[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zbiera ko skie siki, a czarnoksi nicy kupuj je od niego.- A wła nie, e z łajna.- Sam jeste łajno! - burkn ł pierwszy.- Ale przejd si koło tej ich wie y, a poczujesz.Cuchnie jak w stajni, a tam nie ma koni.- Kiedy nale ałem do garbarza - wtr cił Katanji.- Tam to dopiero byłsmród!- Tu nie ma adnych.Czarnoksi nicy wyp dzili wszystkich z miasta.Znowu! Tak samo jak w Wal.Co czarnoksi nicy mieli przeciwko garbarzom?- A co z farbiarzami?- Ich te.Dlaczego pytasz?Najstarszy niewolnik zrobił si podejrzliwy.Zbyt wiele pyta.W Aus i Wal równie nie było farbiarzy.Shonsu spodoba si ta informacja.- Słyszałem o tym, ale nie uwierzyłem - odparł Katanji.- A co z piorunami?To prawda?- Tak.Du o hałasu, dymu i ognia.Widziałem na własne oczy.- Nie ma du ego huku - zaprotestował drugi.- Ja te widziałem.Tylko silny błysk.Zacz li si spiera.Pierwszy niewolnik opowiedział, e kiedy szedł ulic , a z jakiego budynku wyskoczył szaleniec, niewolnik wymachuj cy zakrwawion 163siekier.Zar bał trzy osoby w domu i kolejne dwie na ulicy.Wtem pojawiła si przed nim smarkula, Druga.Wielki huk, dym, martwy niewolnik.Nawet Drudzy potrafili rzuca czary? Shonsu nie b dzie zachwycony.To wszystko nic, jak o wiadczył drugi.Widział szermierzy zabitych przez piorun.Pozostali wy miali go, wi c wdał si w szczegóły.Par lat temu, w ciemn noc, gdy chmury przesłoniły Boga Snów, wracał pó no od kobiety i poszedł na skróty przez plac.Raptem ujrzał trzech szermierzy: kucyki, miecze, kilty.Pewnie zsiedli ze statku.Nie li tobołki.Schował si w zaułku, eby popatrzy , bo w Sen od lat nie było szermierzy.Rozpoznał, e nios wi zki chrustu.Domy lił si , e zamierzaj podło y ogie pod drzwi wie y.Pomy lał, e s kompletnie pijani.Zatrzymali si przy kracie i poło yli wi zki na ziemi.W górz | chyba otworzyło si jakie okno.Gdy szermierze podeszli drzwi, niewolnik dostrzegłjasny błysk i usłyszał krzyki.Nie było du ego huku, tylko odgłos, jakby p kała szyba.Mo e za głoi*| ny na szkło, ale na pewno nie grzmot.Dwaj szermierze zawrócili.Jeden podtrzymywał koleg.Trzeci został pod wie , martwy.- Ugotowany.Przebiegli tu obok mnie, wi c od rannego poczułem smród przypalonego mi sa.Obejrzyjcie sobie drzwi wie y! Do dzisiaj wida lady po osmaleniu.Dwa rodzaje piorunów? A mo e demon?Najbli ej siedz cy m czyzna otoczył ramieniem Katanjiego.- Ładny z ciebie dzieciak - stwierdził.- Nie!Nowicjusz próbował si uwolni.- To niezłe, je li nie mo esz mie czego innego - powiedział niewolnik bez przekonania.- Spróbuj!- Nie - zaprotestował Pierwszy, ale nie miał krzykn gło niej.- Pu go - wtr cił najmłodszy.- Ja to zrobi z tob.Katanji uciekł.Gdy dotarł do Szafira, wła nie rozładowywano towar, wi c stwierdził, e ma jeszcze du o czasu.Musiał zdoby wi cej informacji.Wrócił na plac.Deszcz padał mocniej, ciemne chmury wisiały nisko.Przy du ych wrotach czekała grupka dziesi ciu albo jedenastu niewolników.Katanji pokr cił si troch , obserwuj c teren.Był coraz bardziej sfrustrowany.Raptem za plecami usłyszał turkot.W stron wie y jechał du y wóz zaprz ony w cztery konie.Spoza miasta? Mo e nawet z Vul? Shonsu by wiedział.Ładunek przykryto skórzan płacht.Za pojazdem szli niewolnicy.Dwie grupy niewolników? Mógł przył czy si do której.Jedni my leliby, e nale y do drugich.Katanji bez wahania ruszył przez plac, nim zd ył si rozmy li.W połowie drogi ogarn ł go strach.Co on wyprawia, w imi wszystkich bogów? Chyba postradał rozum.Ale było ju za pó no, eby si wycofa.Gdyby spróbował uciec, niewolnicy podnie liby krzyk i całe miasto rzuciłoby si w po cig.Bogini, ratuj!Wielka brama stała otworem.Wo nica wjechał na krat i stajał na wprost drzwi rozładunkowych.Pojawili si trzej czarnoksi nicy, Trzeci i dwóch 164Pierwszych.Zdj li skórzan płacht , Niewolnicy zacz li d wiga przywieziony towar.Na Katanjiego nikt nie zwracał uwagi.Musi powiedzie Shonsu, e mury s grube na długo ramienia.W takich nie da si wybi otworów.W tym momencie ugi ły si pod nim nogi [ Pobierz całość w formacie PDF ]