[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I uści­snę­ła jej rękę.– A więc – mó­wi­ła da­lej Hen­rie­ta – dzię­ki trzem bry­lan­tom już jest i trzy­sta ty­się­cy ta­la­rów, i czło­wiek.– Czło­wiek?… Co za czło­wiek?– Czło­wiek, któ­ry ma zgi­nąć.Za­po­mnia­łaś, że trze­ba za­bić czło­wie­ka.– I zna­la­złaś ta­kie­go czło­wie­ka?– Zna­la­złam.– Za tę samą cenę? – spy­ta­ła z uśmie­chem Mał­go­rza­ta.– Za tę samą cenę zna­la­zła­bym dzie­się­ciu – od­po­wie­dzia­ła Hen­rie­ta.– Nie, nie; za pięć­dzie­siąt ta­la­rów po pro­stu.– Za pięć­dzie­siąt ta­la­rów zna­la­złaś czło­wie­ka, któ­ry się zgo­dził, żeby go za­bi­to?– Co chcesz? Trze­ba prze­cież żyć.– Nie ro­zu­miem cię, ko­cha­na przy­ja­ciół­ko.Mów ja­śniej; w na­szym po­ło­że­niu nie moż­ną tra­cić cza­su na za­gad­ki.– Więc słu­chaj; do­zor­ca strze­gą­cy La Mole'a i Co­con­na­sa to sta­ry żoł­nierz, któ­ry wie, co to jest rana; chce po­móc nam w oca­le­niu na­szych przy­ja­ciół, lecz nie chce stra­cić swe­go miej­sca.Zręcz­ne ude­rze­nie szty­le­tem za­koń­czy spra­wę; my damy mu na­gro­dę, a skarb wy­na­gro­dze­nie.Tym spo­so­bem czło­wiek ten do­sta­nie pie­nią­dze z dwóch rąk.– Lecz – po­wie­dzia­ła Mał­go­rza­ta – ude­rze­nie szty­le­tem…– Bądź spo­koj­na; zro­bi to An­ni­bal.– Praw­da – rze­kła śmie­jąc się Mał­go­rza­ta – on trzy razy ra­nił La Mole'a, to szpa­dą, to szty­le­tem, a La Mole nie umarł! Moż­na więc mieć na­dzie­ję.– Zło­śli­wa! Za­słu­gu­jesz, że­bym ci i sło­wa wię­cej nie po­wie­dzia­ła,– O nie, nie; bła­gam cię, po­wiedz mi.Jak ich oca­li­my?– Oto tak: kaplica jest jedynym miejscem w zamku, gdzie mogą wchodzić kobiety, nie będące więźniami.Schowamy się za ołtarz; pod obrusem ołtarza La Mole i Coconnas znajdą sztylety.Drzwi od zakrystii będą otwarte wcześniej.Coconnas zrani dozorcę, który padnie i udawać będzie umarłego; my wejdziemy, każda z nas zarzuci na ramiona swego przyjaciela płaszcz; potem uciekniemy z nimi przez małą furtkę w zakrystii i znając hasło, wyjdziemy bez trudności.– A wy­szedł­szy?– U bra­my będą cze­ka­ły dwa ko­nie; oni sią­dą i po­mkną do Lo­ta­ryn­gii, skąd cza­sem będą przy­jeż­dżać in­co­gni­to.– Po­wra­casz mi ży­cie – po­wie­dzia­ła Mał­go­rza­ta.– A więc ich oca­li­my?– Je­stem go­to­wa za­rę­czyć.– Czy wkrót­ce?– Za trzy lub czte­ry dni; Be­au­lieu nas uprze­dzi.– A je­śli cię po­zna­ją w oko­li­cach Vin­cen­nes? To może po­mie­szać szy­ki na­sze­go pla­nu.– Jak­że chcesz, żeby mnie po­zna­no? Wy­cho­dzę w ubra­niu za­kon­ni­cy, w we­lo­nie na gło­wie, pod któ­rym na­wet koń­ca nosa mi nie wi­dać.– Trze­ba być jak naj­ostroż­niej­szą.– Wiem to, do kroć­set! Tak ma­wiał bied­ny An­ni­bal.– A król Na­war­ry? Do­wia­dy­wa­łaś się o nie­go?– Ro­zu­mie się.– A więc?– Zda­je się, że nig­dy nie był tak we­so­łym; śmie­je się, śpie­wa, je z ape­ty­tem i pro­si tyl­ko o to, żeby go do­brze strze­żo­no.– Ma słusz­ność.A moja mat­ka?– Mó­wi­łam ci już, że o ile może, po­śpie­sza z ukoń­cze­niem spra­wy.– Lecz nie ma nas w po­dej­rze­niu?– Jak­że chcesz, żeby się cze­go do­my­śla­ła? Wszy­scy, któ­rym wia­do­ma ta­jem­ni­ca, sta­ra­ją się ukryć w mil­cze­niu… A!Wie­dzia­łam, że ka­za­ła pa­ry­skim sę­dziom być w po­go­to­wiu.– Śpiesz­my się, Hen­rie­to; bo gdy bied­nych jeń­ców prze­pro­wa­dzą do in­ne­go wię­zie­nia, trze­ba bę­dzie za­cząć zno­wu od po­cząt­ku.– Bądź spo­koj­na; ja rów­nież jak i ty chcę ich wi­dzieć wol­ny­mi [ Pobierz całość w formacie PDF ]