[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po obiedzie Kiryła Pietrowicz zaproponował konną przejażdżkę, lecz książę wymówił sięwskazując na swe aksamitne buty – i żartując ze swej podagry – wybrał raczej spacer linijką, 56aby nie rozłączać się z miłą sąsiadką.Linijkę zaprzągnięto.Starsi panowie i Masza usadowili się i pojechali.Rozmowa się nie przerywała.Maria Kiryłowna z przyjemnością słuchała przypochlebnych i wesołych słówek światowego bywalca, gdy naraz Wierejski zwracając siędo Kiryły Pietrowicza zapytał, co znaczy ten spalony budynek i do kogo należy? – Kiryła Pietrowicz zachmurzył się; wspomnienia, jakie nasuwał mu spalony dwór, nie należały do najprzyjemniejszych.Odpowiedział, że ziemia jest teraz jego własnością, a przedtem należała do Dubrowskiego.– Do Dubrowskiego – powtórzył Wierejski jak to, do tego słynnego rozbójnika?– Do jego ojca – odpowiedział Trojekurow – ale i z jego ojca też był porządny zbój.– Gdzie się też podział nasz Rinaldo? Czy żyje, czy go już złapali?– Żyje i jest na wolności – i póki sprawnicy będą u nas trzymali ze złodziejami, nikt go nie schwyci; przy okazji, książę, przecież Dubrowski był u pana w Arbatowie?– Tak, w zeszłym roku zdaje się coś tam spalił czy obrabował.Nieprawda, Mario Kiryłowno, że byłoby interesujące bliżej poznać się z tym romantycznym bohaterem?– Gdzie tam interesujące! – rzekł Trojekurow – to starzy znajomi – przez całe trzy tygodnie uczył ją muzyki i dzięki Bogu nic nie wziął za lekcje.Tu Kiryła Pietrowicz zaczął opowiadać o swoim nauczycielu-Francuzie.Maria Kiryłowna siedziała jak na szpilkach.Wierejski wysłuchał z wielką uwagą stwierdził, że wszystko to jest bardzo dziwne i zmienił temat rozmowy.Po powrocie kazał podać swoją karetę i pomimo usilnych próśb Kiryły Pietrowicza, aby został na noc, odjechał natychmiast po podwieczorku.Przedtem jednak zaprosił do siebie Kiryłę Pietrowicza wraz z Marią Kiryłowną – i dumny Trojekurow przyrzekł mu odwiedziny, bowiem biorąc pod uwagę godność książęcą, dwie gwiazdy i trzy tysiące dusz poddanych w rodowym majątku, uważał poniekąd księcia Wierejskiego za równego sobie.W dwa dni po tej wizycie Kiryła Pietrowicz wyruszył wraz córką w gościnę do księcia Wierejskiego.Gdy podjeżdżał do Arbatowa, pomimo woli podziwiał czyste i wesołe chaty chłopskie i murowany dwór zbudowany w stylu zamków niemieckich.Przed domem rozpościerała się ciemnozielona łąka, na której pasły się dzwoniąc dzwoneczkami szwajcarskie krowy.Obszerny park otaczał wokoło dom.Gospodarz powitał gości przed gankiem i podał rękę młodej dziewczynie; weszli do wspaniałej sali, gdzie stół był nakryty na trzy osoby.Książę podprowadził gości do okna, z którego roztaczał się wspaniały widok.Wołga przepływała pod oknami, sunęły po niej wyładowane barki pod naciągniętymi żaglami i szybko przepływały rybackie łódki, tak obrazowo przezwane duszogubkami.Za rzekąrozciągały się wzgórza i pola, kilka wsi ożywiało okolicę.Później zajęli się oglądaniem 57galerii obrazów, które książę zakupił w obcych krajach.Książę tłumaczył Marii Kiryłownie ich różnorodną treść, historię malarstwa, wskazywał na zalety i braki obrazów, mówił o nich nie umownym językiem pedantycznego znawcy, lecz z uczuciem i wyobraźnią.Maria Kiryłowną słuchała go z przyjemnością.Zasiedli do