[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Teraz owiał ich słodki, piżmowy zapach Duszożercy — tysiąc razy bardziej intensywny od zapachu, jaki Colivar wykrył w pałacu Królowej Wiedźmy.Wabiący.Nie do zniesienia.Jego ludzkiej duszy zbierało się na wymioty, a ta inna, mroczna — pragnęła pławić się w tej woni.Magister spojrzał na Ramirusa, by przekonać się, jak ten zareaguje.Miałponury wyraz twarzy i najwyraźniej bezczynna obserwacja Gwynofar wymagała od niego wielkiej samokontroli.Na pewno to Gwynofar zabroniła mu interwencji; nie respektowałby takiego polecenia, gdyby wydał je wyłącznie Salvator, Colivar przypuszczał, że jeśli Ramirus uznałby, że jej życie jest naprawdę zagrożone, postępowałby inaczej.I niech diabli wezmą uczucia Pokutników!Krzywoprzysięzca., pomyślał Colivar z pogardą.Nagle wezbrała w nim nienawiść do Ramirusa i wszystkich innych Magistrów.Ale głównie do Ramirusa.Czy ten arogancki głupiec uważa się za równego jemu? Przez wieki knuł, jak pokonać Colivara, i przez wiekite jego plany były udaremniane.Nigdy się z tym nie pogodził.Nigdy nie porzucił marzeń o zwycięstwie.Kiedy ten idiota wreszcie zrozumie? Nie był panem Colivara.Nigdy nie będzie jego panem.Czas wyłożyć mu to dobitnie.Raz na zawsze.Odległa część jego mózgu wiedziała, co się z nim dzieje.Ale ta część zrezygnowała ze swojej autonomii i sterowanie przejęło coś bardziej mrocznego.W żyłach Colivara rozgorzała wściekłość, gdy gromadził moc, wiedząc, jak wiele siły i umiejętności będzie wymagało złamanie obrony Ramirusa.Wiedział również, jakie jest prawdziwe źródło tej wściekłości, i wiedział, że musi się temu przeciwstawić, ale brakowało mu środków.Wszystkie powiązania łączące go kiedyś ze światem ludzi zostały przerwane.Jego ludzka kochanka zniknęła - i prawdopodobnie przestała być człowiekiem.Sam zerwał królewski kontrakt z Farahem.Nie miał żadnych ludzkich celów, którym mógłby służyć, żadnego ludzkiego przywódcy, którego mógłby chronić, żadnego znaczącego ludzkiego porządku, któremu miałby podlegać.Poza tym żałosnym porozumieniem z SaIvatorem.Magister bez związków z ludźmi to rzecz prawdziwie przerażająca.Tylko nieliczni zrozumieli to w sposob tak bezpośredni jak on sam.A ponadto złamał Prawo.W chwili, gdy rozpoznał, czym jest Kamala, i postanowił, że nic z tym nie zrobi, zerwał swoje związki ze starożytnym porozumieniem, odcinając się od czarnoksięskiego konstruktu, dzięki któremu jego kasta wydostała się z barbarzyństwa.To prawda, minęły wieki, od kiedy ostatnio bestia w nim wychynęła na powierzchnię, i może już uwierzył, że czas i samodyscyplina tę bestię osłabiły.Myliłsię jednak.Może wewnętrzny mrok został zmuszony do uległości wieki temu, gdy tylko nałożono kajdany Prawa, ale nigdy nie został całkowicie przezwyciężony.A teraz te kajdany zostały zerwane i królowa ikati wzywała go.Colivar miałcałkowitą pewność, że jeśli ulegnie tej zwierzęcej wściekłości, która wzbiera w jego żyłach, i uderzy na Ramirusa, na zawsze już będzie zgubiony,Ale tak wielkiej wściekłości nie dało się powstrzymać -wylała się z Colivara nieposkromiona i groźna, żądna przemocy.Ziemia pod nim zadrżała, gdy usiłowałprzekierować straszną moc na inny obiekt - nie na swego rywala - i skały eksplodowały w fontannie iskier między dwoma Magistrami.Spirale karminowych płomieni kręciły się wokół niego w dzikim tańcu.W oczach Ramirusa dostrzegłniepokój, lecz nie zdziwienie.Ramirus również odczuwałskutki bliskości królowej ikati i w głębi swego jestestwa, gdzie sekretnie czają się instynkty magisterskiej kasty, wiedział, co się dzieje.Ciągle jednak miał Prawo, które wzmacniało w nim to, co ludzkie, oraz był związany kontraktem z rodem Aureliusów.I najważniejsze: nie miał wspomnień CoIivara.Nie miał pragnień Colivara.Może czuł, że w tym momencie zagląda w otchłań szaleństwa, ale nie znał nazwy przerażenia, które czaiło się sprężone w głębi, ani też nigdy go nie doświadczył.Nikt poza Colivarem nie znał prawdy.Nagle padł na nich cień królowej ikati i Colivar mógł w końcu oderwać wzrok od Ramirusa.Jej długi, wijący się ogon wyginał się jak bicz, gdy zawisła nad Gwynofar, taksując swoją ludzką przeciwniczkę.Wielkie witrażowe skrzydła rzucały na ziemię barwne, migotliwe plamki.Colivar widziałwitrażowy kokonna jej grzbiecie, gdzie para mniejszych skrzydeł zwinęła się, ochraniając jakiś cenny ładunek.Serce Colivara zamarło, gdy uświadomił sobie, co to jest - co to musi być - i przez chwilę zawładnęły nim tak silne wspomnienia, że omal nie padł na kolana.Intensywny żar napły nął mu do lędźwi, gdy cala moc, jaką kierował na zewnątrz, zaczynała się w niego zapadać.Musiał ją na czymś skoncentrować, zaprząc do innego dzieła, bo strawi go niechybnie.Łucznicy czekali w pogotowiu.Nie byli jeszcze pewni, czy ich strzały mają odpowiedni zasięg.Twarze pobielały im z wysiłku, gdyż musieli skupić się na królowej ikati, tak by nie patrzeć bezpośrednio na nią.Najważniejsze, by atak nastąpił w idealnym momencie.Za wcześnie - ostrzał nie dosięgnie celu; za późno - stworzenie może dopaść Gwynofar, zanim je zestrzelą [ Pobierz całość w formacie PDF ]