[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie zajęło jej zbyt dużo czasu upewnienie się, że nigdy nie proponował Isobel byle czego.Pewnego razu, gdy weszła do pracowni w mglisty poranek, z kroplami 271wilgoci na włosach i płaszczu, odłożył na bok narzędzia, podniósł się i przeciągnął z jakimś nieokrzesanym wdziękiem i witalnością; patrząc na niego Ginny zrozumiała, dlaczego wciąż tutaj przychodzi.Miał przekrwione oczy, ale emanowała z niego energia i magnetyzm, które przyciągnęły ją już za pierwszym razem.Nawet zmęczenie nie potrafiło przygasić wewnętrznego blasku tej energii.— Boże, która godzina? — zapytał.— Jeszcze się nie zdążyłem położyć.— Objął ją lekko ramieniem i przeszli do kuchni.— Kochanie, ugotuj mi dwa jajka, dobrze? Strasznie jestem głodny.—Odkroił parę grubych kromek chleba z bochna i zaczął się opychać.Przy drugiej kromce zatrzymał się, by rozsmarować na niej tłuszcz, który wyciągnął z lodówki.— Smalec — wykrztusił z wypchanymi ustami.— Najlepiej smakuje, gdy jest się głodnym.Kiedy byłem dzieciakiem, przywykłem żyć o chlebie ze smalcem.Byłem biedny i głodny, i zawsze wydawało mi się, że czuję wtedy smak mięsa z poprzedniego tygodnia.Uśmiechnął się, ziewnął szeroko otwartymi ustami, pełnymi nie przełkniętego chleba.Jego prostackie zachowanie łagodziła bijąca z niego naturalność i ciepło.Zauważył jej spojrzenie i uśmiechnął się.— Ależ ze mnie prymityw, prawda, Ginny?— Ciężko pracujesz — odparła, zapalając gaz pod rondelkiem.— Pracuję! — Nagle spoważniał.— Mój Boże, nawet jeszcze nie zacząłem.Daj mi tylko dziesięć takich lat jak ostatni rok! — Ręka zacisnęła mu się w napięciu na krawędzi stołu.Jego głos wydawał się odbijać głośnym echem od ścian kuchenki.— Nie wystarcza mi godzin i dni.Głowę mam pełną pomysłów, które chciałbym wypróbować.Jest tego tyle, że chyba zwariuję.Spieszę się jak szalony, żeby nic mi nie umknęło.Była w nim także wewnętrzna dyscyplina.Koło południa ściągałpoplamiony sweter i spodnie, i szykował się na wizytę w fabryce.— Krawat i czysta koszula.Jestem w końcu członkiem zarządu i szefem działu wzornictwa w Tilsit, a to zobowiązuje.Ale wciąż mi się wydaje, że wkładanie dzień w dzień czystej koszuli jest grzechem.I rozrzutnością.Nigdy nie brał Ginny ze sobą do fabryki.— Nie poprawiłoby morale pracowników, gdyby widzieli cię tu codziennie ze mną.Nie byłoby w porządku.Drogę do wytwórni poznała jednak bardzo szybko.Chodziła tam często, i to bynajmniej nie po to, by spotkać Marka.Po jakimś czasie stało się to jej zwyczajem, tak jak czytanie pamiętników, poranne wizyty na śniadaniu i spacery z Tripem.Z czasem robotnicy przestali zwracać na nią uwagę, a Lawrence skłaniał tylko lekko głowę znad swego biurka pod oknem i nie przerywał pracy.Wolnym krokiem obchodziła halę, zatrzymując się gdzieniegdzie, przypatrując się ruchom rąk garncarzy i czując wdzięczność, jeśli któryś z nich podnosił wzrok, by skinąć głową jak komuś znajomemu, po czym wracał do swego zajęcia.Nie orientowała się jeszcze w całym procesie 272produkcji, ale było jej łatwiej zadawać pytania tu na miejscu, słuchać wyjaśnień obserwując tok pracy, czekając, aż odpowiedź zacznie nabierać dla niej sensu.— Dlaczego zabarwiasz glinę na różne kolory — na różowo, niebiesko i zielono?— Żeby oznaczyć różne jej rodzaje.Na przykład ta jest na porcelanę, a tamta na fajans.W ten sposób nie popełnię błędu.To barwniki roślinne.Giną przy wypalaniu.Zaczynała poznawać terminy, a nawet używać ich odczuwając wyraźną satysfakcję — biskwit i wysoki połysk, fryta i glinka garncarska, wzór na szkliwie i pod szkliwem, aerografia.Z początku odzywała się nieśmiało, obawiając się popełnić gafę.Szybko jednak zrozumiała, że jej próby i sukcesy spotykają się u robotników z uznaniem, a nawet z pomocą, jakby była dzieckiem uczącym się stawiać pierwsze kroki.Najwspanialsze jednak było — jak to zapowiedział Mark — obserwowanie toczenia na kole garncarskim.Potrafiła stać w nieskończoność, patrząc, jak z grudy surowej gliny ze zdumiewającą szybkością wyłaniają się różne kształty.Jej obecność przyjmowana była przez robotników jak coś normalnego.Czasami wydawało jej się, że kształty misek, waz i dzbanków wytryskają po prostu z ich rąk.Poczuła się niesamowicie, gdy wreszcie zaczęła rozumieć, że sprawia to siła odśrodkowa kręcącego się koła i nacisk rąk na mokrą glinę.Coraz większe wrażenie robił na niej fakt, że spośród setek naczyń, jakie wychodziły spod ich palców w tej masowej przecież produkcji, przy której każdy egzemplarz miał dokładnie powielać ustalony wzór i kształt, ani jedno naczynie nie było identyczne z następnym.Wspominała wówczas słowa Marka o garncarzach z małych warsztatów: „We wszystkich ich produktach wyczuwa się dotknięcie ręki człowieka.Wiesz od razu, że zrobił je człowiek, nie maszyna.Dlatego właśnie waza grecka czy dzban rzymski, nawet zrobione przez najzwyczajniejszego ówczesnego garncarza, mają w sobie moc, która wciąż oddziałuje na nas mimo upływu wieków.Sztuka garncarska przemawia najstarszym językiem, jaki znamy".Przyglądanie się powstającym kształtom rodziło w niej pokorę i szacunek do tej pracy.Jeden z pomocników urabiających glinę zapomniał o jej obecności, więc kiedy podniósł nagle głowę, na jego twarzy ukazał się wyraz zaskoczenia.— Pani ciotka też zwykła tu przystawać.Zawsze przyglądała się i podpowiadała nam, jeśli coś nie szło jak trzeba.Ale żeby stać tak cichutko jak pani, kiedy wszystko jest w porządku.Wygląda, że gotuje się pani do zajęcia jej miejsca.Ginny odwróciła się i wyszła w nagłej panice.Również świat spoza Tilsit dał znać o sobie.Stopniowo, z początku nieśmiało, zaczęły składać wizyty rodziny z sąsiedztwa.Ginny zostawiła 18273w łazience na dole grzebień i szminkę, żeby móc poprawić wygląd w razie nieoczekiwanego przywołania do salonu [ Pobierz całość w formacie PDF ]