[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W białej koszuli i karmazynowym krawacie wyglądał jak zawsze apetycznie.Miał lekko krzywy uśmiech i świdrujące spojrzenie.Właśnie takim go zapamiętała.Wyprostowała się i wypięła pierś.No, wreszcie cały ten trening na coś się przyda.Nie miał obrączki, poza tym Sara słyszała w biurze, że byłzawodnikiem wysokiej klasy.Nada się znakomicie.- Próbowałem się z tobą skontaktować - powiedział.- Naprawdę?- Było mi strasznie przykro, kiedy usłyszałem, co ci się przydarzyło.-Jego spojrzenie powędrowało na moment w dółi prześliznęło się po jej biuście.- Wiesz, te oskarżenia.Wydało się to nieprawdopodobne.Wyglądałaś na taką miłą dziewczynę.Sara sposępniała, wątpiąc, czy może wziąć jego słowa za dobrą monetę.- Nie mogłem uwierzyć, że pracowałaś dla kogoś innego i celowo skasowałaś dokumentację finansową.Szpiegostwo dla konkurenq'i.to było nie do pojęcia.- Tak, tak.- Sara zachichotała.- To ja, Mata Hari sekretariatu.- Zatrzepotała rzęsami.Mata Hari.Wulkan zmysłów.Łapiesz?- No więc przeprowadziłem małe dochodzenie.- Co? - Natychmiast spoważniała.- I zgadnij, czego się dowiedziałem.Janice przekroczyła budżet o piętnaście milionów.To ona usunęła dokumentację, a potem próbowała obciążyć tym ciebie, żeby zyskać na czasie.Kiedy wszystko wyszło na jaw, próbowała się ratować, oskarżając jeszcze kilka innych osób.Kontrola księgowa wykazała, że nie tylko nieudolnie zarządzała pieniędzmi, ale wydała pięćdziesiąt tysięcy na swoje potrzeby.- Niemożliwe! Na co?- Zwykłe rzeczy - masaże, pokoje hotelowe, wszystko na rachunek firmy.- O rany.- Zadzwoniłem do „Temps Fugit" i próbowałem oczyścić cię z zarzutów.- Uśmiechnął się jakoś przewrotnie.- Ale nawet nie raczyli mi dać twojego numeru telefonu.Już miała mu podziękować, kiedy zdała sobie sprawę, że jego intencje nie były tak czyste, jak Dobrego Samarytanina.Zwilżyła językiem usta.- Powiedz, w jaki sposób mogłabym ci się odwdzięczyć?- Naprawdę, nic mi nie przychodzi do głowy.- Jego uśmiech stał się niemal drapieżny.- Może kolacja, na dobry początek - powiedziała wolno, uważnie obserwując jego twarz.Zareagował, niestety, lekko znudzonym grymasem.- Może moglibyśmy dopracować ten pomysł.- Tańce! Chyba mi nie odmówisz.- Dlaczego akurat tańce? - Uniósł brwi, ale wciąż się uśmiechał.Idź na całość, Walker! Sara wzięła głęboki oddech.- Bo wiadomo, że po tym, jak człowiek tańczy, najłatwiej ocenić, jaki jest w łóżku.- Modliła się, żeby nie spiec raka.Zaszokowała go, przynajmniej na chwilę, ale uśmiech nie schodził mu z ust, a w oczach miał czysty, grzeszny seks.Przysunął się bliżej.na tyle, że wyczuwała ciepło jego ciała.- Rozumiem - szepnął.- W tej chwili też jestem oceniany?Ani drgnęła, kiedy musnął jej usta krótkim pocałunkiem.Teraz on ją zaskoczył.- Zostałeś poddany próbie - szarżowała dalej, sprawdzając kątem oka, czy ktoś ich nie obserwuje.Jeremy cudownie pachniał.- Rozumiem, że taniec ma być następnym etapem tej próby.A co potem? - zniżył głos, oddechem łaskocząc ją w ucho.- Och, na pewno coś wymyślę - odpowiedziała z uśmiechem, odkładając „Kamasutrę" tak, żeby zauważył okładkę.Spojrzał na książkę, a potem wydał niski, prawie zwierzęcy odgłos.- Podobasz mi się - powiedział po prostu, chociaż jego oczy płonęły jak pochodnie.- Powiedz, że dasz mi swój numer telefonu.Martika siedziała przy swoim stałym stoliku w klubie„Pointless Party".Bywała tam od dwóch miesięcy i nie sądziła, żeby potrwało to dużo dłużej.Przez dwa tygodnie nikogo nie poderwała - a ostatni facet, którego próbowała poderwać, miał.Skrzywiła się, przyciskając dłonie do brzucha.Niech to szlag.Musiała przestać jeść w pracy lunche w tym cholernym barku na kółkach.Napiła się coli, mając nadzieję, że to uspokoi jej żołądek.Nie żeby facet nie chciał się ze mną pieprzyć.To ja nie byłam zainteresowana.Zresztą, co za różnica.Z jej życiem seksualnym zaczynało być beznadziejnie, a życie towarzyskie w L.A.schodziło na psy, żeby nie powiedzieć dosadniej.Dzisiaj i tak nie zamierzała imprezować.Miała do spełnienia misję: poprawić nastrój Taylorowi.Jego ostatnie zerwanie z Luisem okazało się ostateczne - ten podły gad nie pokazywałsię już od tygodni.Zdawało jej się, że widziała go z kimś innym w „Beer Bust".Tam też wpadała coraz rzadziej - wciąż uwielbiała być dziewczyną w Mieście Chłopców, ale środowisko gejów zaczęło ją męczyć.Wystarczył jej Taylor.- Skarbie, przynieść ci następnego drinka? - zapytała.Nawet nie ubrał się porządnie - w wytartych dżinsach i T-shircie wyglądał, jakby to Kit go wystroił.Zły znak.Przysunęła się bliżej i pocieszającym gestem ścisnęła go za ramię.- Mówiłam już.lepiej ci będzie bez niego.- Tak, ale ja go znałem.Przywiązałem się do niego.Nawet do jego wad.- Dosyć tego, przestań.To, że był łatwy we współżyciu, nie znaczy, że był facetem dla ciebie.Zasługujesz na coś lepszego [ Pobierz całość w formacie PDF ]