[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.„Brud oczyszcza żołądek”, powtarzałzawsze mój ojciec.Na myśl o moim kochanym, chorym tacie, który już dawno nie powiedziałnic dorzecznego, z tęsknoty ścisnęło mi się serce.Hannes pomógł mi zawiesić garnek na łańcuchu nad ogniem.W milczeniu patrzyliśmy, jak się gotuje ryż.Na wodzie utworzyła się brązowa piana, ale pomimo tego nieapetycznego widoku na zapach ryżu ślinka pociekła nam do ust.Gdy był gotowy, przyszło mi do głowy, że nie przygotowałam sitka, by go odlać.Ponieważ nie chciałam ponownie grzebać w naszej nieforemnej skrzyni, zostawiłam po prostu ryż na ogniu tak długo, aż woda wyparowała.Nieco się przypalił, ale nawet ten zapach wydał nam się symbolem świątecznego posiłku.Połknęliśmy ryż chciwie i w milczeniu.Później przygotowaliśmy sobie legowisko.Oczywiście nie mieliśmy jeszcze łóżka, ale po przybyciu do Porto Alegre posłuchaliśmy rady, żeby kupić hamak.Bardzo się z tego cieszyłam - za nic w świecie nie położyłabym się na ziemi, oddzielona tylko słomianą matą od wszystkich tych pełzających i wijących się nieznanych stworzeń, o których nie wiedzieliśmy, czy ich ugryzienia lub użądlenia nie są groźne dla życia.Hamak był wystarczająco szeroki dla dwóch osób.Umocowaliśmy go na belkach chaty i mieliśmy nadzieję, że te uniosą dodatkowy ciężar.Belki podejrzanie trzeszczały i jęczały, ale konstrukcja wytrzymała.Potem zwinęliśmy dwa koce jako poduszki i położyliśmy się w hamaku.Z powodu upału nie musieliśmy się niczym przykrywać, ale nie zrezygnowaliśmy z nocnej bielizny choćby dlatego, żeby nie żarły nas komary.Oboje błyskawicznie zasnęliśmy.Hannesowi wydawała się nie przeszkadzać pozycja, w jakiej leżał, chrapał w najlepsze, jakby nigdy nie spał inaczej niż z wykrzywionym kręgosłupem.Ale mnie nie było wygodnie, obudziłam się w środku nocy.Na boku nie dało się leżeć, tym bardziej na brzuchu.Do tego z powodu bliskości Hannesa było mi bardzo gorąco.Pociłam się na całym ciele, nocna koszula przywierała do skóry.W końcu jednak zasnęłam, zmęczenie okazało się silniejsze niż potrzeba wygody.Obudziła mnie ręka Hannesa, która powoli i celowo przemieszczała się po moim udzie.Otworzyłam oczy, mruknęłam i usłyszałam jego szept: - Musimy przecież porządnie ochrzcić nasz dom.Wcześniej, w Hunsriick i na statku, tak często tęskniłam za tą sytuacją - żebyśmy mogli wreszcie sami, bez przeszkód i wyrzutów sumienia leżeć obok siebie.Teraz, gdy tak się stało, pragnęłam tylko, by Hannes przestał.Bolały mnie wszystkie kości, byłam zmęczona i z niemiłym uczuciem myślałam o ogromie pracy, jaki nas czekał.Z drugiej strony rozumiałam, że ma rację.Co daje emigracja, własny kawałek ziemi, trudy, tęsknota za domem i to wszystko, jeśli nie okazuje się miłości jedynemu człowiekowi, którego się ma? Dobry nowy początek, na jaki odważa się młode małżeństwo, należało przecież zacząć od czegoś pięknego, nie tylko od bąbli na dłoniach i ukąszeń komarów na reszcie ciała.Pozwoliłam mu, choć przejmowałam się też trochę dzieckiem w swoim brzuchu.Po chwili zaczęło mi to sprawiać przyjemność.Jego dotknięcia, pocałunki i wyraźne podniecenie również we mnie wywołały pożądanie.Z powodu hamaka musieliśmy się nieco powyginać, więc nasze zespolenie przebiegało pospieszniej, niż bym sobie życzyła, ale mimo to ostatecznie byliśmy przyjemnie zmęczeni, a jednocześnie pełni energii, by rozpocząć nowy dzień w nowej ojczyźnie.Śniadanie popsuło nam nieco humor.Kury nie zniosły ani jednego jajka, a papka, którą ugotowałam z wody i mąki maniokowej, smakowała paskudnie.Mimo to zjedliśmy ją, ale ponownie skorzystaliśmy z cennych zapasów słoniny.Nie mogło się to ciągnąć w nieskończoność.Dziś, postanowiłam sobie, spędzę mniej czasu z kosą i motyką, a więcej poświęcę na typowe prace kobiece - wydojenie krowy, namoczenie fasoli i suszonego mięsa, rozpakowanie naszej skrzyni i urządzenie chaty, przyniesienie wody do gotowania i upranie bielizny [ Pobierz całość w formacie PDF ]