[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Trzeba oddać sprawiedliwość diukowi de Nemours.Kiedy się przekonał, że jego podpis szlachcica został w taki sposób zniesławiony, czuł jeno rozpacz i gniew.Od trzech tygodni chodził od kardynała de Lorraine do diuka de Guise, od Marii Stuart do króla, zabiegając, odwołując się, błagając o uwolnienie wierzyciela jego honoru.Niestety, jednak kanclerz Olivier, do którego go odesłano, oznajmił, jak podaje pan de Vieilleville w swoich pamiętnikach:„Król w żadnej mierze nie musi dotrzymywać słowa zbuntowanemu poddanemu ani wypełniać żadnej uczynionej obietnicy”.To spowodowało wielką zgryzotę diuka de Nemours, który — jak naiwnie dodaje kronikarz — „dręczył się jedynie faktem, że podpisał.Bo gdyby szło o słowo, zawsze by mógł się go wyprzeć wobec każdego, kto by mu z tego czynił zarzut, wobec każdego bez wyjątku, oprócz królewskiej mości, tak był walecznym i szlachetnym księciem!”Podobnie jak Gabriela, tak i diuka de Nemours przywiodła na widowisko egzekucji, okrutniejsze dla niego niż dla każdego innego, jedynie skryta nadzieja ocalenia Castelnau w ostatniej chwili.Tymczasem u dołu trybuny diuk de Guise konno, ze swoimi kapitanami, dał znak wykonawcom wyroku.Po przerwie na nowo rozpoczęło się ścinanie głów i śpiewanie psalmów.W ciągu niecałego kwadransa spadło osiem głów.Młoda królowa była bliska omdlenia.Pod szafotem zostało tylko czterech skazańców.Pisarz sądowy głośno zawołał:— Albert Edmund Roger, hrabia de Mazeres, winien herezji, zbrodni obrazy majestatu i zbrojnej napaści na osobę króla.— To fałsz! — krzyknął z szafotu hrabia de Mazeres.Pokazał tłumowi pierś i poczerniałe ramiona zdruzgotane torturą i dodał:— Oto w jaki stan mnie wprawiono w imieniu króla.Ręczę, że on o tym nie wiedział i dlatego krzyczę: Niech żyje król!Spadła jego głowa.Trzej ostatni kalwiniści czekali na swą kolej u dołu przy szafocie.Powtórzyli pierwszy werset psalmu:Boże, bądźże nam łaskawy!Daj zbawienie swoim wiernym,Okaż się nam miłosiernym,Ujrzym ciebie w blasku chwały!Pisarz czytał:— Jan Ludwik Alberic, baron de Raunay, winien herezji, zbrodni obrazy majestatu i zbrojnej napaści na osobę króla.— Ty i twój kardynał kłamiecie jak dwa chamy — rzekł Raunay.— Uzbroiliśmy się jedynie przeciwko niemu i jego bratu.Życzę im, żeby obaj zmarli tak samo spokojni i czyści jak ja.Po tych słowach położył głowę na pieńku.Dwaj ostatni skazani śpiewali:Wystawiłeś nas na próbę,Boże nasz, idziemy w zgubę,Jako srebro się próbuje,W ogniu dusza się hartuje.Pisarz od spraw karnych podjął następne krwawe wezwanie:— Robert Jan René Briquemaut, hrabia de Villemongis, winien herezji, zbrodni obrazy majestatu i zbrojnego zamachu na osobę króla.Villemongis umaczał ręce we krwi Raunay’a i podniósł je w górę:— Ojcze, który jesteś w niebie! Oto krew twoich dzieci! Pomścisz nas!Padł pod śmiertelnym ciosem.Castelnau pozostał sam i śpiewał:Dopuściłeś, Boże Panie,Byśmy wpadli w sidła wroga,Wzięli nas już we władanie.Niech się spełni wola sroga!Diuk de Nemours w nadziei ocalenia Castelnau sypnął złotem.Pisarz i kaci mieli w tym interes, żeby go ocalić.Pierwszy kat rzekł, że jest wyczerpany.Miał go zastąpić drugi.Nastała z konieczności przerwa.Gabriel niej skorzystał, aby zachęcić diuka do dalszych starań.Jakub de Savoie nachylił się przeto ku diuszesie de Guise, z którą, jak powiadano, był w najlepszych stosunkach, i szepnął jej słówko do ucha.Diuszesa natomiast miała wielki wpływ na młodą królową.Diuszesa wstała, jakby dłużej już nie mogła znieść widowiska, i rzekła dostatecznie głośno, żeby usłyszała ją Maria:— Ach! To zbyt przykre dla niewiast! Patrzcie, królowa źle się czuje.Odejdźmy.Ale kardynał utkwił w swej bratowej surowe spojrzenie i rzekł szorstko:— Więcej mocy charakteru, Madame! Pomyśl, że jesteś z rodu Este i małżonką diuka de Guise.— To właśnie najbardziej mnie martwi — odpowiedziała diuszesa.— Każda matka słusznie się tym smuci.Krew i nienawiść spadnie na nasze dzieci!— Ależ trwożliwe są niewiasty! — szepnął kardynał, który sam był tchórzem.Teraz odezwał się diuk de Nemours:— Nie trzeba być niewiastą, żeby się wzruszyć tak żałobnym obrazem.Czyż sam nie jesteś przejęty, książę? — zwrócił się do księcia de Condé.— Och! — wtrącił się kardynał.— Książę jest żołnierzem z bliska obeznanym ze śmiercią.— Tak, podczas bitew, ale nie na szafocie! Trudno patrzeć na to z zimną krwią! — rzekł odważnie książę.— Czyżby książę krwi miał aż tyle litości dla buntowników — rzekł kardynał.— Lituję się nad walecznymi oficerami, którzy zawsze godnie służyli królowi i Francji — odpowiedział książę de Condé [ Pobierz całość w formacie PDF ]