[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dowiedzieć się, co posiada, można w gruncie rzeczy bardzo łatwo, wystarczy wyrazić chęć kupienia.Obojętne kto, mogą oni sami, do zbierania znaczków każdy wiek jest odpowiedni.Byle dotrzeć do niego…— No dobrze — powiedziała, odrywając łokcie od biurka i w tym momencie przypomniało jej się, co mówiła pani Nachowska.— Czekaj! Zaraz, czekaj…— Na co? — zdziwił się Pawełek.— Przecież nigdzie nie lecę.— No właśnie.Już chciałem powiedzieć, że trzeba lecieć na tego Bonifacego, ale przypomnij sobie! Pani Nachowska kazała go omijać! Pamiętasz?— Takiej sklerozy jeszcze nie mam, żeby już zdążyć zapomnieć.Kazała się od tego trzymać z daleka.To co?— No jak to co, to ja nie wiem…Pawełek ostrzeżenie potraktował wzgardliwie.— A czy ja mu się muszę rzucać na szyję? Możemy go oglądać z daleka, jakby co, to nawet przez lornetkę.To po pierwsze, a po drugie, ona mogła trochę przesadzać, bo była zdenerwowana.Chyba ten Barański nie gryzie?Janeczka doznała nagle przypływu natchnienia.— Mnóstwo rzeczy przychodzi mi razem do głowy — oznajmiła, przechylając się do tyłu na krześle.— Po pierwsze, owszem.Barańskiego trzeba obejrzeć czym prędzej, ale z daleka, tak, żeby nas nie widział.Wymyśl jakiś sposób.A po drugie, trzeba koniecznie powiedzieć pani Piekarskiej o tej zamianie Okularnika.Niech robi co chce, ale niech dopadnie tych znaczków i sprawdzi, co tam jest, żeby on już nie mógł zamienić na nic innego.Czekaj, jeszcze mam po trzecie.Czesia trzeba do niej dopuścić i zobaczyć, co będzie załatwiał…— Nic nie będzie załatwiał, tylko jej nawciska kitu, a załatwiał będzie Fajksat.— Nie szkodzi.Chcę wiedzieć, jakiego kitu.Trzeba uprzedzić panią Piekarską, żeby miała oczy w głowie.I to też czym prędzej, bo może Czesio już tam jedzie.— W tej chwili to może nie, bo jest prawie wpół do dziesiątej, pani Piekarska na kolację na pewno go nie zaprosiła.Ale w ogóle fakt, że trzeba z gazem.Jak robimy?— Pojedziemy zaraz jutro.W oba miejsca.— Razem?— A co…?— Nie damy rady.Ta szkoła niemożliwie przeszkadza, ja mogę zacząć dopiero po czwartej.A wieczorem musimy być na lotnisku.— O Boże, zapomniałam o lotnisku…! No dobrze, to ja pojadę do pani Piekarskiej…— A ja zaraz po zajęciach praktycznych na Bonifacego.I wezmę psa.Panią Piekarską już zna, a Barańskiego trzeba mu pokazać.— I wieczorem spotkamy się na lotnisku…* * *Wolnym krokiem Pawełek obszedł dwie strony narożnej działki i zaczął się przymierzać do pozostałych dwóch.Jedna z przyległych posesji była ogrodzona, druga bezproblemowo dostępna, stanowczo jednak wolał tę ogrodzoną.Przeleźć przez siatkę, żadna sztuka, lepiej byłoby jednakże, żeby go nikt przy tym nie widział.Działka bez ogrodzenia była prawie pusta, niczym nie osłonięta i przełażenie odbywałoby się jak na patelni, tę drugą natomiast porastały liczne krzewy i drzewa, tworzące doskonałe kryjówki.W dodatku zauważone wcześniej budy stały tuż przy jej ogrodzeniu i w razie czego ułatwiłyby sprawę.Czyli najpierw dostać się tam, a potem przez te budy tu…Rozważał na razie kwestię czysto teoretycznie, nie zamierzał się bowiem nigdzie wdzierać.Zasadniczym jego celem było doczekanie się na powrót, ewentualnie wyjście z domu właściciela willi, owego piekielnego Barańskiego.Wewnątrz domu ktoś siedział, o czym świadczyło uchylone okno i paląca się gdzieś w głębi lampa.Zaczynało się zmierzchać i Pawełek miał nadzieję, że przy wychodzeniu z domu właściciel zapali dodatkowe światło, może takie nad drzwiami, inaczej bowiem w zapadającym mroku nie mógłby go wcale zobaczyć.No, zobaczyć owszem, ale nie przyjrzeć mu się.Latarnie na ulicy stały, ale z tych najbliższych akurat nie paliła się żadna.Sterczał tu już całe wieki, zrobiło się ciemno, poza tym nie działo się nic.Chaber wykazywał anielską cierpliwość [ Pobierz całość w formacie PDF ]