[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mógł przecież zaczekać do rana i dopiero wtedy porozmawiać z Ophelia.Mógł szybko wyjść, gdy zobaczył, że dziewczyna przygotowuje się do snu.Mógł pobiec za jej znajomą i próbować nakłonić ją do milczenia.Uwierzył jednak od razu, że tamta nie zechce milczeć, bo ani przez chwilę nie wątpił, że wiele osób ucieszyłby upadek Ophelii.Tymczasem zamiast działać, poszedł utopić w alkoholu swoją złość.Udało mu się to tak skutecznie, że już tylko bardzo mgliście pamiętał rozmowę z dziadkami, którzy przyszli do jego pokoju oznajmić mu, iż jednak poślubi Ophelię.Musiał teraz wyprowadzić Raphaela z błędu.- Mylisz się, człowieku.Ona nie mogła wiedzieć, że będę jej szukał, więc niczego nie ukartowała.To żadna intryga, jestem pewien.To ja ponoszę winę za ten incydent, bo dałem się ponieść emocjom.A skoro tak, nie mogę pozwolić, by ona za to zapłaciła.Nie mógłbym żyć z taką świadomością.- Do licha! Honor ponad wszystko, czy tak? - powiedział Raphael z lekkim niesmakiem i wreszcie zostawił Duncana samego.Rozdział 34Sabrina wyjrzała przez okno swej sypialni, by spojrzeć na powóz, który stał przed domem.Za każdym razem, gdy go widziała, chciało jej się płakać.Znowu uroniła kilka łez, niewiele, ale przez kilka ostatnich dni wylała ich już sporo.Choć mówiła stangretowi, by się nie fatygował, powóz zajeżdżał codziennie i czekał kilka godzin, po czym wracał do Summers Glade.Goście widocznie nie opuścili posiadłości.Mieli pozostać zapewne aż do ślubu, którego datę wyznaczono na środek przyszłego tygodnia.Pewnie Neville doszedł do wniosku, że nie warto zadawać sobie trudu z rozsyłaniem zaproszeń na wesele, skoro goście już u niego bawią.W sąsiedztwie o niczym innym nie mówiono - małżeństwo młodego Szkota było głównym tematem plotek.Docierały one do Sabriny za pośrednictwem ciotek, które przyjmowały gości, choć ona sama zamknęła się w swoim pokoju.Nie chciała z niego wyjść, nawet gdy dzień po ogłoszeniu zaręczyn przyjechał Duncan.Następnego dnia także się zjawił, ale znów daremnie.Nie zgodziła się też przyjąć Ophelii, która po południu przybyła ją odwiedzić i niewątpliwie wyrazić satysfakcję.Po trzech dniach cierpienia i płaczu, a także dociekań, co takiego zaszło, że zniszczyło jej krótkotrwałe szczęście, Sabrina popadła w otępienie.Było to dla niej błogosławieństwo.Nie czuła już bólu.Stwierdziła w końcu, że może uda jej się o wszystkim zapomnieć i być znowu sobą, choć pewnie co jakiś czas najdzie ją wspomnienie utraconego szczęścia.Na razie postanowiła wyjść z zamknięcia.Pech jednak chciał, że kiedy wreszcie zeszła na dół i udała się do salonu, gdzie spodziewała się znaleźć tylko ciotki, zastała Ophelię.Wprowadziła ją służąca, która właśnie poszła powiadomić swoje panie o przybyciu gościa.O dziwo, Sabrina nie poczuła nic na widok Ophelii, nawet odrazy, i przywitała się z nią tak, jak wymagała grzeczność.- Lepiej się czujesz? - zapytała Ophelia z udaną troską, kiedy tylko ją zobaczyła.- Lepiej.?- Kiedy byłam tu wczoraj, lady Alice powiedziała, że źle się czujesz i położyłaś się do łóżka.Chciałam pójść do ciebie, ale odparła, że pewnie śpisz.- Ach, to - odparła Sabrina, machając lekceważąco ręką.-Wystarczyło trochę snu i wszystko mi przeszło.A co cię sprowadza? W Summers Glade chyba nie skończyły się uroczystości?- Rzeczywiście nie, choć spora część gości wyjechała - stwierdziła Ophelia z niezadowoleniem.- Pewnie niektóre panie uznały, że pozostawanie tam dłużej byłoby tylko stratą czasu.Sabrina nie czuła zaskoczenia.Większość młodych kobiet zaproszonych do Summers Glade miała nadzieję znaleźć w tym sezonie męża.Skoro kawaler, którego chciały zdobyć, okazał się już zajęty, musiały skierować swe kroki gdzie indziej i w tym celu wróciły do Londynu, gdzie wciąż odbywały się liczne przyjęcia.Zapadła niezręczna cisza.Ta sztywna wymiana zdań nie zatarła nieprzyjemnego wrażenia po ostatniej rozmowie.Nie lubiły się, co było wyraźnie odczuwalne.Ophelia przerwała ciszę, wzdychając przeciągle.- Chciałabym cię przeprosić - powiedziała, rumieniąc się lekko i spuszczając wzrok.- Chyba byłam niemiła wtedy na przyjęciu i pewnie dlatego.cóż, straciłaś panowanie nad sobą.Chciałabym ci wytłumaczyć powód.- Nie trudź się - przerwała Sabrina.- To naprawdę nie ma znaczenia.- Może dla ciebie nie ma, ale ja żałuję tych przykrych słów, które padły między nami.- Ophelia nie ustępowała.- Przecież jesteśmy przyjaciółkami.Sabrina zaśmiałaby się szyderczo, gdyby nie czuła się tak przygnębiona.Niewątpliwie nigdy przyjaciółkami nie były.Ophelia wprawdzie przedstawiała ją tak swoim znajomym, ale przecież nie mogła postąpić inaczej, bo Sabrina była gościem w jej domu.Wywiązała się po prostu ze swego obowiązku, a wcale nie znaczy to, że zrobiła to z ochotą.Tylko raz powołała się na ich rzekomą przyjaźń, i to wtedy, gdy chciała prosić Sabrinę o przysługę.Ophelia w typowy dla siebie sposób zignorowała brak zainteresowania Sabriny tym, co miała jej do powiedzenia.- Bo widzisz, tamtego wieczoru nie byłam wcale tak pewna siebie, jak mogłoby się zdawać.Nie wiem dlaczego, być może zabiegi Duncana, by wzbudzić we mnie zazdrość, okazały się jednak skuteczne.Niezależnie od powodu, zaczęłam mieć różne wątpliwości i byłam trochę zdenerwowana, co, niestety, w efekcie odbiło się na tobie.Nie jestem przyzwyczajona do poczucia takiej niepewności i zachowałam się głupio.Zrozumiałam to już chwilę później, kiedy Duncan przestał się dąsać i zaręczyliśmy się.Ta ostatnia uwaga wytrąciła Sabrinę z równowagi.„Chwilę później"? Zanim Duncan odnalazł ją na drodze?- Kiedy to się stało? - zapytała.- Czy to ważne [ Pobierz całość w formacie PDF ]