent, ale tak mi się wydaje.Rozmawiali o ładunku przetransportowanym z helikoptera Ratha na łódź, którą przypłynęli.* Szlag by to trafił! Właśnie przestaliśmy być zbiegami, a staliśmy się zakładnikami.Posiadanie skrzynki z fragmentami meteorytu dawało Rathowi całkowitą władzę nad „Cesarzową Mórz".W każdej chwili mógł ją otworzyć i skazać na okrutną śmierć największych przywódców religijnych.Mercer zamknął oczy, próbując nie myśleć o tym, że liniowiec może stać się pływającym cmentarzem wypełnionym setkami radioaktywnych ciał, skazanym na niekończący się rejs.Nowa przerażająca „Mary Celeste".Nie wystarczyło już ocalić rozbitków.Nie mógł czekać bezczynnie, jeśli choć jedna „puszka Pandory" była niezabezpieczona.Sam musiał powstrzymać Ratha.Jeśli to jedno pudełko wydostanie się z liniowca, cały świat będzie w niebezpieczeństwie.* Wspomnieli też, że mają więźnia * kontynuował Erwin.* Kogoś, kto bez zwracania uwagi wprowadził ich na „Cesarzową Mórz".* Kogo, do diabła, mógł potrzebować Rath? * spytał Ira.* Sam jest kimś ważnym w firmie Kohl.* Najwyraźniej niewystarczająco * zadumał się Mercer.* Nie ma śladu po twoim koledze popie?* Nigdzie nie widziałem Anatolija.Powinniśmy jeszcze raz spróbować zadzwonić do jego pokoju z telefonu w korytarzu.Mercer zerwał się na nogi, podając kanapki Irze.* Wy dwaj zadzwońcie i wróćcie do garażu.* A gdzie ty idziesz?* Do centrali, zadzwonić do Dicka Henny.Rath mógł zablokować linie w pokojach pasażerów, ale nie wierzę, że naprawdę nie ma łączności.Bez względu na to, co się z nami stanie, świat musi się dowiedzieć o meteorycie.W korytarzu Mercer sprawdził, która godzina.Minęło już pół godziny, które obiecał Anice.Rozejrzał się i zobaczył dwóch Niemców idących pomostem przecinającym atrium.Jeśli nawet Rath potrzebował czyichś wpływów, żeby dostać się na liniowiec, Mercer nie wejdzie do pomieszczenia radiowego bez pomocy tajemniczego więźnia.Ruszył za Niemcami.Strażnicy skręcili w jedną z wiszących promenad, mijając ciemne wystawy sklepów, które wyglądały jak ulica w Beverly Hills * Gucci, Movado, Armani, Chanel, Godiva.Mercer trzymał się z dala, trochę by ukryć się w rozchodzącym się już tłumie, trochę dlatego, że nie mógł dotrzymać im kroku w przyciasnych sandałach.Mausera schował za paskiem tak, żeby mógł go łatwo wyjąć.Niemcy przeszli jeszcze kilka korytarzy i zatrzymali się przy windzie.Gdy kabina nadjechała, weszli do środka.Nad dźwigiem był cyfrowy wyświetlacz pokazujący, na którym piętrze znajduje się kabina.Mercer ruszył do drzwi przeciwpożarowych prowadzących na klatkę schodową.Zeskakiwał po dwa stopnie naraz.Stopy bolały coraz bardziej z każdym lądowaniem.Zatrzymał się po pokonaniu trzech poziomów i usłyszał, jak drzwi nad nim się otwierają.Wstrzymał oddech, ale słyszał tylko szum krwi w uszach.Zaczął schodzić dalej.Na przedostatnim poziomie stanął przed drzwiami z napisem „Tylko dla personelu".Zatrzymał się, chwilę nasłuchiwał, po czym otworzył drzwi.Tu nie było drogich wykładzin, subtelnego oświetlenia ani boazerii.To były pomieszczenia obsługi statku.Były równie funkcjonalne i pomalowane na ten sam odcień przemysłowej szarości, jak na okręcie wojennym.Przystanął na moment, by sprawdzić, czy nikt za nim nie idzie.Rękojeść pistoletu była mokra od potu.Nic.Wiedział, że w ubraniu pasażera nie uda mu się pozostać niezauważonym przez załogę.Musiał szybko znaleźć więźnia Ratha.Idąc korytarzem tak długim, że nie mógł dojrzeć drugiego końca, przesuwał się przytulony plecami do ściany.W korytarzu znajdowało się mnóstwo drzwi, a co około dziesięć metrów odbijało pod kątem prostym kolejne przejście.Ten okręt był jak labirynt.Linoleum było tak nowe, że widać było każdą rysę, a pomiędzy delikatnymi smugami zostawionymi przez mokasyny kelnerów dojrzał ciemne ślady podbitych gumą wojskowych butów.Ludzie Ratha.Pochwycił trop jak pies myśliwski.Kręcił się po statku, a jego podświadomość rysowała mapę powrotu.Nagle jakieś drzwi otworzyły się dokładnie w chwili, gdy obok nich przechodził.Nie gubiąc kroku, rzucił się na przystojnego dwudziestokilkuletniego mężczyznę w purpurowym szlafroku.Wpadli na piętrowe łóżko w końcu kabiny.Młody człowiek zawył z bólu.Mercer zamknął drzwi kopniakiem.* Proszę, nie rób mi krzywdy! * błagał blond chłopak.Był delikatnym jak panienka Anglikiem.Kelner, pomyślał Mercer.* Nie zrobię * Mercer opanował głos.* Jaki nosisz rozmiar butów? Chłopak szeroko otworzył oczy.* Co?* Buty? W jakim rozmiarze?* Dwunastka.* Masz jakieś trampki? * Mercer miał nadzieję, że rozmiary amerykańskie i angielskie są takie same albo chociaż zbliżone * Daj mi je.Mercer pozwolił kelnerowi wstać i ściągnął swoją szatę.Chłopak zaczął szlochać, gdy zobaczył rękojeść mausera.* Dawaj mi buty i trzymaj dziób zamknięty na kłódkę, to zostawię cię w spokoju.Młody Anglik otworzył szafę.Zaczął przebierać w bałaganie na dnie schowka w poszukiwaniu trampek.* Masz, weź je.Nie skrzywdzisz mnie?* Obiecuję.Teraz odwróć się i połóż ręce na plecach.* Mercer użył krawata, który znalazł w szafie, by przywiązać ręce kelnera do metalowej konstrukcji łóżka.Zwinięte skarpetki były jeszcze ciepłe.Mercer wcisnął je młodemu w usta.Na początku krztusił się, potem zdołał uspokoić oddech [ Pobierz całość w formacie PDF ]