[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pojawił się na dworze przed Długą Nocą, choć nie widziano go tu od wielu lat.Malinda liczyła na to, że już sobie pojechał, wrócił do swych obowiązków, które polegały na paleniu chat i mordowaniu wieśniaków.Ambrose miał o nim stanowczo zbyt dobrą opinie i najwyraźniej nie zamierzał jej zmieniać.Granville wyglądał jak młodsza i twardsza wersja króla.Nie był tak wysoki ani otyły, lecz miał takie same żółte oczy i frędzle brązowej brody.Do tego celowo ubierał się w podobny, zielono-złoty strój, na wypadek gdyby któryś z gapiów nie zauważył podobieństwa.– - Wygląda wspaniale! – westchnął Courtney.– Kiedy Wyldom uda się wreszcie zrobić w nim dziurę, wystarczy, że wsadzimy go na spiżowego konia i sam będzie mógł zostać własnym pomnikiem.–– Masz trochę racji.Jest w nim coś pomnikowego.–– Złośliwość to moja specjalność, moja droga.– - Królewskie bękarty są nieuniknionym produktem ubocznym monarchii – stwierdziła Malinda, pragnąc zademonstrować, że ona również potrafi być złośliwa.Małżeństwa rodziców Courtneya nigdy oficjalnie nie zatwierdzono.– W Chivialu, w przeciwieństwie do niektórych innych krajów, nigdy się ich nie uznaje.Nieduży człowieczek popatrzył na nią.Musiał w tym celu odchylić głowę.Zlewał go pot, który zmieniał pokrywającą mu twarz warstwę pudru w drobne wysepki.Wyglądało na to, że znowu powodzi mu się świetnie.Na palcach mężczyzny błyszczały klejnoty, a strój miał bogaty i skrojony tak, by maskował baryłkowatą figurę.Na jego pomalowanych ustach wykwitł wzgardliwy uśmieszek.–– Kiedyś musi być ten pierwszy raz, kochanie.A poza tym Granville zawsze był wyjątkowy.–– Pod jakim względem?–– Już dobrze! – Rozpromienił się i przysunął do niej z miną spiskowca.Potrafił gromadzić plotki zapewne jeszcze lepiej niż Arabel, choć rzadko raczył dzielić się nimi z Malinda.– To oczywiście było przed moimi czasami.Rozumiesz, Granville jest o kilka dobrych lat starszy ode mnie.– W rzeczywistości gubernator był o cztery lata młodszy.– To był naprawdę ogromny skandal! Markiza Newport urodziła syna.No cóż, to się zdarza, choć nie wątpię, że jesteś zbyt niewinna, by wiedzieć dlaczego.Markiz okazał się jednak wyjątkowo nietaktowny.Oznajmił publicznie, że to nie jego dziecko, i oskarżył żonę o cudzołóstwo! Pytam cię, jak można zawsze spać we własnym łożu? Próbował nawet dowodzić, iż ojcem jest następca tronu.Kłopot w tym, że twemu drogiemu ojcu, który to oczywiście był wówczas następcą tronu, brakowało jeszcze kilku lat do wieku, w którym podobne zarzuty zaczyna się traktować poważnie, a do tego dama była trzy razy starsza od niego!Ambrose miał już pięćdziesiąt lat, prawie pięćdziesiąt jeden.Granville miał trzydzieści sześć.Malinda nigdy dotąd nie zastanawiała się nad płynącymi z tego implikacjami.A ona w wieku szesnastu lat nadal była zgrzybiałą dziewicą! Uniosła brwi i mruknęła „mm?”, by zachęcić go do dalszego mówienia.–– Sprawę zatuszowano, głównie za pomocą jawnego zastraszenia.Dziecko zniechęcią zaakceptowano, ale gdy twój drogi ojciec wstąpił na tron, markiz byłjużumierający, jego prawi synowie umarli przed nim, a jego braciom bardzo się niepodobałamyśl, że tytuł i ziemie przejdą na królewskiego bękarta.Nie sądzisz, że był toz ich stronybrak lojalności? Twój ojciec pozwolił, by chłopaka wydziedziczono, ale Granvillebył jużwtedy wystarczająco dorosły, by również narobić kłopotów! Zażądał tytułuhrabiowskiego idowództwa pułku.–– A teraz jest gubernatorem!–– Ojej! Okazał się bardzo zdolnym dowódcą.Od czasów Goisberta II nikt nie odniósł tak wielkich sukcesów w pacyfikacji Wylderlandu.– - Na cmentarzach zwykle panuje spokój.Courtney zachichotał z aprobatą i poklepał ją po ramieniu.– Bardzo dowcipne, moja droga! Muszę to zapamiętać! Chivial już od stuleci próbował podporządkować sobie Wylderland, lecz po kolejnych kampaniach Wyldowie wycofywali się na bagna i pomiędzy wzgórza, by ostrzyć tam miecze przed następną walką.Granville był zdolnym rzeźnikiem, specjalistą od masakr i spalonej ziemi, lecz jego sukcesy okażą się równie przemijające jak triumfy poprzedników.Niemniej jednak, niedawna wojna Chivialu z Isilondem zakończyła się narodową hańbą, konflikt z Baelmarkiem ciągnął się już od dziesięciu lat, a Baelowie niemal bez przeszkód pustoszyli chivianskie brzegi, dobre wieści zawdzięczano więc jedynie dziarskiemu lordowi Granville’owi.– To ładna suknia, najdroższa – zauważył Courtney, wyciągając rękę, by pogłaskać materiał.– Do twarzy ci w czerwonym.Do twarzy ci w każdym kolorze.Malinda odwdzięczyła mu się szybkim kopniakiem w kostkę.Courtney skrzywił się i pośpiesznie cofnął dłoń.Zadała sobie pytanie, jak to możliwe, by jedna rodzina wydała dwóch tak różnych mężczyzn jak jej przyrodni brat i jej kuzyn – wysoki, bezlitosny wojownik i malutki, pękaty lubieżnik.Obaj jednak byli prawdziwymi zdobywcami.To ciekawe, że równie odrażający mężczyzna miał tak wielkie powodzenie u kobiet.Malinda nie znosiła go, nie mogła jednak zaprzeczyć, że ma spory urok.Być może chodziło o to, że jego złośliwości zawsze były wymierzone w innych.Skłaniał rozmówców ku swemu uszczypliwemu spojrzeniu na życie.–Ach! – zawołał.– Wybacz mi, kochanie.Wreszcie przybył mój smakołyk.Pokiwał głową, zszedł po trzech stopniach na podłogę i zaczął się przepychać przez tłum niczym ryba prześlizgująca się między trzcinami.Wynurzył się przy drzwiach, by uściskać pewną hrabinę.Malindzie wydawało się dotąd, że jest ona bardzo szczęśliwa w małżeństwie.Przeniosła swą uwagę na wydarzenia rozgrywające się w komnacie.Nigdy dotąd nie widziała w niej takiego doku.W miarę, jak atmosfera stawała się coraz radośniejsza, jej gniew narastał.Jak można się cieszyć z masakry? Co z tymi, którzy zginęli? Kto ich opłakuje? Kilku znajdujących się w zasięgu jej wzroku fechtmistrzów nosiło bandaże.Nigdzie nie widziała Orła [ Pobierz całość w formacie PDF ]