[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ruszyli dalej wśród gęstniejących ciemności.- Czy będziemy jechali przez całą noc? – spytał po jakimś czasie Merry.– Nie wiem, Gandalfie, jak ty się czujesz z uczepioną twojej poły hałastrą, ale hałastra chetnie by się odczepiła i położyła spać.- A więc słyszałeś te obelgi? – odparł Gandalf.– Nie pozwól im jątrzyć się w swoim sercu.Bądź zadowolony, że Saruman nie poczęstował was dłuższym przemówieniem.Nigdy przedtem nie spotkał hobbitów i nie wiedział, w jaki ton uderzyć zwracając się do nich.Dobrze jednak wam się przyjrzał.Jeżeli to może być plastrem na twoją zranioną dumę, to wiedz, że w tej chwili pewnie więcej myśli o tobie i Pippinie niż o nas wszystkich.Kim jesteście? Jak się dostaliście do Isengardu i po co? Ile wiecie? Czy byliście w niewoli, a jeśli tak, jakim sposobem uratowaliście życie, skoro orkowie wyginęli co do nogi? Nad tymi zagadkami biedzi się teraz mądra głowa Sarumana.Szyderstwo z tych ust, Meriadoku, jest zaszczytem, jeśli cenisz sobie jego zainteresowanie.- Dziękuję ci – odparł Merry – ale największym zaszczytem jest dla mnie czepianie się twojej poły, Gandalfie.Po pierwsze dlatego, że dzięki temu mogę powtórzyć raz jeszcze to samo pytanie: czy będziemy jechali przez całą noc?Gandalf roześmiał się.- Nie pozwolisz nikomu wykręcić się sianem.Każdy czarodziej powinien mieć hobbita albo kilku hobbitów stale u boku; już oni by go nauczyli wyrażać się ściśle i nie bujać w obłokach.Przepraszam cię, Merry.Dobrze więc, pomówmy więc o tych przyziemnych szczegółach.Będziemy jechali jeszcze parę godzin, bez pośpiechu zresztą, aż do wylotu doliny.Jutro ruszymy szybciej.Zamierzałem z Isengardu wracać prosto przez step do królewskiego domu w Edoras, ale po namyśle zmieniliśmy plany.Wysłaliśmy gońców do Helmowego Jaru, żeby zapowiedzieli tam na jutro powrót króla.Stamtąd Theoden z liczniejszą świtą pojedzie do Warowni Dunharrow przebierając się ścieżkami przez góry.Odtąd bowiem nie będziemy się w większej gromadzie pokazywać na otwartym polu we dnie ani w nocy, chyba że nie dałoby się tego w żaden sposób uniknąć.- Z tobą tak zawsze: albo nic, albo wszystko na raz – rzekł Merry.– Mnie tymczasem interesował tylko dzisiejszy nocleg.Gdzie jest ów Helmowy Jar i co to za miejsce? Pamietaj, że nie znam wcale tych okolic.- A więc warto, byś się o nich czegoś dowiedział, jeżeli chcesz zrozumieć, co się dokoła nas dzieje.Ale nie ode mnie się tego dowiesz i nie w tej chwili.Za dużo mam teraz pilnych spraw do przemyślenia.- Dobrze, wezmę na spytki Obieżyświata podczas najbliższego popasu.On jest mniej obraźliwy od ciebie.Ale powiedz mi przynajmniej, dlaczego musimy się kryć? Myślałem, że wygraliśmy bitwę.