[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jaki będzie jej rezultat – zobaczymy.Jadę z Custerem i będę dokumentował śmierć.» Prorocze słowa!”Miałem trudności z odszyfrowaniem drobnego druku, niemniej na „trzeciej kolumnie udało mi się przeczytać, co następuje: „Jedynie ciało Kellogga zostało oszczędzone i nie odarte z ubrania.Może postanowili uszanować tego skromnego przedstawiciela zawodu dziennikarskiego.A może obawiali się, że jego aparat fotograficzny uwięził ich dusze i zemści się na nich, jeśli zbezczeszczą jego zwłoki.Jak się okazało, zostawiono w spokoju także jego kamerę; rolki z filmami dotarły szczęśliwie do Bismarck, gdzie zostały wywołane.”Opadłem na oparcie krzesła.Rany boskie.A więc to było to.To tę wiadomość usiłował przekazać mi Samuel.Mark Kellogg był specjalnym korespondentem „Bismarck Tribune”.On rzeczywiście fotografował masakrę pod Little Big Horn.Nie mogłem uwierzyć, że nikt nigdy nie wspomniał ani słowem o tych zdjęciach.Pomimo relacji naocznych świadków, takich jak indiańscy wojownicy, pomimo wszystkich rysunków, prawda o tym, co zdarzyło się nad Rzeką Soczystej Trawy, nigdy nie została do końca wyjaśniona.Lecz gdyby istniały fotografie…Dyżurna podeszła do mnie oświadczając:–Zamykamy, proszę pana.Jeśli coś jeszcze u nas pana interesuje, obawiam się, że będzie pan musiał przyjść jutro.–Nie, nie dziękuję – odparłem.– Jest pani wspaniała.Wzięła do ręki puszkę.Prawdopodobnie chciała mi przypomnieć, abym ją zabrał wychodząc.Od razu się jednak zorientowała, że nie ma w niej już piwa.–Pan je wypił – stwierdziła.– A jednak pan je wypił.Wbrew regulaminowi biblioteki i zarządzeniu władz miejskich, wbrew prawu stanowemu.Posłusznie wyciągnąłem nadgarstki w jej stronę.–Proszę kazać mnie aresztować.Zabrałem ją na kolację do restauracji U Matki O’Reilly na wzgórzu, na pomoc od Phoenix.Zasiedliśmy potem na tarasie popijając musującego chandona.Łagodna, ciepła i aksamitna noc Arizony, rozjarzona światłami Sun Valley, otulała nas swym kojącym płaszczem.Powiedziała mi, że ma na imię Nesta, ma dwadzieścia sześć lat i mieszka z rodzicami.Przypominała mi sekretarkę z którejś z tych łzawych komedii.Była nieśmiała i pełna krytycyzmu wobec własnej osoby.Nie wierzyła, że może się komuś podobać.Lubiła robić wypieki, uwielbiała konie, balet i poezję – szczególnie Longfellowa.–Kiedyś potrafiłam wyrecytować z pamięci całą „Pieśń o Hajawacie” – mówiła śmiejąc się.–Jeśli chodzi o mnie, nie jestem entuzjastą Indian – poinformowałem ją.–No wiesz! A co powiesz na to:…I przyszła Śmierć – Żniwiarz,I jednym ciachnięciemŚcięła wszystko wokół…Nie szczędząc kwiatów wśród brodatych kłosów.Wesołe, nie ma co.–Powróżysz mi z dłoni? – spytała.–Jasne – odparłem.– Pozwól jednak, że ci coś powiem, Wróżenie z ręki to jest jak przegląd prasy.Wiesz, co mam na myśli.Całe twoje życie zamknięte w sześciu lub siedmiu liniach.Mogę ci najogólniej określić, jak długo będziesz żyła i czy będziesz szczęśliwa.Ale jeśli chcesz poznać więcej szczegółów na temat swojej przyszłości, chcesz wiedzieć, jakich mężczyzn spotkasz na swojej drodze i kiedy, i jaki kolor bielizny podoba im się najbardziej oraz kiedy twój kot zostanie przejechany przez samochód i jakiej marki, co do dnia, godziny i minuty – to najlepiej będzie, jeśli dasz sobie powróżyć z kart.Roześmiała się zachwycona.–To świetnie.Postaw mi karty.Klepnąłem się po kieszeniach koszuli, po kieszeniach spodni.–Och, chwileczkę.Och… jaka szkoda.Zostawiłem karty w hotelu.–Och! – zawtórowała mi.Była zawiedziona bardziej niż ja.Miała na sobie czarną bluzkę bez rękawów, ozdobioną cekinami.Ładnie zarysowane piersi połyskiwały pod ciemną, obcisłą materią.Jej przednie zęby wymagały interwencji ortodonty, ale przecież wędrowni podrywacze nie mogą być zbyt wybredni, prawda?–Nie martw się – pocieszałem ją.– Pojedziemy do hotelu, wypijemy parę drinków i tam dam ci popis prawdziwej wróżby [ Pobierz całość w formacie PDF ]