[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Szukał tego, za co zawsze jest kara.Człowiek zawsze dostaje to, na co zasłużył.Kiedy Leon w ciszy i napięciu skończył czytać akta, przesunął stos papierów w stronę adwokata, który spakował je do swojej skórzanej teczki.A gdy młoda strażniczka otworzyła drzwi, żeby zaprowadzić więźnia z powrotem do jego celi, adwokat spojrzał jej prosto w oczy.Nie trwało to długo, ale ta krótka chwila mu wystarczyła.W jej oczach ujrzał strach, który starała się maskować pewnymi ruchami i zdecydowanym spojrzeniem.Mimo to strach był aż nadto widoczny i dlatego zrobiło mu się jej żal.On już za kilka minut znajdzie się za murami.- Jeszcze jedno - powiedział.Leon pamiętał o tym, żeby przy pożegnaniu uścisnąć mu mocno rękę.Nawet przytrzymał jego dłoń dłużej.Dopiero potem zaczął się zbierać do wyjścia.- Poproszono mnie, żebym ci przekazał, że twój pies nie żyje.Leon zatrzymał się, czekając na dalsze wyjaśnienia.- Amerykański staffordshire terier zaatakował policjanta w cywilu w mieszkaniu na trzecim piętrze przy Råby Allé sześćdziesiąt siedem.Został zastrzelony na miejscu.Trafiło go dwanaście kul.Leon go wysłuchał, ale nie skomentował jego słów.- Słyszałeś, co powiedziałem?- Słyszałem, co powiedziałeś.Adwokat nie wiedział, co jeszcze dodać, a wcześniej nie miał pewności, jak przekazać swojemu klientowi wiadomość, która z pewnością sprawi mu przykrość.- I co?- Jak to „i co”?- Pies, wiesz… bardzo mi…Adwokat doszedł do wniosku, że Leon chyba go nie zrozumiał.Dlatego odezwał się lekko podniesionym głosem.- Mam też dobre wieści.Jeden z twoich przyjaciół, który został zatrzymany przez policję za groźby i napaść, został zwolniony z powodu braku dowodów.Prokurator nie zdołał udowodnić, że celowo poszczuł psa.Adwokat wyszedł z pokoju i ruszył przed siebie szybkim krokiem.Zatrzymał się jednak przed schodami prowadzącymi do podziemnego tunelu, w którym wszystkie drzwi są zamykane na klucz.Doszedł do wniosku, że Leon nie zrozumiał jego słów.Dlatego prawie biegł i prawie krzyczał, aż w końcu jego klient się odwrócił.Człowiek dostaje to, na co zasłużył.Stał przez chwilę wpatrzony w drzwi, przez które nic nie było widać, w zasięgu kamery pod sufitem, która zrobiła zbliżenie na jego twarz i lekko przy tym zaskrzypiała.Był prawie pewien, że właśnie te słowa wypowiedział jego klient.JOSÉ PEREIRA ZBLIŻAŁ SIĘ powoli do miasteczka, nad którym górował biały kościół z dumnie wznoszącą się wieżą i rzędy szeregowców.W żadnym z nich na pewno nie mógłby mieszkać.Mimo to zazdrościł tutejszym mieszkańcom, którzy tworzyli wspólnotę i utrzymywali ze sobą bliskie kontakty.Był żonaty z kobietą, którą kochał od piętnastu lat, wychowywali bliźniaczki, które urodziły się w odstępie czternastu minut.Nadal nie potrafił wyrazić w odpowiednich słowach tego, co do nich czuł, bo miłość nie była nawet początkiem.Czasem miewał wyrzuty sumienia, bo to przez niego mieszkali w ciasnym mieszkaniu w centrum dzielnicy Södermalm.Bardzo lubił kawiarenki, restauracje i tłumy ludzi.Lubił ich spotykać, przyglądać im się przez chwilę, wiedząc, że prawdopodobnie już nigdy więcej ich nie zobaczy.W Södermalm jest wszystko to, czego nie ma w Aspsås.Pies trafiony dwunastoma pociskami.Nieme zaślinione zwierzę, które nadal miało ochotę chwycić policjanta za ramię i rozszarpać je na strzępy.Szukał odpowiedzi i znalazł ją.Widział skórę na udzie, kiedyś poparzoną w osiemdziesięciu pięciu procentach.Teraz była tam zainfekowana rana na miejscu tatuażu, który musiał zniknąć, z nazwą, którą od tak dawna znał.Na drugim udzie pojawiła się inna nazwa, jakby na znak, że coś za sobą zostawili, że dokądś zmierzają, że chcą zająć więcej przestrzeni.Wezwał karetkę i dołączył do policjantów z wydziału narkotyków, którzy uruchomili niebieskie pulsujące światło i z dużą prędkością odjechali spod wieżowca.W środku, obok noszy, siedział sanitariusz.Dłoń położył na wilgotnym czole pacjenta.Chciał go w ten sposób uspokoić, bo mężczyzna był w szoku i wstrząsały nim drgawki.Pereira nigdy wcześniej nie widział, żeby mimo tylu śmiertelnych strzałów życie nie zostało przerwane.Nigdy też nie widział tak poszarpanego ramienia [ Pobierz całość w formacie PDF ]