[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.O czym myślisz, ojcze? Wyciągnęła do niego rękę i poczuła, że ujął jej dłoń.Jego chropawa skóra, męski zapach budziły w niej otuchę, która zdawała się nie mieć granic.Jego twarz, ogorzała, pokryta zmarszczkami, które wyryły na niej troski i żal, wyglądała na bardziej kościstą.Nie wydawał jej się teraz stary, jak to często bywało.Wydawał się… historyczny.Omal nie wybuchnęła śmiechem.Cisza przeciągała się nienaturalnie długo.W końcu pułkownik Cadmann Weyland powiedział do niej:–Być może postąpiliście słusznie, ale to nie może być usprawiedliwieniem tego, jak to zrobiliście.Nic nie może.–Toshiro?–Więcej niż to.–Co może być… czymś więcej?–Ufaliśmy wam, wtedy.Kiedy okazało się, że nie możemy, wszystko się zmieniło.Toshiro zginął, ponieważ nie wiedzieliśmy już, czego możemy się po was spodziewać.Po każdym z was.Po nim także.–Ale on nie zrobiłby… och.– Oparła głowę na jego ramieniu.–Powiedziałbym to o tobie – odezwał się pułkownik.– I zrobiłem to.Toshiro nie zabiłby Carlosa.Jessica, nie… nie mogę znieść, gdy robi się ze mnie głupca.Każdy, kto musi podejmować decyzje, wie, że coś takiego kiedyś się zdarzy.Ale… ty weszłaś do naszego domu i wykorzystałaś swoją w nim pozycję.To się nie może powtórzyć.Poczuła ucisk w gardle.–Ale jeszcze o czymś musisz usłyszeć – kontynuował, a jego głos był zaskakująco łagodny.– Wciąż jestem twoim ojcem i kocham cię.–Naprawdę? – Usłyszawszy brzmienie swojego głosu, poczuła, że zżyma się wewnętrznie, gdyż było w nim coś z głosu małej, pragnącej zyskać aprobatę taty dziewczynki.Nie słyszała tego tonu w swoim głosie od lat i wcale jej go nie brakowało.–Naprawdę – odpowiedział.– Odwiedzę cię tutaj na kontynencie.Przyjadą także twoje obie matki.Ale nie jesteś już mile widziana na Urwisku.Nie teraz.Może później, kiedy zobaczymy, jak sobie tutaj radzisz ze swoimi obowiązkami.Kocham cię, ponieważ jesteś moją córką.Na zaufanie musisz sobie zasłużyć.Uniosła głowę i pocałowała go w policzek.Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej:–Ciii.Pokiwała głową i spojrzała przed siebie.–Czy tutaj wszystko jest w porządku? – zapytał.– Nie dzieje się coś złego?–To, co tu widzisz, jest zarazem całą prawdą, tato -odparła.Skinął znowu głową, a ona zaczęła się zastanawiać, co chciał powiedzieć, co prawie powiedział, co prawie skomentował.–Niektórzy z Pierwszych nigdy tego nie zaakceptują – podjął.– My nigdy nie zdołamy zaakceptować tego, że macie prawo żyć tak, jak chcecie.Zaakceptować was jako równych partnerów w tym całym przedsięwzięciu.–Co ty mówisz? – zapytała.–Sugerują, że chcecie stworzyć własną społeczność, ponieważ nie potraficie się dostosować.Że powoduje wami młodzieńcza potrzeba bycia wolnymi i realizujecie ją, nie zważając na konsekwencje.I to nie tylko Pierwsi tak mówią.Jest wielu w Surf's Up – w tym, co z Surf's Up zostało – którzy także to powtarzają.W pobliżu przeleciał pterozaur, na tyle blisko, że celnie rzucony kamień trafiłby go w skrzydło.Cadmann obserwował go przez dłuższy czas.–Gniazdo – odezwała się Jessica.Skinął głową.–Ale to było dawno temu.Uśmiech.–Tato, powiedziałabym to samo, co powiedział stary Hendrik.Powiedziałabym dzieciom: "Nie dotykajcie jaj.Nie wiemy, co pterozaury zrobią, ale na pewno nie będzie wam się to podobało".Ponownie skinął głową i oderwawszy wzrok od pterozaura, popatrzył w dół tam, gdzie za równiną suchych skał, poza normalnym zasięgiem grendeli, płynęła rzeka.Meandrowała, to znikając w dali, to się zbliżając, stara rzeka wijąca się przez długą iłową dolinę niczym wąż, mglista wstążka.–Studnie są tutaj – powiedziała Jessica.– Żadnego połączenia z płynącą wodą.Pokiwał głową.–Wybraliście dobre miejsce.Powiedziałbym, że Shangri-la jest bezpieczne.Chyba że…–Tak?Pokręcił głową.–W wojsku nazywaliśmy to "radzeniem się własnych lęków".Może cię tak bardzo pochłonąć myślenie o tym, co się może stać, że nie zdołasz zrobić niczego innego.–Co cię martwi?–Załóżmy, że jakiś grendel potrafi zapanować nad swoim organizmem.Że może się powstrzymać od przejścia w szybkość do czasu, aż tu dotrze.Myślę, że jedna z tych bestii mogłaby to zrobić.–Ale nie potrafią – odparła Jessica [ Pobierz całość w formacie PDF ]