[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wdech.Wydech.Spokój.W chwili, kiedy Finley przekroczyła próg, serce uderzało mu o żebra, jakby walczyło o życie - tak mocno, że aż boleśnie.Jej miodowe włosy z czarnymi pasmami były w strasznym nieładzie, kosmyki uciekały spod jarzma spinek, którymi upięła kok z tyłu głowy.Na jej kłykciach i gorsecie widniały rdzawe plamy zaschniętej krwi.Śliczną twarz pokrywały mocne sińce, które rozmazywały jej się na skórze.Rozmazywały?Griffin zmrużył oczy.Nie były to sińce - już nie.Rozmazanie wynikało z użycia kosmetyków, które zapewne miały ukryć przed Daltonem fakt, że obrażenia Finley zagoiły się błyskawicznie.Choć mówiąc szczerze, jej zdolność samoleczenia zapewne uczyniłaby ją tylko bardziej atrakcyjną w oczach przestępcy.Powinien o tym wspomnieć czy tylko cieszyć się, że postanowiła nie wydawać wszystkich swoich tajemnic?Była z nią Emily - śmiała się z czegoś, co Finley powiedziała, kiedy wchodziły do pokoju.To Emily pierwsza zauważyła Griffina, i na jego widok śmiech zamarł jej na ustach.Cokolwiek dostrzegła w jego oczach, sprawiło, że urocza Irlandka zbladła.- Dobry wieczór - powiedziała pełnym napięcia głosem.Griffin wstał - tak postępował dżentelmen, kiedy do pokoju wchodziły damy.- Dobry wieczór, Em, Finley.Finley nie zbladła, gdy spojrzała mu w oczy, choć ciężko było to stwierdzić pod kosmetykami skrywającymi jej twarz.Uniosła jednak zadziornie brodę.Oczekiwała kłótni.Nie dziwiło go to, gdyż podejrzewał, że właśnie tego chciała.Wczasie walk tej nocy przeżyła łącznie godzinę przemocy i wciąż pozostawało w niej coś z ducha tej walki.Powiedziałjej, że nie ma zamiaru walczyć o jej względy, ale było to kłamstwo.Będzie walczył.Nie spodziewał się tylko, że to ona będzie jego przeciwnikiem.- Jestem bardzo zmęczona - oznajmiła nagle Emily.-Pójdę już chyba do łóżka.Dobranoc! - Zanim zdążyli zareagować, już zamykały się za nią drzwi.Powietrze stało się jakby cięższe, kiedy w pokoju pozostało tylko ich dwoje.Temperatura też zdawała się podnosić, jakby od ich gniewu zagotowała się woda w grzejniku.Finley skrzyżowała ramiona na piersi i stanęła na sztywnych nogach - gotowa do walki.Griffin trzymał ręce po bokach, kciukiem lewej gładząc sówkę.- Naraziłaś dziś Emily na niebezpieczeństwo - oskarżył ją, gdyż nie wiedział, jak ubrać swoje uczucia w słowa.Zbyt się bał, że się zbłaźni.Lepiej było atakować, niż się odsłonić.Mocno zmarszczyła swoje łukowate brwi.- Nie ciągnęłam jej ze sobą na siłę.Próbowałeś jej kiedyś coś wyperswadować, jak już zdecydowała? Poza tym sama potrafi się o siebie zatroszczyć.Z Samem traktujecie ją jak porcelanową laleczkę, a nie kompetentną kobietę.Może on i Sam byli zbyt opiekuńczy w stosunku do Emily, ale też tak zostali wychowani - by traktować w ten sposób kobiety nawet tak uzdolnione jak Emily i Finley.Starałsię pamiętać, że potrafiły same o siebie zadbać, i przeważnie mu się to udawało, ale często instynktownie wchodził w rolę dżentelmena.- Czy o to w tym wszystkim chodziło? - zapytałzwodniczo spokojnym głosem.- Żeby udowodnić, jak zdolne jesteście?Jasne bursztynowe oczy dziewczyny zwęziły się w zamyśleniu.- O co tak naprawdę jesteś zły? Że wzięłam udział w walce czy o to, że ktoś poza tobą wpadł na dobry plan? Dalton chce się ze mną spotkać.Jej słowa zabolały go jak policzek i skrzywił się.Czy tak go widziała?- Może zauważyłaś, że sam miałem podobny plan, o czym byś się wcześniej dowiedziała, gdybyś ze mną porozmawiała.Prychnęła.- Dalton zaraz by was przejrzał.Za wytworny jesteś.Za porządny.- Być może martwi mnie to, że tak bardzo upodobałaś sobie towarzystwo podejrzanych osobników - odpowiedziałGriffin, ripostując własnym docinkiem.- Może jestem zły, bo mamy działać wspólnie, a ty tyle zrobiłaś za moimi plecami.-Powinien był wiedzieć, że ona coś knuje.Zrobiła to pewnie tylko po to, żeby mu potem wytknąć.Wzruszyła ramionami.- Próbowałbyś mnie powstrzymać.- Nie powiedziała ani słowa o tym, czyje lubi towarzystwo, co tylko jeszcze bardziej ugodziło dumę Griffa.- Masz cholerną rację! - Tak mocno ścisnął mechaniczną sówkę, że jej dziób przebił mu skórę.- A ty mogłabyś spróbować przekonać mnie do swoich racji.Mogłabyś sprawić, żebym uznał twój plan za lepszy.- Przeczesał włosy palcami.- Ale nie ufałaś mi i wymyśliłaś ten plan mnie na złość, i to przez to jestem tak cholernie wściekły!Finley wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami i ustami.- Griffin… Wszedł jej w słowo.- Musiałem siedzieć tam, bezradny, i patrzeć, jak raz za razem próbują cię zabić, i nie mogłem dać nic po sobie poznać.Nie mogłem się cieszyć, kiedy wygrywałaś, ani okazać lęku, kiedy obrywałaś.Nic nie mogłem zrobić.Do diabła, nie przywykł do uczucia bezradności.- Nie musiałeś nic robić! - Finley wyrzuciła ręce do góry.- Nie tylko ty jesteś tu kompetentny.Inni też potrafią kontrolować sytuację.Miała rację, ale to jego ekipa i czuł się za nią odpowiedzialny - za nich wszystkich.Odstawił mosiężną sówkę, ciepłą od jego dłoni, na lśniący blat komody.- Reno Dalton to nie Jack Dandy, Finley.Zabije cię, jeśli będzie podejrzewał, że chcesz go oszukać.Jesteś gotowa zaryzykować?Finley szybko skinęła głową.- Jeśli pomoże to Jasperowi.- Dobrze więc [ Pobierz całość w formacie PDF ]