- Owszem, wygraliśmy, lecz to dopiero pierwsze zwycięstwo, a odniósłszy je, tym bardziej jesteśmy zagrożeni.Między Isengardem a Mordorem istnieje jakaś łączność, której nie podejrzewałem.Nie wiem dokładnie, w jaki sposób się porozumiewają, lecz na pewno wymieniali wiadomości.Oko Barad-Duru będzie, jak sądzę, z niecierpliwością wpatrywało się w Dolinę Czarodzieja, a także w stepy Rohanu.Im mniej zobaczy, tym dla nas lepiej.Z wolna posuwali się krętą drogą w dół doliny.Isena w swoim kamiennym korycie to przybliżała się, to znów oddalała.Noc zeszła z gór.Mgła ustąpiła już zupełnie.Dmuchnął chłodny wiatr.Księżyc, bliski tego wieczora pełni, rozlewał na wschodniej części nieba bladą, zimną poświatę.Z prawej strony ramiona góry zniżyły się opadając nagimi stokami.Przed podróżnymi ukazała się szeroka, szara równina.Wreszcie zatrzymali się, a potem skręcili z gościńca na miękką trawę płaskowyżu.Przejechali niewiele ponad milę w kierunku na wschód i znaleźli się w małej dolince, otwartej od południa, a wspartej o zbocza ostatniego w południowym łańcuchu kopulastego wzgórza Dol Baran, zanurzonego w zieleni i zwieńczonego u szczytu kępami wrzosów.Stoki dolinki zarastał gąszcz zeszłorocznych paproci, wśród których mocno zwinięte wiosenne pędy ledwie się przebijały przez pachnącą świeżością ziemię.Niżej krzewiły się bujnie kolczaste zarośla i w ich cieniu wędrowcy rozbili obóz na dwie godziny przed północą.Rozpalili ognisko w wykrocie między rozcapierzonymi korzeniami głogu, wysokiego jak drzewo, pokrzywionego ze starości, ale zdrowego i krzepkiego.Na każdej jego gałązce już nabrzmiewały pączki.Wyznaczono straże, po dwóch na każdą wartę.Reszta kompanii zjadłszy wieczerzę owinęła się w płaszcze i posnęła.Hobbici leżeli nieco odosobnieni w jakimś zakątku na podściółce z suchych paproci.Merry był senny, lecz Pippina ogarnął dziwny niepokój.Paprocie trzeszczały i szeleściły pod nim, gdy kręcił się i przewracał ustawicznie.- Co ci jest? – spytał Merry.– Możeś trafił na mrowisko?- Nie – odparł Pippin – ale okropnie mi niewygodnie.Usiłuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz spałem w łóżku.Merry ziewnął.- Policz na palcach – rzekł.– Chyba wiesz, ile czasu upłynęło, odkąd opuściliśmy Lorien?- Ech, to się nie liczy – powiedział Pippin.– Myślę o prawdziwej sypialni i łóżku.- W takim razie trzeba liczyć od pobytu w Rivendell – rzekł Merry.– Ale ja usnąłbym dzisiaj na każdym posłaniu.- Szczęściarz z ciebie – odezwał się po chwili milczenia Pippin ściszonym głosem – jechałeś razem z Gandalfem.- No to co z tego?- Może z niego wydobyłeś jakieś wiadomości i nowiny?- Nawet mnóstwo.Więcej niż kiedykolwiek.Chyba jednak słyszałeś, co mówił, bo jechaliście blisko nas, a my nie robiliśmy z nasze rozmowy sekretu.Skoro myślisz, że dowiesz się od Gandalfa więcej niż ja, usiądź jutro na jego konia.Oczywiście, jeżeli Gandalf zgodzi się na zamianę pasażera.- Ustąpisz mi miejsca? Świetnie.Ale Gandalf jest okropnie skryty.Nic się nie zmienił, prawda?- Owszem, zmienił się – odparł Merry, trzeźwiejąc ze snu i trochę już zaniepokojony pytaniami przyjaciela.– Jak gdyby urósł.Jest zarazem bardziej dobrotliwy i bardziej groźny, i weselszy, i uroczystszy niż dawniej.Zmienił się, ale dotychczas nie mieliśmy sposobności przekonać się, jak głęboko ta zmiana sięga.Przypomnij sobie zakończenie rozprawy z Sarumanem.Przecież Saruman był dawniej zwierzchnikiem Gandalfa, głową Rady.chociaż nie wiem dokładnie, co to właściwie znaczy.Był Sarumanem Białym.A teraz Gandalf chodzi w bieli [ Pobierz całość w formacie PDF ]