[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale dodał, że wie, czym naprawdę jest Fundusz XWZ.Pomyślałam o tym, że Jonas siedzi niczym pająk w środku zawiłej sieci, którą stworzył, i czeka na Shannon - i ogarnął mnie głęboki gniew, tak wielki, jakiego nie czułam już od czasu, gdy usłyszałam, że mój Archie został zabity przez nazistów.- A gdzie jest to miejsce, w którym macie się zobaczyć? - dopytywałam się natarczywie.- To dziwne, ale on chce, żebym się z nim spotkała w nowej Wieży O’Keeffe’a na Park Avenue.Prosił, abym wjechała windą towarową do części mieszkalnej na samej górze, a on tam się ze mną spotka o jedenastej.Ma coś ważnego, co muszę zobaczyć.Nie pojedziesz tam - rzekłam dobitnie.Spotkajmy się tutaj i o jedenastej wszyscy razem stawimy się na spotkanie z Jonasem Brennanem.- Powiedział, że jest rzeczą ważną, bym nie mówiła nikomu.Nie wcześniej, niż zobaczę to, co ma mi do pokazania, a wtedy sama już zadecyduję.- Zawahała się, a potem dodała: - Wiesz, Maudie, w jego głosie brzmiało coś takiego, jakby "współczucie".Czy sądzisz, że może ma dowód na to, że tato jednak naprawdę sam się zabił?Że nie został zamordowany, a my wszyscy pędzimy tu i tam, szukając podejrzanych, podczas gdy tacy w ogóle nie istnieją?- Jestem pewna, że to nieprawda - odrzekłam zaciekawiona, co właściwie Jonas trzyma w rękawie.I odkładając słuchawkę, byłam już zdecydowana, że dowiem się tego.Myślałam, że najbliższa godzina nigdy nie minie.Z nadzieją zajrzałam do Brygidy, ale ta spokojnie sobie chrapała, tak że nie miałam serca jej budzić, by opowiedzieć o nowych wydarzeniach.Stanęłam przed telewizorem, przełączając kanały, tak jak ona, lecz nic mnie nie interesowało, podeszłam więc do okna i spojrzałam z góry na zapierający dech w piersiach widok czarodziejskiego miasta.Nocą drapacze chmur były oświetlone jak cały las choinek na Boże Narodzenie, a gdy pomyślałam o Jonasie, który w Wieży O’Keeffe’a czeka na młodą Shannon, aż zakipiało we mnie.O dziesiątej nagryzmoliłam wiadomość, założyłam marynarski filcowy kapelusz z opuszczoną w dół jedną połową ronda oraz pantofle na praktycznych obcasach, a w klapę wetknęłam sobie jedną kamelię wyjętą z bukietu.Wzięłam starą laskę papcia, zrobioną z leszczyny, sprawdziłam wygląd włosów i nowej czerwonej szminki "paloma", po czym zjechałam windą na dół do holu.W hotelu znali mnie już wszyscy, bo czyż nie zatrzymywałam się, by pogadać z absolutnie każdym; poczynając od szefa nocnej zmiany i portiera aż do szefa obsługi hotelowej, kelnerów i recepcjonistów?Teraz więc, gdy przechodziłam energicznym krokiem, wszyscy rzucali mi uśmiechy i słowa powitania.Portier przy drzwiach zawołał dla mnie taksówkę i zapytał, dokąd chcę jechać, zdumiewając się, gdy powiedziałam, że do nowej Wieży Keeffea na Park Avenue.- Ten budynek jeszcze nie jest ukończony, pani Molyneux - powiedział tonem powątpiewania.- Czy na pewno tam chce pani pojechać?