stołu.Trojekurow w pełni ocenił zalety win swojego amfitriona i kunszt jego kucharza, a Maria Kiryłowna nie odczuwała najmniejszego zażenowania czy przymusu w rozmowie z człowiekiem, którego widziała dopiero po raz drugi w życiu.Po obiedzie gospodarz zaproponował gościom przechadzkę po parku.Kawę pili w altanie na brzegu szerokiego, usianego wyspami jeziora.Naraz rozległy się dźwięki muzyki i łódka o sześciu wiosłach przybiła do samej altany.Popłynęli po jeziorze opodal wysp, zwiedzali niektóre z nich – na jednej widzieli marmurowy posąg, na drugiej samotną pieczarę, na trzeciej pomnik z tajemniczym napisem, który wzbudzał w Marii Kiryłowniedziewczęcąciekawość,niezupełniezaspokojonąuprzejmyminiedopowiedzeniami księcia.Czas upływał niepostrzeżenie – zaczęło się zmierzchać.Książętłumacząc, że już rosa i wilgoć, dał hasło do powrotu.W domu oczekiwał ich samowar.Książę prosił Marię Kiryłownę, by zechciała gospodarzyć w domu starego kawalera.Masza nalewała herbatę słuchając niewyczerpanych opowiadań uprzejmego gaduły.Wtem rozległsię wystrzał i rakieta rozjaśniła niebo.Książę podał Marii Kiryłownie szal i zaprosił ją i Trojekurowa na balkon.Przed domem w ciemności wybuchły różnobarwne ognie, zawirowały, uniosły się w górę w postaci kłosów, palm, fontann, sypały się jak deszcz i jak gwiazdy, gasły i wystrzelały na nowo.Maria Kiryłowna bawiła się jak dziecko.KsiążęWierejski cieszył się z jej zachwytu, a Trojekurow był nadzwyczaj zadowolony, bowiem brałtous les frais11 księcia za chęć przypodobania mu się i za oznakę szacunku.Kolacja w niczym nie ustępowała obiadowi.Goście udali się do przeznaczynych dla nich pokojów, a nazajutrz rano rozstali się z uprzejmym gospodarzem, wzajemnie sobie obiecując, że się wkrótce zobaczą.11 Wszystkie wysiłki.58ROZDZIAŁ CZTERNASTYMaria Kiryłowna siedziała w swym pokoju przy otwartym oknie haftując na krosnach.Nie myliła jedwabi na wzór kochanki Konrada, która w miłosnym roztargnieniu wyhaftowała różęzielonym jedwabiem.Pod jej igłą kanwa powtarzała bez błędu wzory rysunku, choć myśli jej, zbyt odległe, nie podążały za robotą.Nagle przez okno cicho przesunęła się ręka, ktoś położył list na krosnach i ukrył się, zanim Maria Kiryłowna zdążyła się opamiętać.W tej samej chwili do pokoju wszedł służący i wezwał ją do Kiryły Pietrowicza.Z drżeniem ukryła list pod szalem i pośpieszyła do gabinetu ojca.Kiryła Pietrowicz nie był sam.Siedział u niego książę Wierejski.Na widok Marii Kiryłowny książę wstał i ukłonił się jej z niezwykłym dla niego pomieszaniem.– Chodź tu, Masza – rzekł Kiryła Pietrowicz – powiem ci nowinę, która, mam nadzieję, cięucieszy.Oto twój narzeczony, książę oświadczył się o twoją rękę.Masza osłupiała, twarz jej okryła śmiertelna bladość.Milczała.Książę podszedł do niej, ujął ją za dłoń i ze wzruszeniem zapytał, czy zgadza się uczynić go szczęśliwym.Masza milczała.– Zgadza się, wiadomo, że się zgadza – powiedział Kiryła Pietrowicz – czyż nie wiesz, książę: dziewczynie zawsze trudno wypowiedzieć to słowo.No, dzieci, pocałujcie się i bądźcie szczęśliwi.Masza stała bez ruchu, stary książę pocałował ją w rękę, naraz po bladej jej twarzy spłynęły łzy.Książę z lekka się zachmurzył.– Idź już, idź, idź – rzekł Kiryła Pietrowicz – otrzyj łzy i wróć do nas wesolutka [ Pobierz całość w formacie PDF ]