[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy wyczerpuję listę próśb, Will dzieli się ze mną nowinami o swoim życiu towarzyskim.Dziesięć minut później wstaje od stołu, a jego miejsce zajmuje James.Najpierw przez dłuższy czas opowiadam o pochodzeniu Sergia, tłumacząc Jamesowi, że trzy tygodnie w stresujących warunkach więziennych odpowiadają trzem miesiącom na wolności.Kiwa głową, zdając sobie sprawę, że to tylko wstęp do właściwego tematu.Przedstawiwszy referencje Sergia, co do których mogę się opierać wyłącznie na swoim instynkcie, przechodzę do szczegółów handlu szmaragdami.Wyjaśniam, że inwestując około dziesięciu tysięcy dolarów - w zależności od wyceny - wejdziemy w posiadanie szmaragdu, który jeszcze w tym tygodniu zostanie przywieziony do Londynu.Jeżeli Sergio dotrzyma słowa w sprawie szmaragdu, może warto będzie powierzyć mu misję zdobycia Botera.- Jeśli nie uda mu się znaleźć żadnego obrazu - dodaję - wówczas w najgorszym razie będę miał przynajmniej wyjątkowy prezent gwiazdkowy dla Mary.James odziedziczył inteligencję matki i mój spryt handlowy, nie muszę więc niczego powtarzać.Umawiamy się na rozmowę telefoniczną pod koniec tygodnia.Podchodzi do nas David, którego witam uśmiechem.Najpierw pytam go, jak się miewa jego żona Sue i jak spędzili wakacje, ale od razu zauważam jego zdenerwowanie, które u Davida zawsze oznacza, że chce powiedzieć o czymś, co go trapi.Staram się nakierować rozmowę na właściwe tory.- Nadal myślisz o emigracji do Australii? - pytam.- Nie - powiada.- Chociaż bardzo bym chciał.Strasznie trudno załapać się na limit imigracyjny, chyba że ma się tam krewnych albo obiecaną pracę.- Przypuszczam, że po pobycie w więzieniu teraz to ja będę miał większe szanse - zauważam, po czym pytam: - Co więc zamierzasz robić?- Sue i ja zastanawiamy się, czy zamieszkać w Turcji.Spędziliśmy tam kilka razy wakacje, podobają się nam ludzie, klimat i przede wszystkim koszty utrzymania.- Kiedy chcielibyście wyjechać?- Za dwa miesiące, jeżeli się pan zgodzi, szefie.Zapewniam go z uśmiechem, że nie mam nic przeciwko temu.Podajemy sobie ręce jak starzy przyjaciele, którymi przecież jesteśmy.Ostatnie pół godziny spędzamy wszyscy razem, gawędząc swobodnie, jak gdybym nie siedział w więzieniu.Chyba już wspominałem, że gdyby można było zabrać ze sobą przyjaciół, życie za kratami byłoby niemal znośne.Wkładam do kieszeni koszuli pióra przemycone przez Willa w nadziei, że jakoś się uda.Z przykrością żegnam chłopców.Rozłąka uświadamia mi, jak bardzo ich kocham.Funkcjonariusz przeprowadzający rewizję zagląda mi do ust, sprawdza pod językiem, każe mi zdjąć buty i wreszcie pozwala mi opuścić salę.Zmykam zadowolony, że przez najbliższy tydzień będę mógł pisać tym, czym lubię.Po kolacji zwołuję posiedzenie zarządu w celi Sergia.- Następny ruch należy do ciebie - mówię.- Wybrałeś szmaragd i niedługo zobaczymy, czy jesteś poważnym graczem, czy szalbierzem.- Sergio prosił, abym codziennie używał jednego słowa i zwrotu, któ rego jeszcze nie zna.Natychmiast sprawdza znaczenie słowa „szal bierz" w słowniku angielsko-hiszpańskim.Potem wstaje i oficjalnym gestem podaje mi rękę.- Następny ruch należy do mnie - powtarza - i przekonasz się, że chociaż takie są okoliczności naszego poznania, nie jestem szalbierzem.Bardzo pragnę mu uwierzyć.Wtorek, 4 września 20016.11 ranoPisząc dziennik w ciągu dnia, a wieczorami poprawiając tekst tomu pierwszego, przypominam sobie, jak strasznym przeżyciem był pobyt w Belmarsh.9.00 ranoGarncarstwo.Paul wygłasza pogadankę o twórczości Rothka, Mana Raya, Magritte'a i Andy'ego Warhola, ilustrując ją slajdami.Kilku więźniów głośno wyraża opinię na temat współczesnych artystów, jaką słyszy się od wielu osób, tyle że formułują ją wprost, bez owijania w bawełnę.- To gówno, dlaczego ktoś chciałby płacić za taki cholerny chłam? Coś takiego umiałaby napacykować moja siedmioletnia córka.Paul i Annę - nasi instruktorzy - nie komentują tego ani słowem.Oboje zawodowo zajmują się sztuką i doskonale wiedzą, że gdyby potrafili „napacykować coś takiego", nie uczyliby w więzieniu.Po pogadance Shaun przedstawia mi pomysł ozdobienia ściany w mojej celi - niewątpliwie inspirowany twórczością Magritte'a.Zabawny motyw, ale nie jestem pewien, czy Locke potrafi go odtworzyć.Będę musiał omówić tę sprawę z Darrenem, moim chefde chantier.Naprawdę wolno mi będzie mieć w celi słońce i księżyc?2.00 po południuZajęcia edukacyjne.Wtorkowe popołudnia mają w sobie coś z farsy [ Pobierz całość w formacie PDF ]