- Naturalnie, dziękuję ci, Patryku - rzekłam, wsiadając do taksówki, on zaś podał kierowcy adres.U wejścia do holu znajdował się ochroniarz, który popatrzył na mnie ze zdumieniem, gdy w pośpiechu podbiegłam ku jego jasno oświetlonej szklanej kabinie.Zauważyłam, że na identyfikatorze miał napisane nazwisko Mulligan.Dziwiąc się, jak w ogóle mogłam zrobić się taka przebiegła, przybrałam niespokojny wygląd oraz akcent irlandzki i odezwałam się do niego, z trudem łapiąc dech:- Och, Bogu dzięki, żeś pan mój rodak Irlandczyk, bo i zresztą cały Nowy Jork jest irlandzki, czyż nie?- Uczepiłam się występu przy jego okienku, usilnie starając się wyglądać na pobladłą i najwyraźniej udało mi się to, ponieważ powiedział:- Czy dobrze pani się czuje?- Ktoś mnie śledzi - wysapałam, przywołując to, co zapamiętałam z zachowania Ingrid Bergman w podobnych sytuacjach.- Teraz czai się tam, za rogiem, czekając na mnie.Miałam zawołać taksówkę, ale żadnej nie było w zasięgu wzroku, a za bardzo się bałam, żeby tam gdzieś czekać.- Ja sprawdzę, co się tam dzieje, proszę pani - powiedział, wychodząc ze swego maleńkiego biura i kładąc groźnie dłoń na rewolwerze, spoczywającym mu w kaburze na biodrze.- Pani tylko poczeka tu, w tym miejscu, złociutka - rzekł - i zaraz znajdę dla pani taksówkę.Wyszedł z holu na ulicę i spostrzegłam, jak rzuca spojrzenie na lewo i prawo, po czym odwraca się i badawczo patrzy na mnie.Pokazałam mu czym prędzej w lewo, a on oddalił się za róg, znikając mi z oczu.Wyszczerzyłam zęby w nikczemnym uśmiechu i przemknęłam przez jeszcze nie wykończony hol na tyły, do wielkiej windy towarowej o otwartych bokach.Szybko nacisnęłam guzik i zamknęłam oczy, gdy ta z turkotem zaczęła mijać jedno za drugim puste, nie wykończone piętra, same betonowe podłogi, blado oświetlone roboczymi światłami.Wyglądało to przerażająco, a ja po myślałam o Bobie i o tym wszystkim, przez co musiał przejść, żeby wybudować ten szkielet: o wszystkich długich negocjacjach dotyczących cen i kontraktów, zezwoleniach projektowych i ulgach podatkowych, o całej biurokracji i personalnych intrygach, wiążących się z konstrukcją pokaźnej budowli w jednym z najważniejszych miast świata.I pomyślałam, jak smutno i przerażająco to wygląda.Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek na tych kościach ze stalowych wiązarów pojawi się jakieś "ciało".Winda zachybotała się i stanęła, a ja wysiadłam prosto w zupełnie inny świat.Podłogę holu wejściowego wyłożono parkietem wyfroterowanym teraz na wysoki połysk, a pod sufitem iskrzył się kryształowy żyrandol, stary "waterford", jeśli się nie mylę.Ostrożnie przeszłam po miękkim, jedwabnym dywanie w delikatnych odcieniach błękitu i strawionych brązach, zastanawiając się, czy Jonas już przybył.Zajrzałam przez otwarte dwuskrzydłowe drzwi i z osłupienia wstrzymałam oddech, ujrzałam bowiem jeszcze więcej pięknych dywanów, cenne kanapy i meble antyki, a wchodząc na palcach do pokoju, zauważyłam, że każda rzecz ma na sobie nalepkę.Numer poszczególnych grup przedmiotów wystawionych na licytację.I wówczas zobaczyłam obraz górujący na ścianie naprzeciwko okien."Aleja" pędzla van Gogha jaśniała niczym ikona w nakierowanym na nią specjalnym niskim oświetleniu, a ja pojęłam, że wszystko to należy teraz do Jonasa.To on kupił wszystkie rzeczy Boba, jego meble, dywany i antyki w taki sam sposób, jak kupił od pisarza dom w Montauk wraz z całym jego wyposażeniem [ Pobierz całość w formacie PDF ]