[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeszcze chwilkę, a załatwimy to nieporozumienie z telefonami.Oblał ją zimny pot.Z każdym oddechem ktoś zadawał jej bolesne razy.Trudno było zebrać myśli, odeprzeć ból.Znów uderzyła lufą pistoletu w słuchawkę.Tym razem mocniej, jeszcze raz.Ale nie powiedziała ani słowa.Bengt Nordwall czekał, słyszał jej oddalające się kroki.Wiedziała, że teraz ponownie odwraca się do kolegów, że oni stoją tam ze swoimi słuchawkami i próbują zrozumieć.Chwycił telefon, krzyknął tak głośno, na ile mu starczyło odwagi.— Halo!Doszło do niego echo.Tańczące po pokoju własne słowo.— Halo!A później usłyszał to, czego nie chciał usłyszeć.Odgłos strzału zagłuszył wszystko inne.Lydia strzelała w zamkniętym pomieszczeniu, dźwięk uderzył w słuchawkę z potężną mocą.Nie sposób było ustalić, czy upłynęło zaledwie kilka sekund, czy może znacznie więcej.— Teraz mam trzech żywych zakładników i jednego martwego.Daję wam jeszcze pięć minut.Macie odblokować telefony dla wychodzących rozmów.Jak tego nie zrobicie, zabiję jeszcze jednego.Jej głos był opanowany.— Powinniście też zabrać tych ludzi, którzy czekają w korytarzu 222przed drzwiami wejściowymi.Wkrótce odpalę tam kilka ładunków.* * *Ewert Grens usłyszał strzał.Przeczekał milczenie dziewczyny.Kiedy później zaczęła mówić, skoncentrował się na brzmieniu jej głosu, czy była spokojna, czy tylko udawała spokój, nic innego nie mógł zrobić, tego cholernego rosyjskiego nie rozumiał ni w ząb.John Edvardson stał za nim, lekko pochylony, tłumaczył to, co właśnie powiedziała.Grens słuchał i przeklinał.Odwrócił się do Svena Sundkvista: „Załatw te cholerne telefony, Sven, pozwólmy jej dzwonić, kurwa, jak najszybciej”, z powrotem do Edvardsona; byli zgodni co do tego, żeby wycofać jednostkę specjalną z wejścia do prosektorium: „Nikt tam, kurwa, nie będzie wysta-wał, żeby umrzeć!”.Przez chwilę milczał, oddychał ciężko, położył rękę na ramieniu Svena, szukał jego wzroku.— Chcę też, żebyś założył kamizelkę kuloodporną.Sundkvist wzdrygnął się, ta dłoń Ewerta.nigdy wcześniej go nie dotykał.— Chcę, żebyś tam zszedł, Sven.Do tego korytarza w podziemiach.Potrzebne mi twoje bezpośrednie wrażenia.Oczy, którym ufam.Muszę wiedzieć.* * *Sven Sundkvist znajdował się mniej więcej pięćdziesiąt metrów od zewnętrznych drzwi prosektorium, tam gdzie korytarz się rozwidlał.Za ścianą jednej z jego odnóg czekał z trzema policjantami jednostki specjalnej.Nie minęły jeszcze dwie minuty, gdy usłyszał, jak otwierają 223się obserwowane przez nich drzwi.Przeczołgał się kawałek na kolanach i spojrzał w stojące trochę dalej lustro.Korytarz był ciemny, ale w prosektorium paliła się ostra lampa.Wnikłym świetle zamajaczyła ciemna sylwetka mężczyzny, ciągnął coś, schylony.Minęło kilka sekund, zanim Sundkvist zrozumiał co.Mężczyzna wlókł za ramię ciało człowieka.Sven wyszarpnął noktowizor z torby stojącej obok jednego z policjantów, rozważył ryzyko, że zostanie dostrzeżony, trzymał przyrząd tak, że wychylając się trochę, mógł obserwować korytarz zza rogu.Trudno było dostrzec twarz mężczyzny, Sundkvist zobaczył tylko, że obserwowany nagle wypuścił ramię z rąk i pośpiesznie wrócił, zamykając za sobą drzwi.Sundkvist cofnął się i usiadł chroniony narożnikiem korytarza.Oddychając gwałtownie, przyłożył do ust radio.— Wzywam Grensa.Radio zatrzeszczało, jak zwykle.— Tu Grens.Odbiór.— Widziałem przed chwilą mężczyznę.Wyszedł z kostnicy, wlókłjakieś martwe ciało.Mężczyzna wrócił, ale ciało leży.Widziałem lon-ty.Nie możemy podejść! Ciało jest zaminowane!Ewert Grens właśnie miał odpowiedzieć, gdy zagłuszył go ten osobliwy dźwięk powstający przy eksplozji człowieka.Radio milczało, albo może wcale nie, może już od początku rozdzierał je krzyk Svena.— Ona to naprawdę zrobiła, Ewert! Wysadziła w powietrze człowieka!Jego głos słabł, zacinał się.— Słyszysz mnie Ewert? Gówno zostało! Tylko gówno!Lisa Öhrström bała się.Od jakiegoś czasu nosiła w sobie ból, pa-lący i targający wnętrzności, zmuszający ją do zatrzymania się w półkroku, żeby sprawdzić, czy ciągle jeszcze potrafi oddychać.Zobaczyła mężczyznę, który najprawdopodobniej najpierw pobił jej brata, a później spuścił wózek inwalidzki ze schodów i była pewna, że te obrazy będą prześladowały ją dłużej, niż starczy jej sił.Od dawna nic nie jadła, próbowała ugryźć kawałek jabłka, kanapki, nie dało się.Jak gdyby straciła umiejętność przełykania, brakowa-ło jej śliny.Nie mogła tego zrozumieć.Przecież on już nie żył.Ale nie miała pewności, czy czuje ulgę, ponieważ wie, gdzie on jest, wie, że nie krzywdzi ani siebie, ani innych, czy może raczej po-grąża się w żałobie.A może tak naprawdę przygotowywała się tylko do chwili, w której będzie musiała powiedzieć o tym Ylvie i mamie.Najwięcej myślała jednak o tym, jak przekazać wiadomość Jona-thanowi i Sannie, żeby zrozumieli; ukochani siostrzeniec i siostrzeni-ca, jej „zapasowe” dzieci, dzieci, których nigdy sama nie urodziła.225Wujek Hilding nie żyje.Wujek Hilding został zabity na schodach.Znów weszła do kuchni, rozejrzała się za kawą stojącą tu od rana.Zwróciła się z prośbą do policjanta, który został trochę dłużej na oddziale i opowiedział jej więcej, niż powinien.Dowiedziała się więc, że mężczyzna z ogoloną głową, który pobił śmiertelnie jej brata i które-go zidentyfikowała później w czasie przesłuchania na zdjęciu numer trzydzieści dwa, nazywa się Lang, że jest najemnym zbirem, takim, który grozi i katuje, dopóki mu ktoś za to płaci.Dowiedziała się też, że kilkakrotnie skazano go za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, że był podejrzany o wiele więcej czynów, ale świadkowie często zmieniali zeznania; bandyci pracowali właśnie w ten sposób, używali groźby, która zamieniała się w strach, a zastraszeni ludzie nie mówią [ Pobierz całość w formacie PDF ]